04.12.2024, 14:39 ✶
Słuchał go wciąż, ale wydawało mu się, że faktycznie stał się w tej rozmowie trochę nieobecny. Nie mógł na niego patrzeć, więc Laurentowi odpowiadała nie tylko cisza, ale i brak kontaktu innego niż dotyk - nie było już spojrzenia oczu zapewniających go, że uwaga Crowa nie uciekła gdzieś w bok. Czy powinien to w sobie zmieniać? Wymyślić co mógłby odpowiadać w takich momentach? Wysilać się, żeby wcinać się pomiędzy to, co przekazywał mu blondyn? Mówił, że chciałby też jego ciszy, ale ludzie mówili mu już różne rzeczy, a później ścierali się z rzeczywistością i zmieniali zdanie. Mimo wszystkich obaw skupił się na tym, żeby zaznaczać swoją obecność w inny sposób niż werbalnie. Przemywając mu tę szyję i kark, masując mu plecy. I na początku naprawdę dobrze mu to wychodziło - bo to były dłonie sportowca, który wychował się w rodzinie sportowców i na pewnym etapie dbanie o innych w takich sposób weszło mu w krew, ale... Z każdym kolejnym podziękowaniem ucisk stawał się coraz lżejszy, aż wreszcie jedna z rąk chlupnęła do wody, a druga oparła się o krawędź wanny.
Nie dotykał go już wcale, przynajmniej nie dłońmi, bo w tak małej przestrzeni musieli opierać się o siebie w mniejszym lub większym stopniu. Ale nie było już świadomego inicjowania kontaktu - palców sunących po nagiej skórze, prób rozładowania napięcia zbudowanego w mięśniach. I jeżeli blondyn odwrócił się żeby zobaczyć jego twarz nie dostrzegł nic ładnego - Crow miał buzię miał wykrzywioną w niezrozumiałym grymasie. Nie dało się z niego odczytać wiele, póki starszy mężczyzna nie zdecydował się odezwać i po policzkach nie popłynęły mu łzy. Próbował je z siebie zetrzeć, ale było ich więcej. Spojrzał do góry, najpewniej chcąc to jakoś powstrzymać, ale to było nieuchronne - bardzo nieoczekiwanie pokazał mu się od wrazliwszej strony, na co wcale nie był gotowy.
Wieczność go przerażała. Wieczność kojarzyła mu się zwykle z nieskończonym bólem i cierpieniem. Ale taka wieczność? Wieczność u boku dwóch ludzi dobrych - bohatera i księżniczki, którzy oboje zdawali się nadrabiać komplementami za wszystkie lata, kiedy był ich tak głodny...? Taka wieczność nie wydawała się katuszami - była czymś nieosiągalnym, bo to wszystko się kiedyś skończy, ale pierwszy raz od dawna bardziej niż tym nieuchronnym przecięciem nitki jaka ich łączyła, zamarzył o tej wieczności.
Otarł te łzy jeszcze raz. Zacisnął szczękę i zazgrzytał zębami.
Jego oczekiwania i starania były już zdecydowanie zbyt duże w porównaniu z ty, co mógł dostać i na co zasługiwał. Ale co miał z tym niby zrobić? Miał zrezygnować z tego szczęścia? Jeżeli ono miało trwać już tylko kilka sekund, to chciał je mieć. Żarliwie i desperacko pragnął być kochanym przez kogoś takiego jak Laurent. Zamierzał kontynuować swoje niecne praktyki, teraz po prostu potrzebował... przerwy na oddech, tak. Przerwy na oddech... tylko jakoś ciężko mu było oddychać na samą myśl, że blondyn był blisko odkrycia wielu prawd. Chociażby tego, jak bardzo lubił być komplementowany, chociaż odwracał wzrok i... Że najłatwiej mu było przerywać tę ciszę i zadawać pytania, kiedy dotyczyły one jego lub ich relacji. Dzieliło go od tego tylko kilka dni uwagi lub maleńka, błyszcząca fiolka.
-W-wiesz, że ja nie jestem łatwy do kochania? - Pierwszy raz nie brzmiało to jak próba odepchnięcia kogoś tylko zapewnienia samego siebie o prawdziwości tego czego doświadczał. Jednocześnie to odpychało, bo kochanie go faktycznie nie było czymś łatwym - i nie chodziło tu przecież nawet o huśtawkę emocji, chodziło o pokręcone postrzeganie takich słów jak lojalność. - Ale bardzo - oddychaj, oddychaj - mi schlebia i... to co... argh. - Jak on to właściwie robił? Skąd brał te wszystkie teksty? Crow żeby wygłosić coś takiego, musiałby pewnie zastanawiać się nad tym już wcześniej. Dużo wcześniej. Albo nakręcić się na kogoś tak bardzo, żeby motywowała go chęć zdobycia. Laurent sprawiał, że czuł się jak glina. Ktoś właśnie dolał do niej wody i formował ją w jakiś kształt, a on się temu poddawał - bo kiedy formowały cię te dłonie, pragnienie stania się tym czym chciały cię uczynić było naturalne. Kilka dni temu pomyślał o tym, jak dobrze było wiedzieć, że nóż który trzymał pod poduszką wciąż wzbudzał w respekt, ale gdyby Laurent położył mu teraz ręce na barkach i nacisnął, posłusznie zanurzyłby głowę pod powierzchnią wody i poszedł tam spać, nawet jeżeli był to fatalny pomysł.
