04.12.2024, 20:37 ✶
Oddychał. Wcale nie spokojniej, ale coś się w nim zmieniło. Ustało stukanie palców o brzeg wanny - przed chwilą zaczął wygrywać na niej o wiele bardziej chaotyczną i szybszą wersję zaśpiewanej mu kołysanki. Gdyby dało się melodię chwycić i zatrząść nią panicznie, to to właśnie z nią zrobił, nim nie ucichła, a on nie wybuchł słowami jakby miał nimi zwymiotować.
- Ciężko nazwać lekarstwem coś co może zniszczyć mi życie, ale uznałem to za najłatwiejszy sposób przekazania ci co o tym myślę. Ooh, oczywiście, że zacznę po tym mówić, mogę po tym nadawać nawet mocniej niż ty, nawijać wszystko bez myślenia o tym cały czas? Słyszysz to? Ja teraz w ogóle nie myślę, nie słyszę w głowie nic, nie ma tam nic, słów, muzyki, szumu, moja głowa jest całkowicie pusta, to się nie zdarza nigdy więc to jest jak lek, bo mi pomaga przemówić jak pies w pieprzoną wigilię, ale przecież dobrze wiesz, że ja milczę i nie mogę nic z siebie wydusić bo się boję tego jakie to może mieć konsekwencje. Powiem ci prawdę i ta prawda przypomni ci o tym, że jestem potwornym, okropnym człowiekiem, a nie idealnym wytworem twojej wyobraźni. Alexander robił mi to samo, ciągle tak wzdychał i niby mówił, że poczeka tyle ile trzeba, ale ostatecznie był wiecznie wkurwiony, że nic mu nie mówię, bo dotarło do niego, że ja bym mógł nic nie mówić dziesięć lat, dwadzieścia i byłoby spoko. Tylko to wszystko zaczęło się na mnie zaciskać. To, że ja nie jestem smutnym, zmanipulowanym nastolatkiem tylko mam już prawie czterdzieści lat i nawet już nie pamiętam ilu zabiłem w życiu ludzi i kiedy mnie tak ostatecznie we łbie pokurwiło. Więc piłem to na jego oczach i mówiłem, ale wiesz co? Wtedy było jeszcze gorzej, jak miało być jak nie kurwa gorzej. Zawsze jak mówiłem mu prawdę to potem dostawałem w pysk i nawet mu się nie dziwię. Powiedziałem mu najgorsze rzeczy na świecie, takie najgorsze gówno, które uprzytamnia człowieka, że osoba trzymana w rękach nigdy nie była jego w taki sposób w jaki ją chciał. I ty też mi za to wszystko kiedyś dasz w pysk, albo zaczniesz mnie szarpać i piszczeć i każesz mi się stąd wynosić, a mi jedyne co zostanie to to, że ten smród osiadł na powierzchni wszystkiego co posiadasz. Gdybym był dobrym człowiekiem zostawiłbym cię w spokoju i dał ci się wyleczyć, bo nie jestem ślepy i widzę, że jest z tobą źle. Poza tym czemu miałbyś mnie chcieć nie będąc na dnie? Ale słowa... Oh kurwa, ty tak pięknie umiesz mówić, czasami nawet tego do końca nie rozumiem i to jest tak cholernie męczące, bo sobie uświadamiam, że nieważne jak dużo przeczytam nigdy nie będę jak ludzie zljzujący mówienie w ten sposób ze srebrnych łyżeczek do zastawów herbaty wartych więcej niż byłoby warte moje życie, gdyby na ulicy znalazł mnie jakiś taki handlarz żywym towarem, a nie facet zaciągający dzieci do pracy przy jego zjebanym cyrku. Ale to jest też takie cholernie przyjemne, to że ktoś mówi mi takie rzeczy, to wywołuje we mnie dreszcze na jakiejś dziwnej granicy. Nie wiem czy to jest przyjemne czy nie, oddaję się temu i walczę jednocześnie i nie mogę przestać myśleć o tym jak cudownym uczuciem musi być bycie kochanym przez ciebie, tylko kogo ty kochasz? Ty kochałeś kogoś kiedykolwiek? Nie wiem czy tę miłość da się z ciebie wyszarpać, ja próbuję, ja... Zabija mnie to jaki ty jesteś smutny.
