Yaxleyówna miała świadomość, że ostatnio znowu krążą o niej różne opinie. Cóż, musiała nadal pojawiać się na tych spędach towarzyskich, zważając na to, że pozostała ostatnim dzieckiem swoich rodziców, które właściwie było dostępne. Kiedyś miała chociaż Astarotha, który mógł robić to za nia, teraz wolała nie ryzykować wpuszczenia wampira do pomieszczenia pełnego ludzi i odsłoniętych szyi, to prosiło się o tragedię. Wzięła więc to na siebie, chociaż wcale nie było jej łatwo, kolejna rzecz, którą musiała zrobić, chociaż przecież ona wcale nic nie musiała. Nie przejmowała się plotkami, w końcu jeśli ktoś faktycznie interesowałby się jej życiem, to miałby świadomość, jak ono wygląda, wiedziałby, że to wszystko to gra, że próbuje jakoś znowu odnaleźć się w świecie, w którym jest sama. Znaleźć metodę, aby to wszystko jakoś wyglądało. Wybrała najbezpieczniejszą opcję - pokazywała się w towarzystwie swojego przyjaciela, bo wiedziała, że w tym przypadku nie ma najmniejszych sznas na przekroczenie tej granicy, a że ludzie gadali, zawsze to robili. Nie spodziewała się, że może to kogoś poruszyć, chociaż może, może liczyła na to, że dzięki temu coś się zmieni, że okaże się, że nadal mu zależy. Tyle, że to nie zadziałało, nadal trzymał się na dystans, co mogło świadczyć o tym, że ma ją faktycznie w głębokim poważaniu, że przestała coś dla niego znaczyć, a to wszystko, co powtarzał jej przez lata to były tylko puste słowa. Nic więcej. Powinna przywyknąć do tej myśli.
Mętlik w głowie pojawił się dopiero wtedy, kiedy nie pozwolił jej odsunąć go od tej sprawy, o której dowiedział się przypadkiem, kiedy wlazł z nią do leża potwora, co skończyło się wylądowaniem w ich wspólnym domu. Znaczy już teraz nie, teraz nie był wspólnym, ale nadal zachowywali się, jakby to była ich kryjówka, jakby wszystko co działo się tutaj nie było rzeczywiste, jakby wcale nic się nie zmieniło, jakby nadal mogli być razem.
Co z tego, że będą musieli wrócić, że będą musieli opuścić to miejsce? To nie miało większego znaczenia, nie kiedy mogła zbliżyć się do niego tak, jak robiła to wcześniej, kiedyś było to dla niej całkiem naturalne, wspólne lizanie ran, odpoczywanie, zatracanie się w sobie. Dzisiaj przychodziło jej to tak, jakby nic się nie zmieniło, jakby wcale jej nie zostawił, jakby nadal mogli mieć wspólną przyszłość, chociaż, czy w ogóle warto było myśleć o przyszłości? Lepiej skupić się na teraźniejszości, korzystać z okazji, które podsuwał los. Co będzie później, to się okaże, nie miała przecież na to żadnego wpływu, o czym też dowiedziała się w bardzo brutalny sposób półtora roku temu.
Połączenie między nimi istaniało nadal, czy tego chciała, czy nie. Nie zamierzała się oszukiwać, że jest inaczej, bo przecież nawet kiedy spotykała go te kilka razy w przeciągu kilku miesięcy, to czuła to dziwne uczucie. Bezpieczniej było, kiedy znajdowali się od siebie z daleka, bo wtedy nie musiała nad sobą panować, nie musiała skupiać się na tym, żeby nie wyjść na desperatkę. Jak to w ogóle możliwe, że była w stanie bez najmniejszego oporu zbliżyć się do niego mimo tego, że ją zostawił, że jej nie chciał. Nie miała pojęcia, wolała się nad tym nie zastanawiać, bo bała się, że dojdzie do bardzo przykrych wniosków. Oddała mu swoją duszę, dawno temu i chyba tak miało pozostać.
