02.12.2024, 20:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2024, 20:21 przez Scarlett Mulciber.)
Piękno. Tak kruche. Tak proste do zepsucia. Miał rację, ale nigdy tego nie przyzna.
-Czasem szkaradztwo obrodzi w piękno, niczym nieodłączna para... Gdy w akompaniamencie rozkładających ciał. Gnijących pod korzeniami gruszy, widzisz że ta obrodziła jak nigdy... Jej owoce soczyste i wielkie... - urwała, wyrwana z myśli. Z wizji gdzie to śmierć i życie łączą się tworząc piękny, a jednocześnie makabryczny obraz.
Spojrzała na niego sprawdzając ukradkiem czy już się wystraszył, lub też wziął ją za szaleńca, a może jeszcze odważnie stoi. Stał odważnie. Dziwny mugol.
-Cóż, najwidoczniej siostra powinna pobierać lekcje - mruknęła z przekąsem apropo stylu. Cóż, koszulka była zabawna, oderwana ale i rozkoszna. I on wyglądał w niej rozkosznie, chociaż była skłonna wydrapać sobie oczy za tą myśl. Zresztą, nie musiałaby, wystarczyłoby aby jej ojciec to usłyszał, wtedy mogłaby jedynie pomodlić się ostatni raz. Na jej usta wpłynął głupi uśmiech, którego uraczyła samą siebie. Niee, nie byłoby tak.
Nie był artystą, więc kim? Może był po prostu z dobrego domu i roztrwaniał pieniądze rodziców na podróże.
Komplement wywołał uśmiech na jej twarzy, a ona zaczęła wyzywać go w myślach od najgorszych za swoją chwilę słabości.
-A wiesz... - mruknęła, zarzucając futerał na ramię. Jej tęczówki na powrót wyłapały kontakt wzrokowy, nie zdążyła jednak dodać nic więcej. Pierwsza eksplozja rozniosła się echem po korytarzach, ziemia okrutnie zadrżała, a jasnowłosa niespodziewanie tracąc równowagę wpadła na bruneta. Ze starego sufitu osypał się tynk.
-Co do kurwy... - zdążyła jedynie rzucić, ściskając mocniej futerał, gdy nastał kolejny wybuch. Znacznie bliżej. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy sufit nad nimi się zarwał, a ściany runęły. Nastała ciemność.
Nie była w stanie stwierdzić czy była to kwestia sekund, minut czy wieczności, nim ponownie otworzyła oczy.
Czy ja umarłam? Czy tak wygląda piekło do którego z pewnością trafię? - przemknęło jej przez myśl. Ostry, tępy ból głowy szybko wyprowadził ją z błędu. Próbowała się zorientować co się wydarzyło. Ostatnie co pamiętała to kasztanowe ślepia chłopaka i huk.
Jej ślepia zaczęły przyzwyczajać się do ciemności, a jednak w uszach wciąż przeraźliwie piszczało. Obraz zdawał się rozmywać, tracąc na ostrości. Czy ja... płaczę? - mruknęła, czując jak coś mokrego spływa jej po policzku. Nie.
Przejechała dłonią po twarzy, a z jej ust wyrwało się ciche syknięcie, gdy dotknęła rozciętego łuku brwiowego.
-Helvete - zaklęła po norwesku, gdyż ten był jej znacznie bliższy. Kręciło jej się w głowie.
-Ej, słodziaku... żyjesz? - wymruczała, próbując nie dławić się kurzem, który wciąż nie miał zamiaru opaść. Uniosła wzrok na tyle na ile mogła. Odruchowo chciała dobyć różki, aby rozświetlić ów miejsce - w ostatniej chwili powstrzymała ją świadomość. Jesteś zasypana razem z mugolem, jak mu to wyjaśnisz?
Sięgnęła więc po zapalniczkę, którą odpaliła. Spojrzała na chłopaka, który... nie był przysypany, a to już jakiś plus, prawda?
Uniosła zapalniczkę, rozglądając się. Szybko znalazła powód dlaczego żyją - gdy strop nam nimi się załamał, jedna z belek zadziałała niczym tarcza, więc teraz tkwili w małym betonowym tipi. To porównanie nawet uznałaby za zabawne, gdyby nie to, że zaraz się poduszą. A może skądś tlen dochodził? Jeśli nie to ile mieli czasu nim go zabraknie?
Na kolanach przesunęła się do jednej ze ściany, chcąc sprawdzić jak gruba warstwa może ich dzielić od wyjścia. Podczas tego manewru płomień oparzył jej palec, a ona odruchowo puściła przedmiot.
-Kurwa... no nie - sapnęła, przesuwając dłońmi po podłożu, coraz to bliżej ściany. W pewnym momencie poczuła pod palcami cos mokrego i ciepłego, niczym kisiel z kawałkami owoców. Zmarszczyła brwi. Przesunęła drugą dłonią po podłodze, którą pochwyciła znajmy przedmiot , szybko na powrót odpalając zapalniczkę. Wtedy zdała sobie sprawę, że brodzi dłonią w zmiażdżonej, ludzkiej głowie, która teraz przypominała bardziej papkę, aniżeli część ciała człowieka.
Przez moment zrobiło jej się niedobrze widząc ten makabryczny obraz. Biedak nie miał szczęścia, albo biedaczka, reszty ciała nie było, a po tym co widziała ciężko było ustalić płeć.