Panicznie nabrał powierza, trzymając go za bok, bo instynktownie był całkowicie przekonany, że to ta chwila w której Laurent ucieka.
- Ciężko nazwać lekarstwem coś co może zniszczyć mi życie, ale uznałem to za najłatwiejszy sposób przekazania ci co o tym myślę. Ooh, oczywiście, że zacznę po tym mówić, mogę po tym nadawać nawet mocniej niż ty, nawijać wszystko bez myślenia o tym cały czas? Słyszysz to? Ja teraz w ogóle nie myślę, nie słyszę w głowie nic, nie ma tam nic, słów, muzyki, szumu, moja głowa jest całkowicie pusta, to się nie zdarza nigdy więc to jest jak lek, bo mi pomaga przemówić jak pies w pieprzoną wigilię, ale przecież dobrze wiesz, że ja milczę i nie mogę nic z siebie wydusić bo się boję tego jakie to może mieć konsekwencje. Powiem ci prawdę i ta prawda przypomni ci o tym, że jestem potwornym, okropnym człowiekiem, a nie idealnym wytworem twojej wyobraźni. Alexander robił mi to samo, ciągle tak wzdychał i niby mówił, że poczeka tyle ile trzeba, ale ostatecznie był wiecznie wkurwiony, że nic mu nie mówię, bo dotarło do niego, że ja bym mógł nic nie mówić dziesięć lat, dwadzieścia i byłoby spoko. Tylko to wszystko zaczęło się na mnie zaciskać. To, że ja nie jestem smutnym, zmanipulowanym nastolatkiem tylko mam już prawie czterdzieści lat i nawet już nie pamiętam ilu zabiłem w życiu ludzi i kiedy mnie tak ostatecznie we łbie pokurwiło. Więc piłem to na jego oczach i mówiłem, ale wiesz co? Wtedy było jeszcze gorzej, jak miało być jak nie kurwa gorzej. Zawsze jak mówiłem mu prawdę to potem dostawałem w pysk i nawet mu się nie dziwię. Powiedziałem mu najgorsze rzeczy na świecie, takie najgorsze gówno, które uprzytamnia człowieka, że osoba trzymana w rękach nigdy nie była jego w taki sposób w jaki ją chciał. I ty też mi za to wszystko kiedyś dasz w pysk, albo zaczniesz mnie szarpać i piszczeć i każesz mi się stąd wynosić, a mi jedyne co zostanie to to, że ten smród osiadł na powierzchni wszystkiego co posiadasz. Gdybym był dobrym człowiekiem zostawiłbym cię w spokoju i dał ci się wyleczyć, bo nie jestem ślepy i widzę, że jest z tobą źle. Poza tym czemu miałbyś mnie chcieć nie będąc na dnie? Ale słowa... Oh kurwa, ty tak pięknie umiesz mówić, czasami nawet tego do końca nie rozumiem i to jest tak cholernie męczące, bo sobie uświadamiam, że nieważne jak dużo przeczytam nigdy nie będę jak ludzie zljzujący mówienie w ten sposób ze srebrnych łyżeczek do zastawów herbaty wartych więcej niż byłoby warte moje życie, gdyby na ulicy znalazł mnie jakiś taki handlarz żywym towarem, a nie facet zaciągający dzieci do pracy przy jego zjebanym cyrku. Ale to jest też takie cholernie przyjemne, to że ktoś mówi mi takie rzeczy, to wywołuje we mnie dreszcze na jakiejś dziwnej granicy. Nie wiem czy to jest przyjemne czy nie, oddaję się temu i walczę jednocześnie i nie mogę przestać myśleć o tym jak cudownym uczuciem musi być bycie kochanym przez ciebie, tylko kogo ty kochasz? Ty kochałeś kogoś kiedykolwiek? Nie wiem czy tę miłość da się z ciebie wyszarpać, ja próbuję, ja... Zabija mnie to jaki ty jesteś smutny.
Panicznie nabrał powierza, trzymając go za bok, bo instynktownie był całkowicie przekonany, że to ta chwila w której Laurent ucieka.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.