24.01.2023, 02:25 ✶
Patrick oparł się rękoma o blat lady. Obserwował uprzejmie jak Nora uwijała się przy jego zamówieniu. Miał ciemne oczy i ciepłe spojrzenie, kiedy na nią spoglądał. Lubił ją. Ze swoją sympatią nigdy się zresztą specjalnie nie krył, doceniając aurę pracowitości i szczerych chęci, które otaczały młodą czarownicę. Co oczywiście nie oznaczało, że próbował ją w jakikolwiek sposób napastować swoją sympatią.
Wiedział, że Brenna zleciła przygotowanie eliksirów na Beltaine i po części cieszyło go, że brygadzistka skierowała swoją prośbę od razu do Nory, zamiast szukać kogoś mniej sprawdzonego. Nie mógł tylko rozgryźć, czy zrobiła to dlatego, że prywatnie przyjaźniła się z panną Figg, czy też w tym wypadku chodziło o rolę, którą właścicielka Klubokawiarni pełniła w Zakonie Feniksa, czy też o jedno i drugie. Przez to na swój sposób domyślał się, że stojąca za ladą kobieta, pewnie powiązała nagłe zamówienie ze zbliżającym się świętem i z hipotetycznym, ale spodziewanym przez Zakon Feniksa, zagrożeniem ze strony Voldemorta i jego popleczników.
- A na szczęście ostatnio jest tylko sporo małych, ale niezbyt zajmujących zgłoszeń – odpowiedział lekkim, niezobowiązującym tonem. - Ktoś komuś w nocy zaczarował kosze na śmieci i rankiem zaatakowały właściciela. Ktoś inny skarżył się na przeklęty imbryk do herbaty. Niestety, okazało się, że jest zwykłym paranoikiem a żona przypadkiem posoliła mu poranny napój. W sumie właśnie wracam z jednego z podobnych zleceń. Tym razem, wybacz, że nie powiem o jaką rodzinę chodzi, kwestia zachowania poufności, postanowili unowocześnić swoje mugolskie auto magią – uśmiechnął się cierpko, znowu spoglądając na własny usmarowany czymś rękaw skórzanej kurtki. – Kiedy pojawiłem się na miejscu, samochód właśnie opluwał przechodniów olejem silnikowym. – Lekka raczej humorystyczna historyjka miała przykryć prawdziwy powód wizyty, gdyby przypadkiem podsłuchiwał ich ktoś, kto nie powinien. – Hm… - Patrick zrobił taką minę, jakby naprawdę rozważał propozycję Nory. - Właściwie mogę wypić tę kawę na zapleczu. Mam jeszcze trochę zapowiedzianej przerwy w pracy a swoją drogą, nigdy nie byłem na zapleczu piekarni…
Steward nie był też w wielu innych podobnych miejscach. Nigdy go jakoś specjalnie nie pociągały, ale teraz – choć z jednej strony doceniał prywatność, którą mogło zapewnić im zaplecze, z drugiej naprawdę zechciał zobaczyć jak to wszystko wyglądało od środka. Dalej było tak różowo i kwieciście?
- Tylko najpierw ci zapłacę – zaznaczył na wszelki wypadek. Obawiał się, że po rozmowie mógłby o tym zapomnieć, Nora nie odezwałaby się przez grzeczność, a potem mógłby tu wrócić dopiero po zakończeniu swojej zmiany w pracy. Wyciągnął z kieszeni spodni portfel by uregulować rachunek.
Potem razem z panną Figg skierował się na zaplecze jej klubokawiarni. Zamówione pączki oraz kawę, profilaktycznie (jakby podczas ich nieobecności miał do środka wpaść jakiś złodziej-pączkożerca) zabrał ze sobą.
Nie naciskał na rozpoczęcie rozmowy o liście, który mu przesłała. Jeśli chodziło o sprawy Zakonu, Patrick był w nich jeszcze bardziej ostrożny niż podczas pracy w Biurze Aurorów. Wolał wyczekać odpowiedniej chwili, niż samemu, od razu, rozpocząć rozmowę. W tym przypadku, wydawało mu się także, że Nora – jako właścicielka tego miejsca i pomysłodawczyni całej grupy – miała pełne prawo opowiedzieć o swoim pomyśle i wszystkim, co udało jej się w związku z nim zrobić, kiedy będzie sama chciała podjąć ten temat.
