Kiedy zaczął się uczyć o magicznych stworzeniach pomyślał, że są o wiele lepsze od ludzi. Prostsze. Szlachetniejsze. Miały więcej klasy, o wiele bardziej ufały instynktom. Łatwiej było nad nimi zapanować. Był zafascynowany pięknem, jakie sobą prezentowały, ale to nie wielka miłość pchała go do przodu. To nie wielce dobre serce zaprowadziło go do założenia rezerwatu. Chciałby być aż tak dobry, sam czasami w to wierzył, ale to tylko oszustwo. Trzymając Flynna w swoich ramionach i bardzo pragnąc, żeby mógł oddychać - dlaczego tego chciał? Dla niego? Dla siebie? Oddychaj dla mnie. Pamiętał pozycję, którą przyjęli w przyczepie Flynna, kiedy to on dostał ataku paniki, ale tutaj byłaby ona skrajnie niewygodna. Prawda była jednak taka, że w bardzo szybkim tempie próbował sobie przypomnieć tamte szczegóły i je naśladować. Nie miał łóżka, żeby położyć jego głowę na swoich nogach - więc przygarnął go po prostu do siebie. Plątały mu się myśli - nie bardzo wiedział, jak zagadywać - więc śpiewał. Przeskok do teraźniejszości - to mój lek. Jak on to ujął? Nie ważne, sens został zapamiętany. Właściwie Laurent nawet nie czuł wielkiej potrzeby usłyszenia tego, co Flynn chciał tak bardzo powiedzieć, bo o wiele bardziej zajmowała go problematyka z wypowiedzeniem. To, co się teraz działo, te skutki, te problemy oddechu... trochę się to uspokajało. Łzy jednak dalej płynęły. Koniec końców - chodziło tutaj o Flynna. Albo o Crowa? Edga? Całą trójkę. Powinni wyjść stąd? Poruszanie się teraz, wyciąganie go z tej przestrzeni - przynajmniej zamkniętej i ograniczonej - nie wydawało się dobrym pomysłem. Jak spłoszony hipogryf, którego chcesz wygnać na otwartą przestrzeń z jego własnego gniazda. Albo szczur, którego próbujesz wywabić z nory?
Kiedy zaczął się uczyć o Fleamoncie pomyślał, że jest gorszy od większości ludzi. Bardziej skomplikowany. Zepsuty. Miał o wiele mniej klasy, za bardzo ufał emocjom. Ciężko było nad nim zapanować. I był zafascynowany pięknem, jakie sobą prezentował, ale to nie wielka miłość pchała go do przodu. To nie wielce dobre serce zaprowadziło go do tego, żeby powiedzieć kocham cię, kiedy o to zapytał. Za to na pewno dobre serce sprawiało, że chciał trzymać go w ramionach i żeby pomóc mu oddychać na nowo. Ten zapach, który przecież tak mu się podobał.
Delikatnym ruchem rozgarnął tę pianę, która zapałętała się gdzieś na jego policzek i włosy, a potem odebrał od niego fiolkę. Patrzył. Obserwował. Żeby czasem impulsywny ruch nie sprawił, że mężczyzna weźmie całą butelkę. I nie myślał nawet o tym, jak zdrowo to powinno być rozwiązane - myślał tylko o tym, żeby jakiekolwiek zdrowie wróciło na policzki tego człowieka. Żeby znów mógł oddychać. Mówić. Uśmiechnąć się..? Wiele złych słów mogło tutaj paść między nimi.
- Już lepiej? - Nie przestawał go głaskać. Za to trochę przesunął się w wannie, żeby i Flynn mógł się poprawić i nie siedzieć w dziwnie powyginanej pozycji. Fiolkę odłożył delikatnie na półkę obok. - Naprawdę czujesz, że to lekarstwo? - Proszę bardzo, teraz nie było wymówek, uciekania... język się rozplątywał aż w nadmiarze. Laurentowi do dzisiaj było strasznie wstyd tego, jak on bredził w tamtym wagonie. - Śmiało, Flynn. Co chciałeś mi powiedzieć przed chwilą? - Przytulił go znów do siebie.