Spojrzał na niego dziwnie, pytająco. No bo co w tym w sumie było takiego oburzającego, sam mu przyniósł to zdjęcie i użalał się nad tym jak bardzo do nich nie pasował, a teraz robił jakieś miny! Nie powinien mówić na głos oczywistego? To była jedna z tych tajemnic, o których wszyscy wiedzą, ale nie mówi się o tym, bo nie wypada? Cóż, dla niego to przecież nie był temat tabu i raczej nie roztaczał wokół siebie wrażenia, że oceniałby kogoś za taką głupotę. Wychowywała go plątanina porąbanych akrobatów.
A później go wysłuchał, znów udowadniając, że był dobrym słuchaczem. Spoglądał na niego spokojnie, z zaciekawieniem, trochę jakby robił w głowie jakieś notatki. Było to złudne, bo nie pozbył się jeszcze postępujących problemów z pamięcią, ale faktycznie starał się być w tej rozmowie obecny. Nie zadał mu żadnych pytań, jedynie przesunął palcem wzdłuż jego skroni i żuchwy, uśmiechając się przy tym delikatnie, w ten ciepły sposób przywracający kogoś popadającego w melancholię do momentu, w którym się teraz znajdowali.
- Eksplodujący dureń... podoba mi się to - przyznał i po chwili namysłu uśmiechnął się nieco żenująco. - Wieczorem miałem pokazać ci coś co lubię, będzie ci ciężko zadawać pytania piszcząc - prychnął, ale to wcale nie zmieniło jego nastroju. Laurent emanował ciepłem i spokojem, więc i on stłumił gdzieś głęboko duszące go jeszcze przed chwilą lęki. Zamiast zaganiać go znów w meandry swoich pokrętnie uknutych planów, pytań i zapewnień, zwyczajnie zdjął tego papierosa z powietrza i pociągnął Laurenta za rękę do łazienki. Prowadząc ich obejrzał się w jego kierunku raz - i miał wtedy tak promienny uśmiech, jakby miesiąc temu nie dźgnął się w wannie nożem. Ta scena przynajmniej na moment musiała odejść w zapomnienie, ale to wcale nie znaczyło, że kąpiel z Crowem nie przywoływała nic z ich przeszłości. Sny to również wspomnienia, tak? I chociaż w tej wersji mężczyzna był zdecydowanie bardziej głupkowaty - ściągając z siebie przyciasne ubrania kręcił biodrami z gracją godną panienek w klubach, to wciąż posiadał w sobie podobny fantazji Laurenta żar. Językiem jego miłości był zdecydowanie dotyk, dopiero na drugim miejscu znajdowała się ofiarność. Tym razem ten dotyk wcale nie był erotyczny - był zwyczajnie... miękki. Sunął palcami po nagiej skórze tak długo, żeby każda sekunda kiedy przestawał, stawała się czymś dziwnym i nienaturalnym. Zdawał się dopasowywać do cudzego ciała tak, żeby móc się w niego wtopić.
- Zasypiasz? - W jego głosie znów dało się wyczuć niby drwinę, ale teraz kiedy znało się go lepiej, można było zrozumieć, że to była zaczepność. - Mieliśmy iść na obiad. - Pocałował go w skroń, później w policzek. Taka bliskość musiała być dla niego olbrzymim komfortem, bo sam brzmiał, jakby miał zaraz odpłynąć. Leżeli tutaj tak długo, że woda w wannie powinna już zrobić się zimna. Nie stała się taką - Crow pilnował tego pilniej, niż by się do tego przyznał.
Tylko tym razem nikt tego magicznego momentu nie przerwał paskudnym nie jesteś moim Laurentem.
- Powiedz mi jeszcze, że moja śliczna panienka smakuje tak, jak pachnie, to zacznę lubić kąpiele.
A później go wysłuchał, znów udowadniając, że był dobrym słuchaczem. Spoglądał na niego spokojnie, z zaciekawieniem, trochę jakby robił w głowie jakieś notatki. Było to złudne, bo nie pozbył się jeszcze postępujących problemów z pamięcią, ale faktycznie starał się być w tej rozmowie obecny. Nie zadał mu żadnych pytań, jedynie przesunął palcem wzdłuż jego skroni i żuchwy, uśmiechając się przy tym delikatnie, w ten ciepły sposób przywracający kogoś popadającego w melancholię do momentu, w którym się teraz znajdowali.
- Eksplodujący dureń... podoba mi się to - przyznał i po chwili namysłu uśmiechnął się nieco żenująco. - Wieczorem miałem pokazać ci coś co lubię, będzie ci ciężko zadawać pytania piszcząc - prychnął, ale to wcale nie zmieniło jego nastroju. Laurent emanował ciepłem i spokojem, więc i on stłumił gdzieś głęboko duszące go jeszcze przed chwilą lęki. Zamiast zaganiać go znów w meandry swoich pokrętnie uknutych planów, pytań i zapewnień, zwyczajnie zdjął tego papierosa z powietrza i pociągnął Laurenta za rękę do łazienki. Prowadząc ich obejrzał się w jego kierunku raz - i miał wtedy tak promienny uśmiech, jakby miesiąc temu nie dźgnął się w wannie nożem. Ta scena przynajmniej na moment musiała odejść w zapomnienie, ale to wcale nie znaczyło, że kąpiel z Crowem nie przywoływała nic z ich przeszłości. Sny to również wspomnienia, tak? I chociaż w tej wersji mężczyzna był zdecydowanie bardziej głupkowaty - ściągając z siebie przyciasne ubrania kręcił biodrami z gracją godną panienek w klubach, to wciąż posiadał w sobie podobny fantazji Laurenta żar. Językiem jego miłości był zdecydowanie dotyk, dopiero na drugim miejscu znajdowała się ofiarność. Tym razem ten dotyk wcale nie był erotyczny - był zwyczajnie... miękki. Sunął palcami po nagiej skórze tak długo, żeby każda sekunda kiedy przestawał, stawała się czymś dziwnym i nienaturalnym. Zdawał się dopasowywać do cudzego ciała tak, żeby móc się w niego wtopić.
- Zasypiasz? - W jego głosie znów dało się wyczuć niby drwinę, ale teraz kiedy znało się go lepiej, można było zrozumieć, że to była zaczepność. - Mieliśmy iść na obiad. - Pocałował go w skroń, później w policzek. Taka bliskość musiała być dla niego olbrzymim komfortem, bo sam brzmiał, jakby miał zaraz odpłynąć. Leżeli tutaj tak długo, że woda w wannie powinna już zrobić się zimna. Nie stała się taką - Crow pilnował tego pilniej, niż by się do tego przyznał.
Tylko tym razem nikt tego magicznego momentu nie przerwał paskudnym nie jesteś moim Laurentem.
- Powiedz mi jeszcze, że moja śliczna panienka smakuje tak, jak pachnie, to zacznę lubić kąpiele.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.