-um... - odsunęła się gwałtownie do tyłu, czując jak po plecach przebiega jej zimny dreszcz.
-Czasem szkaradztwo obrodzi w piękno, niczym nieodłączna para... Gdy w akompaniamencie rozkładających ciał. Gnijących pod korzeniami gruszy, widzisz że ta obrodziła jak nigdy... Jej owoce soczyste i wielkie... - urwała, wyrwana z myśli. Z wizji gdzie to śmierć i życie łączą się tworząc piękny, a jednocześnie makabryczny obraz.
Spojrzała na niego sprawdzając ukradkiem czy już się wystraszył, lub też wziął ją za szaleńca, a może jeszcze odważnie stoi. Stał odważnie. Dziwny mugol.
-Cóż, najwidoczniej siostra powinna pobierać lekcje - mruknęła z przekąsem apropo stylu. Cóż, koszulka była zabawna, oderwana ale i rozkoszna. I on wyglądał w niej rozkosznie, chociaż była skłonna wydrapać sobie oczy za tą myśl. Zresztą, nie musiałaby, wystarczyłoby aby jej ojciec to usłyszał, wtedy mogłaby jedynie pomodlić się ostatni raz. Na jej usta wpłynął głupi uśmiech, którego uraczyła samą siebie. Niee, nie byłoby tak.
Nie był artystą, więc kim? Może był po prostu z dobrego domu i roztrwaniał pieniądze rodziców na podróże.
Komplement wywołał uśmiech na jej twarzy, a ona zaczęła wyzywać go w myślach od najgorszych za swoją chwilę słabości.
-A wiesz... - mruknęła, zarzucając futerał na ramię. Jej tęczówki na powrót wyłapały kontakt wzrokowy, nie zdążyła jednak dodać nic więcej. Pierwsza eksplozja rozniosła się echem po korytarzach, ziemia okrutnie zadrżała, a jasnowłosa niespodziewanie tracąc równowagę wpadła na bruneta. Ze starego sufitu osypał się tynk.
-Co do kurwy... - zdążyła jedynie rzucić, ściskając mocniej futerał, gdy nastał kolejny wybuch. Znacznie bliżej. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy sufit nad nimi się zarwał, a ściany runęły. Nastała ciemność.
Nie była w stanie stwierdzić czy była to kwestia sekund, minut czy wieczności, nim ponownie otworzyła oczy.
Czy ja umarłam? Czy tak wygląda piekło do którego z pewnością trafię? - przemknęło jej przez myśl. Ostry, tępy ból głowy szybko wyprowadził ją z błędu. Próbowała się zorientować co się wydarzyło. Ostatnie co pamiętała to kasztanowe ślepia chłopaka i huk.
Jej ślepia zaczęły przyzwyczajać się do ciemności, a jednak w uszach wciąż przeraźliwie piszczało. Obraz zdawał się rozmywać, tracąc na ostrości. Czy ja... płaczę? - mruknęła, czując jak coś mokrego spływa jej po policzku. Nie.
Przejechała dłonią po twarzy, a z jej ust wyrwało się ciche syknięcie, gdy dotknęła rozciętego łuku brwiowego.
-Helvete - zaklęła po norwesku, gdyż ten był jej znacznie bliższy. Kręciło jej się w głowie.
-Ej, słodziaku... żyjesz? - wymruczała, próbując nie dławić się kurzem, który wciąż nie miał zamiaru opaść. Uniosła wzrok na tyle na ile mogła. Odruchowo chciała dobyć różki, aby rozświetlić ów miejsce - w ostatniej chwili powstrzymała ją świadomość. Jesteś zasypana razem z mugolem, jak mu to wyjaśnisz?
Sięgnęła więc po zapalniczkę, którą odpaliła. Spojrzała na chłopaka, który... nie był przysypany, a to już jakiś plus, prawda?
Uniosła zapalniczkę, rozglądając się. Szybko znalazła powód dlaczego żyją - gdy strop nam nimi się załamał, jedna z belek zadziałała niczym tarcza, więc teraz tkwili w małym betonowym tipi. To porównanie nawet uznałaby za zabawne, gdyby nie to, że zaraz się poduszą. A może skądś tlen dochodził? Jeśli nie to ile mieli czasu nim go zabraknie?
Na kolanach przesunęła się do jednej ze ściany, chcąc sprawdzić jak gruba warstwa może ich dzielić od wyjścia. Podczas tego manewru płomień oparzył jej palec, a ona odruchowo puściła przedmiot.
-Kurwa... no nie - sapnęła, przesuwając dłońmi po podłożu, coraz to bliżej ściany. W pewnym momencie poczuła pod palcami cos mokrego i ciepłego, niczym kisiel z kawałkami owoców. Zmarszczyła brwi. Przesunęła drugą dłonią po podłodze, którą pochwyciła znajmy przedmiot , szybko na powrót odpalając zapalniczkę. Wtedy zdała sobie sprawę, że brodzi dłonią w zmiażdżonej, ludzkiej głowie, która teraz przypominała bardziej papkę, aniżeli część ciała człowieka.
Przez moment zrobiło jej się niedobrze widząc ten makabryczny obraz. Biedak nie miał szczęścia, albo biedaczka, reszty ciała nie było, a po tym co widziała ciężko było ustalić płeć.
-um... - odsunęła się gwałtownie do tyłu, czując jak po plecach przebiega jej zimny dreszcz.