02.12.2024, 18:59 ✶
Nie zrozumiał, dlaczego Laurent tak się nagle napiął - na moment nawet odsunął od niego dłoń w obawie, że zrobił coś nie tak, ale ostatecznie uznał to za efekt wybudzenia go z półsnu. Wrócił więc do wodzenia palcami po nagiej skórze, powolnym i delikatnym, nie budującym napięcia większego niż świadomość bliskości i chęć wpuszczenia kogoś w różne zakamarki swojego ciała. Dotykał go i obserwował - większość ciekawostek była co prawda skryta pod absurdalnymi dla niego ilościami piany, ale to wciąż było coś. A on lubił szukać tych swoich wad fabrycznych, usterek, zadrapań i krzywizn. Chyba nigdy jeszcze nie mieli okazji na to, żeby tak po prostu poleżeć obok siebie i popatrzeć na drugą osobę bez ulewy denerwujących myśli.
- Mhmmm - mruknął „twierdząco”. - Chyba ci się coś śniło. - Nie był tego pewny, ale z czymś przecież musiał to momentalne zesztywnienie powiązać, a miał zbyt wesoły nastrój na to, żeby pomyśleć o byciu w tych zakamarkach ciała niechcianym. - Nie mam nic przeciwko drzemkom, ale raczej nie w wodzie. - I powiedziawszy to, sam ziewnął. Nie zakrył ust dłonią, bo jedna z rąk znajdowała się pod wodą, pod ciałem blondyna, a druga opierała teraz o jego kolano, ale odwrócił na moment twarz w bok.
Modlitwy...?
Jakie to niby mogły być modlitwy?
Ciężko mu było uwierzyć, że miał być elementem jakichkolwiek - z jednej strony rozumiał jak bardzo potrafił uleczyć niektóre dusze, ale zawsze było to dziełem czystego przypadku - przecięcie ich dróg akurat w tym momencie. Bycie obiektem przemyślanych pragnień? Ktoś pełen intruzywnych myśli, których powinno się wstydzić?
Cóż, na szczęście jego uwagę odciągało to, że pachniał naprawdę śliczne. Tak ślicznie, żeby Crow równie powoli co wodząc rękoma po ciele, polizał go od szyi do policzka. A później zaśmiał się cicho.
- Smakujesz jak mydło. - To nie było szczególnie odkrywcze. I tak, nie był w tym zakresie nikim wyjątkowym - kto nigdy nie spróbował mydlin niech pierwszy rzuci kamieniem. - Za co mi dziękujesz? - Zabrał dłoń z jego kolana, żeby nabrać na nią mydlin i przetrzeć mu twarz z własnej śliny. Następnie zsunął ją na bark Laurenta i odetchnął. Jego dotyk stał się mocniejszy - odsunął go od siebie, ale tylko po to, żeby zacząć masować mu kark. - Są miejsca, które mógłbym ci pokazać, ale nie mam serca cię stąd wyciągać kiedy jesteś taki... - Nie potrafił tego opisać. Błogość?
- Mhmmm - mruknął „twierdząco”. - Chyba ci się coś śniło. - Nie był tego pewny, ale z czymś przecież musiał to momentalne zesztywnienie powiązać, a miał zbyt wesoły nastrój na to, żeby pomyśleć o byciu w tych zakamarkach ciała niechcianym. - Nie mam nic przeciwko drzemkom, ale raczej nie w wodzie. - I powiedziawszy to, sam ziewnął. Nie zakrył ust dłonią, bo jedna z rąk znajdowała się pod wodą, pod ciałem blondyna, a druga opierała teraz o jego kolano, ale odwrócił na moment twarz w bok.
Modlitwy...?
Jakie to niby mogły być modlitwy?
Ciężko mu było uwierzyć, że miał być elementem jakichkolwiek - z jednej strony rozumiał jak bardzo potrafił uleczyć niektóre dusze, ale zawsze było to dziełem czystego przypadku - przecięcie ich dróg akurat w tym momencie. Bycie obiektem przemyślanych pragnień? Ktoś pełen intruzywnych myśli, których powinno się wstydzić?
Cóż, na szczęście jego uwagę odciągało to, że pachniał naprawdę śliczne. Tak ślicznie, żeby Crow równie powoli co wodząc rękoma po ciele, polizał go od szyi do policzka. A później zaśmiał się cicho.
- Smakujesz jak mydło. - To nie było szczególnie odkrywcze. I tak, nie był w tym zakresie nikim wyjątkowym - kto nigdy nie spróbował mydlin niech pierwszy rzuci kamieniem. - Za co mi dziękujesz? - Zabrał dłoń z jego kolana, żeby nabrać na nią mydlin i przetrzeć mu twarz z własnej śliny. Następnie zsunął ją na bark Laurenta i odetchnął. Jego dotyk stał się mocniejszy - odsunął go od siebie, ale tylko po to, żeby zacząć masować mu kark. - Są miejsca, które mógłbym ci pokazać, ale nie mam serca cię stąd wyciągać kiedy jesteś taki... - Nie potrafił tego opisać. Błogość?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.