04.12.2024, 11:34 ✶
Charlesowi wciąż było nieco wstyd za kwiat od Victorii, ale w żadnym wypadku nie zamierzał się tym zadręczać. Popełnił błąd, co było rzeczą ludzką, lecz dzięki temu zacieśniły się jego kontakty z Rodolphusem. Gdyby nie przelanie rośliny, kto wie, może nie znaleźliby się tam, gdzie byli.
- Prawda. - Zgodził się więc z kolegą, nie zamierzając ciągnąć tematu i dalej przepraszać. Sansewieria, z nimi nie miał doświadczenia. Nie dość, że była mugolaka, to nie potrzebowała wody i nawozu. Niemagiczne rośliny były z pewnością problematycznie!
Charlie zaciskał dłonie wciśnięte w kieszenie. Paznokcie boleśnie wbijały się w skórę, lecz pozwalało mu to nieco rozładować zdenerwowanie pierwszą misją. Musiał rozluźnić mięśnie w momencie, gdy Rolph złapał go za nadgarstek, był na tyle świadom, by nie szukać głębszego kontaktu, a jedynie skierował na niego ciemne spojrzenie. Był zdeterminowany, by dać z siebie wszystko, by nie pokazać, jak bardzo nerwy na niego wpływają. Widok równie skupionego na zadaniu towarzysza dodał mu otuchy. Skinął lekko głową.
- Dobrze. Tak. - Zgodził się na wszystko. Nie odwracał wzroku. - Powiedz, mamy najpierw przekonać, czy od razu zastraszyć tego Leona Harrisa? Co się stanie, jeśli okaże się, że nie może wyhodować tylu roślin, ilu potrzebujemy? Lub nie takie gatunki? - Zapytał nieco naiwnie, choć domyślał się, jaka będzie odpowiedź. - Wspieram cię we wszystkim, Rodolphusie. Nie boję się używać czarnej magii. Możesz na mnie liczyć.
Ten jeden raz w życiu Charlie był tego pewien. Stanie w obronie Rolpha, ale też zrobi wszystko, by czarodzieje zyskali władzę nad Anglią.
- Jestem gotowy.
- Prawda. - Zgodził się więc z kolegą, nie zamierzając ciągnąć tematu i dalej przepraszać. Sansewieria, z nimi nie miał doświadczenia. Nie dość, że była mugolaka, to nie potrzebowała wody i nawozu. Niemagiczne rośliny były z pewnością problematycznie!
Charlie zaciskał dłonie wciśnięte w kieszenie. Paznokcie boleśnie wbijały się w skórę, lecz pozwalało mu to nieco rozładować zdenerwowanie pierwszą misją. Musiał rozluźnić mięśnie w momencie, gdy Rolph złapał go za nadgarstek, był na tyle świadom, by nie szukać głębszego kontaktu, a jedynie skierował na niego ciemne spojrzenie. Był zdeterminowany, by dać z siebie wszystko, by nie pokazać, jak bardzo nerwy na niego wpływają. Widok równie skupionego na zadaniu towarzysza dodał mu otuchy. Skinął lekko głową.
- Dobrze. Tak. - Zgodził się na wszystko. Nie odwracał wzroku. - Powiedz, mamy najpierw przekonać, czy od razu zastraszyć tego Leona Harrisa? Co się stanie, jeśli okaże się, że nie może wyhodować tylu roślin, ilu potrzebujemy? Lub nie takie gatunki? - Zapytał nieco naiwnie, choć domyślał się, jaka będzie odpowiedź. - Wspieram cię we wszystkim, Rodolphusie. Nie boję się używać czarnej magii. Możesz na mnie liczyć.
Ten jeden raz w życiu Charlie był tego pewien. Stanie w obronie Rolpha, ale też zrobi wszystko, by czarodzieje zyskali władzę nad Anglią.
- Jestem gotowy.