Nie dotykał go już wcale, przynajmniej nie dłońmi, bo w tak małej przestrzeni musieli opierać się o siebie w mniejszym lub większym stopniu. Ale nie było już świadomego inicjowania kontaktu - palców sunących po nagiej skórze, prób rozładowania napięcia zbudowanego w mięśniach. I jeżeli blondyn odwrócił się żeby zobaczyć jego twarz nie dostrzegł nic ładnego - Crow miał buzię miał wykrzywioną w niezrozumiałym grymasie. Nie dało się z niego odczytać wiele, póki starszy mężczyzna nie zdecydował się odezwać i po policzkach nie popłynęły mu łzy. Próbował je z siebie zetrzeć, ale było ich więcej. Spojrzał do góry, najpewniej chcąc to jakoś powstrzymać, ale to było nieuchronne - bardzo nieoczekiwanie pokazał mu się od wrazliwszej strony, na co wcale nie był gotowy.
Wieczność go przerażała. Wieczność kojarzyła mu się zwykle z nieskończonym bólem i cierpieniem. Ale taka wieczność? Wieczność u boku dwóch ludzi dobrych - bohatera i księżniczki, którzy oboje zdawali się nadrabiać komplementami za wszystkie lata, kiedy był ich tak głodny...? Taka wieczność nie wydawała się katuszami - była czymś nieosiągalnym, bo to wszystko się kiedyś skończy, ale pierwszy raz od dawna bardziej niż tym nieuchronnym przecięciem nitki jaka ich łączyła, zamarzył o tej wieczności.
Otarł te łzy jeszcze raz. Zacisnął szczękę i zazgrzytał zębami.
Jego oczekiwania i starania były już zdecydowanie zbyt duże w porównaniu z ty, co mógł dostać i na co zasługiwał. Ale co miał z tym niby zrobić? Miał zrezygnować z tego szczęścia? Jeżeli ono miało trwać już tylko kilka sekund, to chciał je mieć. Żarliwie i desperacko pragnął być kochanym przez kogoś takiego jak Laurent. Zamierzał kontynuować swoje niecne praktyki, teraz po prostu potrzebował... przerwy na oddech, tak. Przerwy na oddech... tylko jakoś ciężko mu było oddychać na samą myśl, że blondyn był blisko odkrycia wielu prawd. Chociażby tego, jak bardzo lubił być komplementowany, chociaż odwracał wzrok i... Że najłatwiej mu było przerywać tę ciszę i zadawać pytania, kiedy dotyczyły one jego lub ich relacji. Dzieliło go od tego tylko kilka dni uwagi lub maleńka, błyszcząca fiolka.
-W-wiesz, że ja nie jestem łatwy do kochania? - Pierwszy raz nie brzmiało to jak próba odepchnięcia kogoś tylko zapewnienia samego siebie o prawdziwości tego czego doświadczał. Jednocześnie to odpychało, bo kochanie go faktycznie nie było czymś łatwym - i nie chodziło tu przecież nawet o huśtawkę emocji, chodziło o pokręcone postrzeganie takich słów jak lojalność. - Ale bardzo - oddychaj, oddychaj - mi schlebia i... to co... argh. - Jak on to właściwie robił? Skąd brał te wszystkie teksty? Crow żeby wygłosić coś takiego, musiałby pewnie zastanawiać się nad tym już wcześniej. Dużo wcześniej. Albo nakręcić się na kogoś tak bardzo, żeby motywowała go chęć zdobycia. Laurent sprawiał, że czuł się jak glina. Ktoś właśnie dolał do niej wody i formował ją w jakiś kształt, a on się temu poddawał - bo kiedy formowały cię te dłonie, pragnienie stania się tym czym chciały cię uczynić było naturalne. Kilka dni temu pomyślał o tym, jak dobrze było wiedzieć, że nóż który trzymał pod poduszką wciąż wzbudzał w respekt, ale gdyby Laurent położył mu teraz ręce na barkach i nacisnął, posłusznie zanurzyłby głowę pod powierzchnią wody i poszedł tam spać, nawet jeżeli był to fatalny pomysł.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.