Figg całkiem szybko uwijała się z kompletacją zamówienia. Lata wprawy w pracy w gastronomii robiły swoje, mało kto był w stanie za nią nadążyć, gdy stała za ladą. W między czasie wstawiła kawę, skoro miała być duża i mocna, to Patrick dostanie dokładnie to, czego potrzebował. Poszukała dużego kubka, do którego wlała gorący napój, najwyraźniej miał czas, żeby z nią o wszystkim porozmawiać, czyli nie było to przypadkowe spotkanie.
- Może to taka cisza przed burzą.- Odpowiedziała, kiedy Steward wspomniał o tym, że ostatnio pojawiają się raczej drobne zgłoszenia. - Ciekawe, że ludzie nie mają problemu, żeby wzywać Was do takich spraw, jak ten imbryk. W końcu powinni zdawać sobie sprawę, że możecie być potrzebni w innym miejscu, zawsze mnie to zadziwiało.- Zastanawiała się, ile dziennie mieli podobnych zgłoszeń. Ta praca musiała być całkiem interesująca.
- Zawsze ciekawiły mnie te mugolskie pojazdy, co by nie mówić i bez magii potrafią sobie radzić i ułatwiać życie.- Norka nie kryła się, że pewien sposób nawet podziwia tych niemagicznych, bo mając zdecydowanie mniej zasobów i tak tworzyli różne cuda techniki.
Nigdy nie byłem na zapleczu piekarni... Chciała zawrócić uwagę, że nie była to piekarnia, ale ugryzła się w język, wręczyła mężczyźnie duży kubek z czarną, mocną kawą. Oczywiście przyjęła zapłatę za pączki, dosyć często zdarzało jej się zapominać o uregulowaniu rachunków. - W takim wypadku zapraszam do zwiedzania, mam nadzieję, że wycieczka się spodoba!- Wpuściła go do siebie za ladę, po czym ruszyła przed siebie licząc na to, że będzie za nią podążał.
Zaplecze, czy tam kuchnia, jak zwał, tak zwał znajdowało się w głębi Nory. Przeszli wąskim korytarzem, kiedy dotarli do drzwi, które znajdowały się z prawej strony. Norka je otworzyła, weszła do środka. Pomieszczenie nie należało do tych ogromnych, nie było aż tak kolorowe, jak wnętrze cukierni, jednak kwiaty znajdowały się również tutaj. Na parapecie stały zioła w doniczkach. Po obu stronach znajdowały się długie blaty, na który panna Figg przygotowywała swoje wypieki, na samym końcu pomieszczenia stał duży piec. W kącie można było znaleźć mały stolik i dwa krzesła, właśnie w tym kierunku się udała. Warto jeszcze dodać, że to miejsce było bardzo czyste, Nora zdecydowanie dbała o porządek.
Usiadła na jednym z dwóch krzeseł i czekała, aż Patrick zrobi to samo. - Chyba wiem, dlaczego się tutaj pojawiłeś.- Postanowiła przejść do konkretów. - Jeśli chodzi o to, co napisałam w liście. Brenna ostatnio poprosiła mnie o przygotowanie kilku eliksirów, wiem do czego są potrzebne, nie jest to jej wina, w końcu każdy by się domyślił, nie wygadała się.- Chciała w jakiś sposób usprawiedliwić przyjaciółkę. - Zaczęłam myśleć o tym wszystkim, czy nie lepiej mieć zawsze gotowych eliksirów, maści, czego tylko nie potrzebujecie, żeby od ręki było to dostępne?- Wydawało jej się to zdecydowanie prostszym rozwiązaniem niż tworzenie tego na ostatnią chwilę, w końcu różnie to bywało z dostępnością składników. - Znam kilka osób, mogę zapytać, czy znalazłyby czas nie wiem, raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie, żeby się spotkać i tworzyć grupowo, większą ilość eliksirów.- Mówiła dość niepewnie, nie wiedziała, czy Patrick nie uzna jej pomysłu za zbędny, wydawał się osobą, która ma jakieś znaczenie w tej całej tajnej organizacji, więc zależało jej na jego opinii.