Wydawało jej się, że na dworze jest dziwnie spokojnie. Wiatr był delikatny, nie było słychać typowego dla tego miejsca głosu fal dobijających się od klifów, jakby i natura okazywała, że ten dzień należy do tych sielankowych, słońce również nie przestawało intensywnie świecić, chociaż chyba bliżej było do jego zachodu. To udało jej się wyczytać z tego, gdzie padały w tej chwili jego promienie.
Ile czasu spędzili w łóżku, ile spali? Nie miała pojęcia, nie interesowało jej też to jakoś specjalnie, przecież nigdzie się nie spieszyła. Mogła pozwolić sobie na te kilka godzin zapomnienia bez żadnych wyrzutów sumienia, nic takiego się przecież nie wydarzyło. Wygrali walkę z jej wyimaginowanym bliźniakiem, zasługiwali na odpoczynek. Nie pamiętała zresztą kiedy ostatnio zdarzyło jej się przespać tyle godzin, musiała być bardzo zmęczona, wolała nie korzystać z argumentu, że stało się to przez obceność Roisa u jej boku, chociaż miała świadomość, że kiedy znajdował się obok to zawsze spało jej się lepiej, no, w ogóle spała, co ostatnio wcale nie zdarzało się zbyt często. Wspomagała się eliksirami na sen, które przepisywała jej Florence, wtedy potrafiła przespać chociaż kilka godzin.
Miała wrażenie, że cofnęli się w czasie do tej wiosny, kiedy przebywali tutaj ostatnio. Nie czuła wcale, że nie jest to właściwe, chociaż musiała pamiętać, że przecież minęło naprawdę wiele dni od kiedy byli ze sobą aż tak blisko. Docierało do niej jak jej tego brakowało. Tej beztroski, może głupiej, dziecinnej naiwności, ale to było na swój sposób całkiem urocze, przecież żyło im się wtedy całkiem nieźle. Cały świat wydawał się nie mieć żadnego znaczenia, byli tylko oni, zakochani sobie do szaleństwa. Zapomniała jak to jest czuć coś tak bardzo intensywnie, bo ostatnio raczej towarzyszyła jej pustka, zwłaszcza jeśli chodzi o jakiekolwiek pozytywne emocje, stała się posępnym i smutnym człowiekiem, chociaż próbowała tego nie okazywać, co wcale nie było takie proste. Ubierała maski, bo to było wygodne, bo nikt jej wtedy nie wypytywał o szczegóły, jasne, bywały chwile, że zdarzało jej się pękać, jednak mało kto ją widział taką nieudolną. To pozwalało jej w jakiś sposób utrzymać swoją reputację, która była przecież dla niej dosyć istotna. Szczególnie w momencie, w którym była chyba jedynym oficjalnym reprezentantem swojej rodziny, Astaroth nie prezentował się aktualnie najlepiej, a James, James znowu przepadł w jakiejś puszczy. Wiele miała na swoich barkach, ale się nie skarżyła, kiedyś pewnie nigdy w życiu nie zakładałaby, że to ona stanie się tą, która będzie dbała o to wszystko, jak widać wiele się zmieniało. Pojawiały się rzeczy na które nie miała wpływu i musiała się nimi zajmować, chociaż przecież zawsze powtarzała, że nic nie musi, punkt widzenia jednak zmieniał się w zależności od sytuacji.
Teraz jednak nic nie było ważne, nie liczyło się to, co na nią czekało, kiedy stąd wyjdzie, czemu będzie musiała stawić czoło, miała jeszcze sporo rzeczy do ogarnięcia, wróci do nich później. Powinna się skupić na mężczyźnie, którego ciepło czuła na swoim ciele. Było to całkiem przyjemne, znowu czuła się bezpiecznie, chociaż rozsądek sugerował jej, że to wcale nie oznaczało nic dobrego. Pękła, otworzyła się dzisiaj znowu na niego, chociaż wiedziała, w jaki sposób może się to skończyć, nie może, na pewno tak będzie. Nie spodziewała się cudów, nie liczyła na pozytywne zaskoczenie, nowe początki, to raczej nie było im pisane, bo gdyby było, to przecież nie pozwoliliby sobie na taką długą rozłąkę. Nie unikaliby siebie przez tyle czasu, nie udawaliby, że nie pamiętają o swoim istnieniu. Znaleźliby sposób, aby do siebie wrócić, jednak tego nie zrobili. Sama nie miała pojęcia dlaczego, znaczy tak, wiedziała, że uderzyło to w jej dumę, ale czy to naprawdę był powód, aby nie spróbować walczyć o to, co udało im się stworzyć? Nie wystarczający, ale teraz mogła tylko zastanawiać się nad tym, co by było gdyby.
On również nie spał, upewniła ją w tym jego dłoń, która mocniej ją objęła. Przysunął ją też bliżej siebie. Dalej jednak nie rozmawiali, nie odzywali się ani słowem. Może tak było lepiej? Bezpieczniej jest nie mówić nic, bo przecież słowa potrafiły ranić bardziej od noży, wbijać się zdecydowanie głębiej i zostawiać rany, które nie potrafiły się zabliźnić.
Cisza wcale jej nie przeszkadzała, nie była taka zła, nie kiedy czuła na swoim ciele jego oddech. Nie uciekła stąd, nie zniknął, póki co nigdzie się nie wybierał, to jej wystarczało. Najwyraźniej też nie chciał jeszcze wracać do rzeczywistości, mogli oddać przeszłości odpowiedni hołd. Zasługiwali na to, czyż nie? Spotkało ich wiele złego ostatniej nocy, to była idealna chwila, aby zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Przetrawić to, korzystając ze swojej bliskości.
Skóra zaczęła ją palić, ponownie, gdy pozostawiał na jej szyi ślady po kolejnych pocałunkach, przymknęła oczy, znowu zaczęła odpływać. Było tutaj całkiem błogo, z daleka od świata, w sypialni, która przypominała o wielu przyjemnych chwilach. Nie, żeby ich życie zawsze było usłane różami, ale jakoś potrafili za każdym razem wyjść na prostą, odnaleźć siebie, jakieś rozwiązania. Co poszło nie tak? Teraz to nie było ważne.
Odwróciła się w końcu do niego, jednym płynnym ruchem, teraz jej twarz znajdowała się tuż przed jego twarzą. Wpatrywała się w jego oczy, próbowała coś z nich odczytać, jednak nie miała pojęcia, czy jeszcze to potrafi, niemalże zetknęła ze sobą ich nosy i po prostu patrzyła. W końcu jej dłoń wylądowała na jego włosach, zaczęła owijać sobie wokół palca jeden z dłuższych kosmyków. Mogłaby w ten sposób spędzić wieczność, ale wiedziała że nie będzie to możliwe.
Dostrzegła na jego czole dorbny ślad po runie, którą narysował mu na twarzy Thomas, sięgnęła do niego palcem wskazującym i próbowała go bardzo delikatnie zdrapać, nie powinien mieć na twarzy jej krwi, to było już za nimi, najlepiej, jakby pozbyli się wszelkich śladów po wizycie w tej nieszczęsnej jaskini.