Być może wydawać się mogło, że nic się nie zmieniło, jednak Geraldine towarzyszyło jakieś dziwne uczucie, jakby nie chciała tego stracić, chociaż przecież wcale tego nie odzyskała. Pojawił się strach, że nigdy więcej nie uda im się całkiem spontanicznie tego powtórzyć, bo Roise ją zapomni. Zdawała sobie sprawę, że mogło to być związane z tym, co zdarzyło się w jaskini, na pewno było, nie potrafiła przestać myśleć bowiem o tym, co go spotkało, co ich spotkało. Już wcześniej bała się tego, że nie będą jej pamiętać, jednak świadomość, że dotyczyłoby to jego jakoś jeszcze bardziej ją przerażała.
Przeżyli razem przecież wiele pięknych chwil, podobnych do tej teraz, większą część swojego dorosłego życia spędziła u jego boku. Trudno jej było odnaleźć się w świecie samej, niby jakoś sobie radziła, chociaż to jakoś nie było specjalnie satysfakcjonujące, nigdy nie chciała bylejakości, dużo bardziej ceniła tą wyjątkowość, którą razem mieli. Musiała chyba przywyknąć do tego, że już ją stracili, z tym była w stanie się pogodzić, nie umiała jednak zaakceptować tego, że mógłby o tym nie pamiętać, bo przecież to było wszystkim co im pozostało, ta przeszłość.
Uśmiechał się do niej jak dawniej, jakby wcale nie doszło między nimi do nieporozumienia, tak właściwie to nie było to nieporozumienie. Nie pokłócili się, nic takiego się nie wydarzyło, właściwie miała wrażenie, że to był całkiem dobry czas w ich życiu, tyle, że wtedy wszystko się rozsypało. Może była ślepa, nie dostrzegała pewnych szczegółów, nie da się nie zauważyć że patrzyła wtedy na świat bardzo optymistycznie. To się zmieniło, aktualnie zdecydowanie dużo bardziej twardo stąpała po ziemi, chociaż jej aktualne zachowanie mogłoby to zaprzeczać. Nie wierzyła już w szczęśliwe zakończenia.
Jego uśmiech, błysk w oczach, to wszystko jednak powodowało, że chciała uwierzyć w to, że może istnieje jakaś szansa, niezbyt wielka, ale cuda się przecież zdarzały, chyba? Może nie jej, chociaż czemu nie? Nie mogła niczego zakładać, ale nie zmieniało to faktu, że gdyby pojawiła się możliwość to zapewne by z niej skorzystała. Była głupia, naiwna, ale nigdy przecież go nie skreśliła, jasne, zranił ją, ale nie umiała go znienawidzić, wręcz przeciwnie, nadal po prostu go kochała. Nie umiała się pozbyć tego uczucia, chociaż uważała to za nieco uwłaczające, ale nie mogła z tym nic zrobić, no mogła się oszukiwać, ale tego nie robiła, wolała być świadoma, jak to wygląda.
Wieczór się zbliżał, nieuniknienie. Nie spodziewała się, że będą tutaj tyle trwali, przy sobie, nie, żeby uważała to za coś złego, wręcz przeciwnie, najlepiej nie wychodziłaby stąd nigdy więcej. Póki co, chyba nigdzie się nie wybierali, a przynajmniej na to nie wyglądało. Dobrze, nie chciała jeszcze tego zakończyć, jeszcze nie teraz, to nie był odpowiedni moment. Nie była na to gotowa. Zresztą trochę obawiała się powrotu do szarej rzeczywistości, nie miała pojęcia, jak się w niej odnajdzie, jak sobie poradzi po tym wszystkim, co się wydarzyło, ale i nie wydarzyło, ale przecież było blisko. Musiała sobie ułożyć w głowie wiele rzeczy, tego była pewna, ale jeszcze nie teraz, to nie był odpowiedni czas. Teraz chciała się po prostu dalej zatracać w tym, co się między nimi pojawiło, a raczej istniało ciągle, bo przecież nie zniknęło. Potrzebowali chyba znaleźć się w podbramkowej sytuacji, aby zauważyć, że dalej to w nich jest, co z tym zrobią? To też pewnie zależało tylko od nich. Nie było sensu się aktualnie nad tym zastanawiać.
