04.12.2024, 16:36 ✶
Cząstki pewności siebie, jakie zwykle w sobie miał, zdawały się pokruszyć na kawałki jak ceramiczny talerz rzucony na podłogę. Rzeczy uważane przez niego za coś wręcz niezbędnego, żeby ludzie się go bali, a więc niby pożądane w jego życiu, teraz działały inaczej. Czuł się przy nim cholernie nagi, tak nagi aby kontaktu wzrokowego nie unikał wcale Crow - bo Crow te wszystkie swoje rany i zadrapania przecież gloryfikował. To był ktoś inny, ktoś o wiele mniej pewny siebie. Ktoś, kto bardzo wyraźnie pamiętał, że niektóre tatuaże miały zasłaniać rozcięcia, o których nie chciał pamiętać, bo zrobił je sobie sam, ale na tyle nieudolnie, żeby ślad po nich został z nim na zawsze. Najsmutniejsze było to, że niekoniecznie myślał o tym w kategoriach nie powinienem tego robić, on myślał: powinienem zrobić to lepiej. Tak samo jak szybciej powinien nauczyć się leczyć oparzenia, zupełnie jakby najistotniejszą rzeczą w tym wszystkim było stanie się wygodniejszą popielniczką. Nie rozumiał tylko dlaczego nie opanował własnych łez, ale tak samo nie rozumiał wielu procesów myślowych we własnej głowie. Ktoś mądry powiedział mu kiedyś, że robił to wszystko, żeby się chronić, ale on już sam nie wiedział przed czym się tak zasłaniał. Takie słowa od człowieka, dla którego bez zawahania pozbawiłby życia kogoś, kogokolwiek by wskazał? To nie było tak, że nigdy nikt nie zaoferował mu takiego ciepła - wielu próbowało otoczyć go opieką, ale robili to bezskutecznie, bo jego głowa posiadała wyraźną blokadę. I teraz też nie do końca radził sobie z tym co się działo, bo nawet jeżeli Bletchley w jakiś sposób odłamał jej kawałek, to siedział w tej wannie tylko dlatego, że prawda, którą wreszcie z siebie wydusił, okazała się zbyt ciężka do udźwignięcia dla kogoś, komu obiecał o wiele więcej niż Laurentowi.
Znów postawił się w sytuacji, w której mógł dostać wszystko albo nic. I słuchał jakiejś pieprzonej kołysanki zupełnie jakby umawiał się z jakąś postacią z animacji dla dzieci - to było tak surrealne jak tylko mogło być, a jednak wbrew wszystkim negatywnym myślom - jemu to naprawdę pomagało.
Nie pamiętał, skąd on to pamiętał. Mówił mu to już? Tamtego dnia, kiedy po raz pierwszy spojrzeli na siebie jak na kogoś więcej niż coś ulotnego, niemożliwego do złapania palcami w locie...? Trochę przykre. To, że na bliskość potrafił tak łatwo odpowiedzieć odpychaniem, chociaż tak naprawdę była jedną z podstawowych potrzeb, jakie musiał sobie zapewnić, żeby nie chcieć wydrapać własnych oczu. Sam wolałby nie jeść, jeżeli tylko to oznaczało trwanie w poczuciu bycia chcianym. Lepiej umierało się z głodu niż samotności.
Przytulił się do niego i wcale nie chciał go puszczać, chociaż tak odrętwiały mu już nogi, że powinien marzyć o opuszczeniu tej wanny. Ale nie, nie istniała szansa na to, aby pojawiło się w nim takie pragnienie, bo zbyt mocno skupił się na tym jak ulotną mogła być ta chwila, chociaż powiedziano mu teraz o wieczności. Powie coś głupiego, albo w zasięgu wzroku Laurenta znajdzie się ktoś bardziej godny jego uwagi, a on podświadomie wycofa się w cień. Ha... patrząc na to, że chłopak się odsunął i chwycił tę fiolkę, to chyba jednak powie coś głupiego.
Wyglądał teraz w tej wodzie jak pies niechętny do kąpieli - opuszczoną głową i łzami w kącikach oczu.
- To po prostu... - podjął się odpowiedzi na zadane mu pytanie, ale od razu głęboko odetchnął i pokręcił głową. Przejął od niego tę fiolkę i wyglądał na całkiem pogodzonego z tym co miało się tu zaraz wydarzyć. Ostatecznie nie robił tego pierwszy raz i może nawet dało się to wyczuć w ilości kropli, jakie spadły na jego język po odkorkowaniu buteleczki. Logika mówiła, że przed zrobieniem takiego ruchu powinno się uzgodnić ze sobą takie pytania, ale jak doprowadzić drugą stronę do ekstremum, kiedy wszystko, co robiliście, było tak wyważone? Pożar był lepszy od bycia mdłym, tak jak śmierć głodowa była lepsza od śmierci z samotności.
Przesunął palcami po jego boku i przełknął ślinę.
Znów postawił się w sytuacji, w której mógł dostać wszystko albo nic. I słuchał jakiejś pieprzonej kołysanki zupełnie jakby umawiał się z jakąś postacią z animacji dla dzieci - to było tak surrealne jak tylko mogło być, a jednak wbrew wszystkim negatywnym myślom - jemu to naprawdę pomagało.
Nie pamiętał, skąd on to pamiętał. Mówił mu to już? Tamtego dnia, kiedy po raz pierwszy spojrzeli na siebie jak na kogoś więcej niż coś ulotnego, niemożliwego do złapania palcami w locie...? Trochę przykre. To, że na bliskość potrafił tak łatwo odpowiedzieć odpychaniem, chociaż tak naprawdę była jedną z podstawowych potrzeb, jakie musiał sobie zapewnić, żeby nie chcieć wydrapać własnych oczu. Sam wolałby nie jeść, jeżeli tylko to oznaczało trwanie w poczuciu bycia chcianym. Lepiej umierało się z głodu niż samotności.
Przytulił się do niego i wcale nie chciał go puszczać, chociaż tak odrętwiały mu już nogi, że powinien marzyć o opuszczeniu tej wanny. Ale nie, nie istniała szansa na to, aby pojawiło się w nim takie pragnienie, bo zbyt mocno skupił się na tym jak ulotną mogła być ta chwila, chociaż powiedziano mu teraz o wieczności. Powie coś głupiego, albo w zasięgu wzroku Laurenta znajdzie się ktoś bardziej godny jego uwagi, a on podświadomie wycofa się w cień. Ha... patrząc na to, że chłopak się odsunął i chwycił tę fiolkę, to chyba jednak powie coś głupiego.
Wyglądał teraz w tej wodzie jak pies niechętny do kąpieli - opuszczoną głową i łzami w kącikach oczu.
- To po prostu... - podjął się odpowiedzi na zadane mu pytanie, ale od razu głęboko odetchnął i pokręcił głową. Przejął od niego tę fiolkę i wyglądał na całkiem pogodzonego z tym co miało się tu zaraz wydarzyć. Ostatecznie nie robił tego pierwszy raz i może nawet dało się to wyczuć w ilości kropli, jakie spadły na jego język po odkorkowaniu buteleczki. Logika mówiła, że przed zrobieniem takiego ruchu powinno się uzgodnić ze sobą takie pytania, ale jak doprowadzić drugą stronę do ekstremum, kiedy wszystko, co robiliście, było tak wyważone? Pożar był lepszy od bycia mdłym, tak jak śmierć głodowa była lepsza od śmierci z samotności.
Przesunął palcami po jego boku i przełknął ślinę.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.