03.12.2024, 01:42 ✶
Wcale, że nie bo zaczął on!
Selwyn chyba po prostu nie lubił, gdy obrażało się jego przyjaciół. Zwłaszcza tych tak starych jak Anthony i tych, których bezpieczeństwo było zagrożone przez jego własne wybory.
To nie było jednak też tak, że miał teraz ochotę wiecznie kłócić się z Woodym, lub zgubić go w tym lesie. Dlatego też nie powiedział niczego w stylu Ale czego niby mielibyśmy ci zazdrościć? Braku gustu tak rażącego, że to dlatego Śmierciożeecy muszą nosić maski? I jedynie wymownie pokręcił głową.
No cóż... On swoje tarczę pokonał nieco szybciej. Jonatham pokręcił głową na pochwałę Woody'ego.
– Chwalić to powinienem raczej ja ciebie bo jest to jednak godne podziwu, że pamiętasz zaklęcia, gdy ta czapka uciska ci na głowę– odpowiedział, a potem, tak trochę aby załagodzić konflikt, który pomiędzy nimi nastał, dodał. – Z rozproszeniem nie mam problemu... – Bo uczył mnie Anthony. – Prawdę mówiąc powinienem był pokusić się o pokonanie tych tarcz w inny sposób, ale chyba chciałem się upewnić, że na pewno nie wyszedłem z wprawy. – wyznał.
A potem... A potem Woody powiedział coś, co sprawiło, że Jonathan, bez większego wysiłku, poczuł się jakby stał właśnie na scenie I miał wygłaszał absolutnie dramatyczny monolog. Co też zresztą zrobił, bo Selwyn najpierw dramatycznie wypuśił różdżkę z rąk, a potem jeszcze bardziej dramatycznie (o ile się dało) padł na kolana tuż przed przyjacielem.
– No dobrze, wygrałeś Woody. Poddaję się. Zmaterializuj po prostu miecz i utnij nim mi głowę, bo inaczej sama mi wybuchnie od próby zrozumienia rzeczywistości, w której przyszło mi bytować, a w której ty raz martwisz się o ślub Tessy, którego nie będzie, a zaraz potem mówisz, że w sumie to mogłaby sobie znaleźć męża!
Mówił jednocześnie nie mogąc się powstrzymać, aby nie zerknąć na aurę Woody'ego, tak aby zerknąć jakie emocje, może nie do końca widoczne na pierwszy rzut oka, towarzyszyły Longbottowi.
To, że gdzieś tam miały zaraz pojawić się kolejne zagrożenia nie miało większego znaczenia.
Percepcja III, na aurę
!potwory
Selwyn chyba po prostu nie lubił, gdy obrażało się jego przyjaciół. Zwłaszcza tych tak starych jak Anthony i tych, których bezpieczeństwo było zagrożone przez jego własne wybory.
To nie było jednak też tak, że miał teraz ochotę wiecznie kłócić się z Woodym, lub zgubić go w tym lesie. Dlatego też nie powiedział niczego w stylu Ale czego niby mielibyśmy ci zazdrościć? Braku gustu tak rażącego, że to dlatego Śmierciożeecy muszą nosić maski? I jedynie wymownie pokręcił głową.
No cóż... On swoje tarczę pokonał nieco szybciej. Jonatham pokręcił głową na pochwałę Woody'ego.
– Chwalić to powinienem raczej ja ciebie bo jest to jednak godne podziwu, że pamiętasz zaklęcia, gdy ta czapka uciska ci na głowę– odpowiedział, a potem, tak trochę aby załagodzić konflikt, który pomiędzy nimi nastał, dodał. – Z rozproszeniem nie mam problemu... – Bo uczył mnie Anthony. – Prawdę mówiąc powinienem był pokusić się o pokonanie tych tarcz w inny sposób, ale chyba chciałem się upewnić, że na pewno nie wyszedłem z wprawy. – wyznał.
A potem... A potem Woody powiedział coś, co sprawiło, że Jonathan, bez większego wysiłku, poczuł się jakby stał właśnie na scenie I miał wygłaszał absolutnie dramatyczny monolog. Co też zresztą zrobił, bo Selwyn najpierw dramatycznie wypuśił różdżkę z rąk, a potem jeszcze bardziej dramatycznie (o ile się dało) padł na kolana tuż przed przyjacielem.
– No dobrze, wygrałeś Woody. Poddaję się. Zmaterializuj po prostu miecz i utnij nim mi głowę, bo inaczej sama mi wybuchnie od próby zrozumienia rzeczywistości, w której przyszło mi bytować, a w której ty raz martwisz się o ślub Tessy, którego nie będzie, a zaraz potem mówisz, że w sumie to mogłaby sobie znaleźć męża!
Mówił jednocześnie nie mogąc się powstrzymać, aby nie zerknąć na aurę Woody'ego, tak aby zerknąć jakie emocje, może nie do końca widoczne na pierwszy rzut oka, towarzyszyły Longbottowi.
To, że gdzieś tam miały zaraz pojawić się kolejne zagrożenia nie miało większego znaczenia.
Percepcja III, na aurę
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
!potwory