Wiedziała, że wykorzystanie tego momentu, który został im dany nie przyniesie jej nic dobrego, nie spodziewała się cudów, to było tylko chwilowe, nic więcej, musiała się z tym pogodzić, ale chciała skorzystać z tej chwili, okazji, by poczuć się jak dawniej. Zresztą znaleźli się w ich sypialni, w ich domu, ich miejscu na ziemi, to samo prosiło się o to, aby być dla siebie tym, kim dawniej.
Zaczynał się nowy dzień, o czym przypominały promienie słońca, które wpadały przez odsłonięte częściowo szyby, powrót do normalności zbliżał się wielkimi krokami, jeszcze chwila, a będą musieli stąd odejść, pojawi się ciężar związany z tym, do czego doprowadziła. Nie spodziewała się, że będzie jej to obojętne, nie było takiej możliwości, a mimo to brnęła w te kolejne pocałunki, nie zamierzała przestawać. Chciała utonąć, po raz ostatni, tym razem na dobre. Piekło mogło ją za to pochłonąć, ale nie umiała się miarkować, nie w tej sytuacji, zresztą nie chciała tego robić.
Był to moment słabości, to na pewno, to, co wydarzyło się w nocy, uświadomiło jej bowiem, że życie jest bardzo kruche, że nie ma sensu się zastanawiać nad czymkolwiek, bo łatwo można to stracić, dlaczego więc w ogóle powinna myśleć nad zasadnością swojego zachowania, pieprzyć to, liczyło się tylko to, na co miała ochotę, w tej chwili, później. Później może wszystko się zmienić, ale ważne było teraz. To, że najwyraźniej on też miał podobne odczucia, bo czuła bijące od mężczyzny ciepło, czuła, że też tego chce. Skoro i on i ona tego chcieli to dlaczego mieli się ograniczać? To było zupełnie niepotrzebne. Nie dało się walczyć z tym, że do siebie należeli, kiedyś, teraz? Zawsze? Nie miała pojęcia.
Nie umiała trzymać rąk przy sobie, błądziła po jego ciele, nadal badała je ostrożnie, szukając kolejnych zmian, których nie udało jej się dostrzec wcześniej. Sporo ich było, musiał dużo przeżyć przez ten rok, jak blisko śmierci się znajdował? Czy w ogóle wiedziałaby, że zakończył swój żywot, skoro już była jego nikim? Nie na tym jednak powinna się skupiać, oddaliła od siebie te myśli. Najbezpieczniejszą opcją było nie myślenie o niczym, chciała po prostu poczuć znowu ten żar, który zawsze im towarzyszył, nikt inny nie działał na nią w ten sposób, to było coś ponad wszystko inne.
Pocałunki stały się bardzo zachłanne, widać ich usta za sobą tęskniły, zresztą tak samo jak ciała, dlaczego to sobie robili? Nie miała pojęcia, na szczęście dzisiaj nie myśleli racjonalnie, postanowili po prostu pozwolić, aby chaos ich pochłonął.
Zostań. To wystarczyło, nie wiedziała na ile, kiedy stąd wrócą, co właściwie jeszcze ich czeka, ale tego potrzebowała. On też tego chciał, nie, żeby wcześniej w to wątpiła, ale teraz poczuła, że mogą mieć jeszcze trochę czasu, który będą mogli odpowiednio wykorzystać. Dojdą do siebie, zaopiekują się sobą, zatracą się w sobie po raz kolejny. To było to, czego potrzebowała w tej chwili, niczego więcej, żadnych zapewnień, żadnych obietnic, to było już za nimi.
Bez większego oporu po raz kolejny go pocałowała, przyciągnęła zresztą twarz mężczyzny do siebie i wplotła mu dłonie we włosy, delikatnie dotykała ich opuszkami palców, oplotła przy tym go bardzo ciasno swoimi nogami, żeby w pełni znowu się do niego zbliżyć, to było nieuniknione, mogli wreszcie zatracić się w tym chaosie, połączyć w jedno i znowu poczuć, że żyją, chociaż przez chwilę, nim znowu staną się jedynie widmami przeszłości, dla których miało nie być już przyszłości.