01.12.2024, 03:19 ✶
Zdawał sobie sprawę, jak bardzo depcze wszystko to co przy poprzednim spotkaniu wypracowali. A teraz wrzucał kolejne kościotrupy na dno stawu, chciał zmącić wodą tak bardzo, że zaleje nie tylko brzeg ale i dalsze połacie Ziemi.
Musisz bardzo tęsknić za dnem, skoro chcesz na nie wrócić załamany
Zakpił z niego głos, a może ostrzegał? I sam już nie wiedział czy powinien jej mówić. Ale co jeżeli coś się naprawdę stanie i nie będzie już miał na to okazji? Życie nie było usłane różami, może w innych, bardziej spokojnych czasach nie spieszyłby się. Przez całe swoje życie nie czuł czegoś takiego, jednocześnie czuł przedziwne, niezrozumiałe szczęście z samej obecności Millie, ale z drugiej czuł się niezwykle przerażony tym jak szybko od pojawienia się uczucia chciał przejść do powiedzenia o nim - a przecież zawsze wszystkie w sobie tłamsił.
Teraz, tu przy niej był niczym faktycznie zagubiony kociak, który nie ma pojęcia co zrobić. Powiedzieć jej i bezpowrotnie zburzyć to co mieli między sobą...
Za późno, pocałunkiem to zniszczyłeś
To prawda. A przecież nie przyszedł tutaj bo liczył, że po tych wszystkich wydarzeniach pozwoli mu zrzucić stres i da się wyruchać, nie taki był jego cel. Przyszedł bo tam w jaskini doznał olśnienia - od zawsze miłość widział jedynie u innych, sam nigdy jej nie oświadczał, mógł jedynie zazdrośnie patrzeć jak rośnie w innych. I gdy pogodził się z faktem, że jest zbyt zepsuty, aby kogokolwiek pokochać i ktokolwiek pokochał jego... Pojawiła się ona.
Może powinien jednak milczeć? Powoli budować to co mieli między sobą, a nie rzucać się z klifu z "jakoś to będzie", bo nie miał dziewięciu żyć jak koty. Ale czy będzie w stanie to ukryć? Choć na usta cisnęły mu się te słowa które paliły go od środka, chciał jej wykrzyczeć co czuje, jak bardzo się bał że ona faktycznie jest tam w tych tunelach. Jak bardzo był przerażony, że nie zdoła jej powiedzieć o tym, że się w niej zakochał.
Niestety nie dane mu było podjąć decyzji, nim cokolwiek zdążył postanowić usłyszał jej głos.
Było kłamać... Ćpuński rajd teraz brzmi o wiele lepiej, nie?
Stał cały czas w tym samym miejscu, nieco w szoku
Nie wyglądał na kogoś kto stroi sobie z niej żarty, zdecydowanie jeśli chodziło o takie rzeczy nie wkręcał nikogo. Choć nie zdawała sobie z tego sprawy, to była jedną z niewielu osób, które były w stanie wyciągnąć z niego prawdę bez zbędnego drążenia tematu.
Uniósł głowę patrząc uważnie na oblicze córki traw, która teraz bardziej przypominała gniew ziemi, a cedzone słowa przywodziły na myśl wielkie głazy spadające w dół zbocza. Nie był pewien czy dobrze odczytywał emocje z jej twarzy, nie był w tym dobry, gniew był wyraźny, przerażanie mógł już przeoczyć.
- Czy to nie jasne? Żeby się go pozbyć - odpowiedział spokojnie, nie miał pojęcia jak ją uspokoić. - Nie mogłem przejść obojętnie obok tego, że jakiś skurwysyn z piekła rodem terroryzuje ludzi - oczywiście zbawco świata, ale może zanim zaczniesz go uzdrawiać zajmij się tym co dla ciebie istotne. Thomas i jego cholerny kompleks bohatera, którego prawdziwy motyw ukrywał nawet przed samym sobą. - Trzeba się go było pozbyć, ale nie wiem czy na dobre to zrobiliśmy - dodał mając dziwne przeczucie, że to jeszcze nie był koniec historii Thorana, ale to kłopot na inny dzień, teraz istotna była Millie.
Nie rozumiał jej gniewu, dlaczego się wściekała o to, że wybrał się do leża doppelganger aby się z nim rozprawić? Pójście mierzyć się z demonem było dla niego czymś normalnym, dość łatwo odrzucał swoje życie nie dbając o konsekwencje. Jeszcze kilka godzin temu wyprawa na doppelgangera wydawała się mu całkowicie naturalna, przecież to taka super okazja jeśli nie dbasz o własne życie. Teraz? Teraz by się poważnie zastanowił, zdając sobie sprawę, że ten pierwszy raz w życiu czuł się że ma coś dla czego chce żyć.
Kłamca, obłudnik, zwodziciel
Nagle go uderzyło, jakby ktoś zakradł się od tyłu i dzielił go w ten pusty czerep patelnią (co czasami by mu się przydało, żeby zaczął myśleć). ONA ZABRONIŁA MU UMIERAĆ, a on? Jak gdyby nigdy nic pohasał sobie do leża demona dwa dni później... Fala wyrzutów sumienia uderzyła go z taką siłą, aż odbiła się na jego obliczu w formie poczucia winy.