Wiedział, że Brenna zleciła przygotowanie eliksirów na Beltaine i po części cieszyło go, że brygadzistka skierowała swoją prośbę od razu do Nory, zamiast szukać kogoś mniej sprawdzonego. Nie mógł tylko rozgryźć, czy zrobiła to dlatego, że prywatnie przyjaźniła się z panną Figg, czy też w tym wypadku chodziło o rolę, którą właścicielka Klubokawiarni pełniła w Zakonie Feniksa, czy też o jedno i drugie. Przez to na swój sposób domyślał się, że stojąca za ladą kobieta, pewnie powiązała nagłe zamówienie ze zbliżającym się świętem i z hipotetycznym, ale spodziewanym przez Zakon Feniksa, zagrożeniem ze strony Voldemorta i jego popleczników.
- A na szczęście ostatnio jest tylko sporo małych, ale niezbyt zajmujących zgłoszeń – odpowiedział lekkim, niezobowiązującym tonem. - Ktoś komuś w nocy zaczarował kosze na śmieci i rankiem zaatakowały właściciela. Ktoś inny skarżył się na przeklęty imbryk do herbaty. Niestety, okazało się, że jest zwykłym paranoikiem a żona przypadkiem posoliła mu poranny napój. W sumie właśnie wracam z jednego z podobnych zleceń. Tym razem, wybacz, że nie powiem o jaką rodzinę chodzi, kwestia zachowania poufności, postanowili unowocześnić swoje mugolskie auto magią – uśmiechnął się cierpko, znowu spoglądając na własny usmarowany czymś rękaw skórzanej kurtki. – Kiedy pojawiłem się na miejscu, samochód właśnie opluwał przechodniów olejem silnikowym. – Lekka raczej humorystyczna historyjka miała przykryć prawdziwy powód wizyty, gdyby przypadkiem podsłuchiwał ich ktoś, kto nie powinien. – Hm… - Patrick zrobił taką minę, jakby naprawdę rozważał propozycję Nory. - Właściwie mogę wypić tę kawę na zapleczu. Mam jeszcze trochę zapowiedzianej przerwy w pracy a swoją drogą, nigdy nie byłem na zapleczu piekarni…
Steward nie był też w wielu innych podobnych miejscach. Nigdy go jakoś specjalnie nie pociągały, ale teraz – choć z jednej strony doceniał prywatność, którą mogło zapewnić im zaplecze, z drugiej naprawdę zechciał zobaczyć jak to wszystko wyglądało od środka. Dalej było tak różowo i kwieciście?
- Tylko najpierw ci zapłacę – zaznaczył na wszelki wypadek. Obawiał się, że po rozmowie mógłby o tym zapomnieć, Nora nie odezwałaby się przez grzeczność, a potem mógłby tu wrócić dopiero po zakończeniu swojej zmiany w pracy. Wyciągnął z kieszeni spodni portfel by uregulować rachunek.
Potem razem z panną Figg skierował się na zaplecze jej klubokawiarni. Zamówione pączki oraz kawę, profilaktycznie (jakby podczas ich nieobecności miał do środka wpaść jakiś złodziej-pączkożerca) zabrał ze sobą.
Nie naciskał na rozpoczęcie rozmowy o liście, który mu przesłała. Jeśli chodziło o sprawy Zakonu, Patrick był w nich jeszcze bardziej ostrożny niż podczas pracy w Biurze Aurorów. Wolał wyczekać odpowiedniej chwili, niż samemu, od razu, rozpocząć rozmowę. W tym przypadku, wydawało mu się także, że Nora – jako właścicielka tego miejsca i pomysłodawczyni całej grupy – miała pełne prawo opowiedzieć o swoim pomyśle i wszystkim, co udało jej się w związku z nim zrobić, kiedy będzie sama chciała podjąć ten temat.