03.12.2024, 15:02 ✶
- Bałagan? SIĘ ZROBIŁ? - Roselyn wybuchła, cudem tylko powstrzymując się od tupnięcia nogą. Wyciągnęła rękę, tę bez różdżki, w kierunku Urqata. Wskazywała na niego palcem, blada z wściekłości, nie mogąc opanować drżenia rąk. - Nic się SAMO nie robi, to ON zrobił bałagan. Pani Abbott, to mogło skończyć się katastrofą zarówno dla nas, jak i dla pani! Pani "asystent" czy za kogo on się uważa, powinien ponieść odpowiednią karę. Ta roślina jest niebezpieczna, gdybyśmy nie zareagowali w porę, nie wiem co by się stało. Proszę spojrzeć na to wszystko! Prawie zabiłeś mi brata!
Ostatnie słowa kierowała już do mężczyzny. Widziała, co stało się z Ambroise - i to jeszcze bardziej ją rozwścieczyło.
- Co ci, kurwa mać, strzeliło do głowy, żeby rozdzielać je na siłę gdy akurat pobieramy próbki?! - ściągnęła nauszniki i cisnęła nimi w Urquata. Gdyby nie to, że obok byli ludzie, to na wszystkich bogów ich, mugolskich i wszelkich możliwych: rzuciłaby się na niego i wydrapała oczy.
Roselyn podeszła do Ambroise, obrzucając Abbottową zirytowanym spojrzeniem. Durna baba. Kucnęła przy bracie.
- Możesz wstać? Jesteście z Norą cali? Zatłukę tego gnoja... - mamrotała, wyciągając dłoń w kierunku Figg i brata, żeby pomóc im się pozbierać.
Roselyn chciała przekazać Abbott swoje obserwacje, które zapisała w zeszycie. Informację o rozpadającej się witce i fakcie, że proszek został pobrany i ma go jej brat. Dorzuciła do tego swoje przypuszczenia: roślina najpewniej żywiła się energią życiową, obojętnie czy z ludzi, czy z innych roślin. Według jej zapisków ta mandragora była nie tyle co niebezpieczna, ale po prostu była drapieżnikiem. Zasugerowała, żeby najpierw jak najszybciej po uprzątnięciu tego bałaganu zbadać mniejszą roślinę, żeby zobaczyć czy ta jeszcze ma w sobie coś z życia. Dodatkowo zapisała ze znakiem zapytania słowo "nekromancja" i podkreśliła je dwa razy, dodała jeszcze epitety takie jak "smród" czy "odór". Przekazała to wszystko Abbottowej - więcej nie zdołała się dowiedzieć poza tym, co zebrała w notatkach. Bo to, że wyglądało to jak pustynna mandragora to było jasne - i to, że nie zachowywała się jak pustynna mandragora, też było jasne. Dopisała jeszcze "zbyt szybki wzrost", bo czemu nie: jeszcze ktoś zapomni.
- Pani Abbott, sugeruję żeby odsunąć pana Urqata od badań nad tą mandragorą. Stanowi niebezpieczeństwo dla każdego z nas - nie zamierzała wychodzić i rozpuszczać plotek o tym, co tu się stało, lecz chciała brać czynny udział w kolejnych badaniach. Jednak tylko pod warunkiem, że ten pajac nie będzie obok.
Ostatnie słowa kierowała już do mężczyzny. Widziała, co stało się z Ambroise - i to jeszcze bardziej ją rozwścieczyło.
- Co ci, kurwa mać, strzeliło do głowy, żeby rozdzielać je na siłę gdy akurat pobieramy próbki?! - ściągnęła nauszniki i cisnęła nimi w Urquata. Gdyby nie to, że obok byli ludzie, to na wszystkich bogów ich, mugolskich i wszelkich możliwych: rzuciłaby się na niego i wydrapała oczy.
Roselyn podeszła do Ambroise, obrzucając Abbottową zirytowanym spojrzeniem. Durna baba. Kucnęła przy bracie.
- Możesz wstać? Jesteście z Norą cali? Zatłukę tego gnoja... - mamrotała, wyciągając dłoń w kierunku Figg i brata, żeby pomóc im się pozbierać.
Roselyn chciała przekazać Abbott swoje obserwacje, które zapisała w zeszycie. Informację o rozpadającej się witce i fakcie, że proszek został pobrany i ma go jej brat. Dorzuciła do tego swoje przypuszczenia: roślina najpewniej żywiła się energią życiową, obojętnie czy z ludzi, czy z innych roślin. Według jej zapisków ta mandragora była nie tyle co niebezpieczna, ale po prostu była drapieżnikiem. Zasugerowała, żeby najpierw jak najszybciej po uprzątnięciu tego bałaganu zbadać mniejszą roślinę, żeby zobaczyć czy ta jeszcze ma w sobie coś z życia. Dodatkowo zapisała ze znakiem zapytania słowo "nekromancja" i podkreśliła je dwa razy, dodała jeszcze epitety takie jak "smród" czy "odór". Przekazała to wszystko Abbottowej - więcej nie zdołała się dowiedzieć poza tym, co zebrała w notatkach. Bo to, że wyglądało to jak pustynna mandragora to było jasne - i to, że nie zachowywała się jak pustynna mandragora, też było jasne. Dopisała jeszcze "zbyt szybki wzrost", bo czemu nie: jeszcze ktoś zapomni.
- Pani Abbott, sugeruję żeby odsunąć pana Urqata od badań nad tą mandragorą. Stanowi niebezpieczeństwo dla każdego z nas - nie zamierzała wychodzić i rozpuszczać plotek o tym, co tu się stało, lecz chciała brać czynny udział w kolejnych badaniach. Jednak tylko pod warunkiem, że ten pajac nie będzie obok.