- Przepraszam, to było coś co musiałem zrobić - nie kłamał, choć tak naprawdę mógł odmówić, powiedzieć, że to nie jest dla niego, ale czuł potrzebę być jednym z tych, którzy pozbędą się Thorana.
Musisz bardzo tęsknić za dnem, skoro chcesz na nie wrócić załamany
Zakpił z niego głos, a może ostrzegał? I sam już nie wiedział czy powinien jej mówić. Ale co jeżeli coś się naprawdę stanie i nie będzie już miał na to okazji? Życie nie było usłane różami, może w innych, bardziej spokojnych czasach nie spieszyłby się. Przez całe swoje życie nie czuł czegoś takiego, jednocześnie czuł przedziwne, niezrozumiałe szczęście z samej obecności Millie, ale z drugiej czuł się niezwykle przerażony tym jak szybko od pojawienia się uczucia chciał przejść do powiedzenia o nim - a przecież zawsze wszystkie w sobie tłamsił.
Teraz, tu przy niej był niczym faktycznie zagubiony kociak, który nie ma pojęcia co zrobić. Powiedzieć jej i bezpowrotnie zburzyć to co mieli między sobą...
Za późno, pocałunkiem to zniszczyłeś
To prawda. A przecież nie przyszedł tutaj bo liczył, że po tych wszystkich wydarzeniach pozwoli mu zrzucić stres i da się wyruchać, nie taki był jego cel. Przyszedł bo tam w jaskini doznał olśnienia - od zawsze miłość widział jedynie u innych, sam nigdy jej nie oświadczał, mógł jedynie zazdrośnie patrzeć jak rośnie w innych. I gdy pogodził się z faktem, że jest zbyt zepsuty, aby kogokolwiek pokochać i ktokolwiek pokochał jego... Pojawiła się ona.
Może powinien jednak milczeć? Powoli budować to co mieli między sobą, a nie rzucać się z klifu z "jakoś to będzie", bo nie miał dziewięciu żyć jak koty. Ale czy będzie w stanie to ukryć? Choć na usta cisnęły mu się te słowa które paliły go od środka, chciał jej wykrzyczeć co czuje, jak bardzo się bał że ona faktycznie jest tam w tych tunelach. Jak bardzo był przerażony, że nie zdoła jej powiedzieć o tym, że się w niej zakochał.
Niestety nie dane mu było podjąć decyzji, nim cokolwiek zdążył postanowić usłyszał jej głos.
Było kłamać... Ćpuński rajd teraz brzmi o wiele lepiej, nie?
Stał cały czas w tym samym miejscu, nieco w szoku
Nie wyglądał na kogoś kto stroi sobie z niej żarty, zdecydowanie jeśli chodziło o takie rzeczy nie wkręcał nikogo. Choć nie zdawała sobie z tego sprawy, to była jedną z niewielu osób, które były w stanie wyciągnąć z niego prawdę bez zbędnego drążenia tematu.
Uniósł głowę patrząc uważnie na oblicze córki traw, która teraz bardziej przypominała gniew ziemi, a cedzone słowa przywodziły na myśl wielkie głazy spadające w dół zbocza. Nie był pewien czy dobrze odczytywał emocje z jej twarzy, nie był w tym dobry, gniew był wyraźny, przerażanie mógł już przeoczyć.
- Czy to nie jasne? Żeby się go pozbyć - odpowiedział spokojnie, nie miał pojęcia jak ją uspokoić. - Nie mogłem przejść obojętnie obok tego, że jakiś skurwysyn z piekła rodem terroryzuje ludzi - oczywiście zbawco świata, ale może zanim zaczniesz go uzdrawiać zajmij się tym co dla ciebie istotne. Thomas i jego cholerny kompleks bohatera, którego prawdziwy motyw ukrywał nawet przed samym sobą. - Trzeba się go było pozbyć, ale nie wiem czy na dobre to zrobiliśmy - dodał mając dziwne przeczucie, że to jeszcze nie był koniec historii Thorana, ale to kłopot na inny dzień, teraz istotna była Millie.
Nie rozumiał jej gniewu, dlaczego się wściekała o to, że wybrał się do leża doppelganger aby się z nim rozprawić? Pójście mierzyć się z demonem było dla niego czymś normalnym, dość łatwo odrzucał swoje życie nie dbając o konsekwencje. Jeszcze kilka godzin temu wyprawa na doppelgangera wydawała się mu całkowicie naturalna, przecież to taka super okazja jeśli nie dbasz o własne życie. Teraz? Teraz by się poważnie zastanowił, zdając sobie sprawę, że ten pierwszy raz w życiu czuł się że ma coś dla czego chce żyć.
Kłamca, obłudnik, zwodziciel
Nagle go uderzyło, jakby ktoś zakradł się od tyłu i dzielił go w ten pusty czerep patelnią (co czasami by mu się przydało, żeby zaczął myśleć). ONA ZABRONIŁA MU UMIERAĆ, a on? Jak gdyby nigdy nic pohasał sobie do leża demona dwa dni później... Fala wyrzutów sumienia uderzyła go z taką siłą, aż odbiła się na jego obliczu w formie poczucia winy.
- Przepraszam, to było coś co musiałem zrobić - nie kłamał, choć tak naprawdę mógł odmówić, powiedzieć, że to nie jest dla niego, ale czuł potrzebę być jednym z tych, którzy pozbędą się Thorana.