Ich ciała lgnęły do siebie, ponownie, stęsknione za swoją bliskością, nie ma się co dziwić, dawno nie miały możliwości znajdować się tuż obok siebie, to nie powinno zaskakiwać, przecież kiedyś było to dla nich codziennością. Tak było zdecydowanie lepiej, dużo przyjemniej od strzelania w siebie piorunami z oczu, czy z udawaną obojętnością. Nigdy nie umiała zaakceptować tych momentów, kiedy było między nimi gorzej, bo wiedziała, że jest to niewłaściwe. Nie powinno tak być.
Skoro więc pojawiła się szansa, aby choć na chwilę wrócić do tych bardziej przyjemnych chwil, nie zamierzała jej odrzucać. Zwłaszcza, że mogło to ukoić ból i cierpienie, którego nie mogła się pozbyć, ciążyło jej strasznie, jakoś nie umiała się pozbierać.
- To się nie odrywaj - Przecież to było takie proste, nic ich nie ograniczało, nigdzie się nie spieszyli, mogli zostać tutaj razem, może nie tylko tutaj, nie tylko teraz, tylko, czy faktycznie? - i się nie powstrzymuj. - Nie zamierzała nawet udawać, że jej to nie odpowiada. Zdecydowanie chcieli tego samego, przynajmniej z pozoru, nie miała bowiem pojęcia, co dzieje się aktualnie w jego głowie. Trudno jej było odczytać myśli Roisa, bo ta sytuacja nie była typowa, nigdy nie przeżyli jeszcze czegoś podobnego, to był ich pierwszy raz.
Nie zostawili się na tak długo, jasne zaliczyli ten nieszczęsny epizod, podczas którego się kłócili, ale teraz było zupełnie inaczej. Nie doszło między nimi do żadnej sprzeczki, sama nie miała pojęcia, co się wydarzyło, po prostu nagle wszystko się spierdoliło. - Co by było gdybym wiedziała? - Skoro już zaczęli ze sobą rozmawiać, chociaż to chyba za dużo powiedziane, to postanowiła spróbować pociągnąć tę próbę podjęcia konwersacji. Nie zdawała sobie sprawy, czy zauważył, że ona reagowała na niego w ten sam sposób, mimo, że jeszcze wczoraj pokazywała zupełnie inne nastawienie. Dzisiaj, w ich wspólnym domu demonstrowała zupełnie inne zachowanie, to szczere, nie umiała sięgnąć po odwagę wcześniej, bo wydawało jej się, że ją skreślił. Teraz tego nie czuła, wydawało jej się, że zachowują się jak dawniej, jak wtedy kiedy jeszcze ich coś łączyło.
Poczuła jego dłoń na swoich plecach i wiedziała, że nie ma szans na to, aby szybko mieli się od siebie oddalić, pewnie nie dzisiaj, nie chciała, żeby to stało się dzisiaj, bo dobrze jej tu z nim było, kiedy cały świat wydawał się nie istnieć.
Nalot na szafki kuchenne, w tej chwili? Czy to było rzeczywiście tym, co chciała robić? Cóż, nie zdążyła odpowiedzieć na to pytanie, właściwie to wymruczała jedynie ciche mhm, kiedy zamknął jej usta pocałunkiem, wcześniej pozostawiając żarzące się miejsca na jej ciele, nie wiedziała dlaczego tak reaguje na jego dotyk, ale przecież zawsze tak było.
Ponownie zagarnął ją do siebie, ich ciała dostały kolejną szansę, aby się zbliżyć. Nie było już odwrotu, nie potrafiła z tym walczyć, właściwie to nawet nie chciała. Zamierzała się poddać temu uczuciu, które ją wypełniało. Chciała znowu się w nim zatracić, poczuć jak ją wypełnia, skoro los dał im taką szansę, to dobrze było ją wykorzystać. Choć przez chwilę znowu czuć się żywym i pełnym człowiekiem, bez niego wydawało jej się, że jest pusta.
Jej pocałunki były coraz bardziej łapczywe, nie hamowała się wcale, bo przecież już dawno przekroczyli granicę. Dłonie ponownie zaczęły przemierzać jego ciało, zatrzymały się na żebrach, jakby chciała go do siebie jeszcze bardziej przyciągnąć, chociaż chyba nie było to możliwe.
Znowu wypełniało ją to silne pożądanie, które chyba tylko on potrafił ugasić. Zmierzali do tego po raz kolejny, wolała nie myśleć o tym, jak się będzie czuła, kiedy będzie musiała stąd odejść, kiedy oni będą musieli to zrobić. W tej chwili byli chaosem, jednak, czy było w tym coś złego?