04.12.2024, 22:52 ✶
Charles rozumiał, że przekonanie Leona może oznaczać albo brak problemu, albo bardzo duże problemy, nic innego. Ktoś, kto chciał pomóc, mógł trzymać się swoich przekonań lub szybko je zmienić, co nie wróżyło dobrze ani im, ani tym bardziej Leonowi.
Skinąwszy głową, rozumiejąc, co sugeruje Rolph, Charles nie zamierzał dalej zadawać niepotrzebnych pytań. Dom, który przed nimi wyrósł, sprawił jednak, że Mulciber zawahał się odrobinę, nie tylko przez obawę, że konstrukcja może zwalić im się na głowy, ale i przez zaniedbanie terenu. Charles nie tolerował bałaganu i brudu, a to podwórko aż prosiło się o uporządkowanie i odnowienie. Zostawał na ścieżce, tuż za Rodolphusem, pilnując, by nawet poła płaszcza nie otarła się o zmurszały płotek, by stopa nie stanęła na połamane resztki czegoś, czego nie zamierzał identyfikować. Nagle wszystko zaczęło go swędzieć, a nos wyłapywać zapachy, które nie do końca mogły kojarzyć się źle. Woń błota, porannej rosy, zieleni, nawet dym uciekający z komina w sąsiedztwie - wszystko to nagle wydało się Charlesowi podejrzane i nieprzyjemne. Charliemu niełatwo było się skupić. Kiedy Rolph pukał do drzwi, on sam oglądał się za siebie, na zaniedbane podwórko, na najbliższą okolicę. Wątpił, by ktoś ich śledził, lecz wolał być ostrożny. Szybko jednak skupił się na właścicielu tego miejsca i skinął mu głową, grzeczności pozostawiając Lestrange'owi.
Leon był równie odrzucający, co jego obejście i Charles nie czuł w jego kierunku żadnej sympatii. Nie wydawał się kimś, z kim chciałby współpracować, nie sądził też, by Rolph czerpał przyjemność z tej rozmowy. Sam postanowił taktycznie milczeć, rzucając mężczyźnie jedynie zdegustowane spojrzenia. Im prędzej to załatwią, tym lepiej, nawet jeśli wnętrze domu nie było tak odpychające. Piwnica okazała się równie zwyczajna, choć skrywała magiczne rośliny.
- Pozwoli pan. - Odezwał się w końcu, gdy Leon dotarł do namiotu, który był jego szklarnią. Sam nie wiedział, czemu w jego słowa wkradł się śpiewny, norweski akcent, jakby przyjmował maskę przed nieznajomym, pozując na obcokrajowca. Mugolskie oświetlenie było zagadką, której nie zamierzał rozwiązywać, o ile nie będzie musiał. Być może to światło było tolerowane przez rośliny.
Musiał przemóc się i kładąc dłoń na ramieniu mężczyzny, odsunął go od zamka błyskawicznego. Był ostrożny, wiedząc, że niektóre rośliny nie lubiły, gdy im przeszkadzano, dlatego namiot rozpinał powoli, otwierając przejście stopniowo, gotów uciec w każdej chwili przed pnączem. Już od progu starał się dostrzec, co Leon hoduje w piwnicy. Być może szkolił się w Skandynawii, ale czy rośliny nie powinny być takie same? Wiedział przecież, które są trujące.
Wiedza przyrodnicza (N) - dwie kropki
Skinąwszy głową, rozumiejąc, co sugeruje Rolph, Charles nie zamierzał dalej zadawać niepotrzebnych pytań. Dom, który przed nimi wyrósł, sprawił jednak, że Mulciber zawahał się odrobinę, nie tylko przez obawę, że konstrukcja może zwalić im się na głowy, ale i przez zaniedbanie terenu. Charles nie tolerował bałaganu i brudu, a to podwórko aż prosiło się o uporządkowanie i odnowienie. Zostawał na ścieżce, tuż za Rodolphusem, pilnując, by nawet poła płaszcza nie otarła się o zmurszały płotek, by stopa nie stanęła na połamane resztki czegoś, czego nie zamierzał identyfikować. Nagle wszystko zaczęło go swędzieć, a nos wyłapywać zapachy, które nie do końca mogły kojarzyć się źle. Woń błota, porannej rosy, zieleni, nawet dym uciekający z komina w sąsiedztwie - wszystko to nagle wydało się Charlesowi podejrzane i nieprzyjemne. Charliemu niełatwo było się skupić. Kiedy Rolph pukał do drzwi, on sam oglądał się za siebie, na zaniedbane podwórko, na najbliższą okolicę. Wątpił, by ktoś ich śledził, lecz wolał być ostrożny. Szybko jednak skupił się na właścicielu tego miejsca i skinął mu głową, grzeczności pozostawiając Lestrange'owi.
Leon był równie odrzucający, co jego obejście i Charles nie czuł w jego kierunku żadnej sympatii. Nie wydawał się kimś, z kim chciałby współpracować, nie sądził też, by Rolph czerpał przyjemność z tej rozmowy. Sam postanowił taktycznie milczeć, rzucając mężczyźnie jedynie zdegustowane spojrzenia. Im prędzej to załatwią, tym lepiej, nawet jeśli wnętrze domu nie było tak odpychające. Piwnica okazała się równie zwyczajna, choć skrywała magiczne rośliny.
- Pozwoli pan. - Odezwał się w końcu, gdy Leon dotarł do namiotu, który był jego szklarnią. Sam nie wiedział, czemu w jego słowa wkradł się śpiewny, norweski akcent, jakby przyjmował maskę przed nieznajomym, pozując na obcokrajowca. Mugolskie oświetlenie było zagadką, której nie zamierzał rozwiązywać, o ile nie będzie musiał. Być może to światło było tolerowane przez rośliny.
Musiał przemóc się i kładąc dłoń na ramieniu mężczyzny, odsunął go od zamka błyskawicznego. Był ostrożny, wiedząc, że niektóre rośliny nie lubiły, gdy im przeszkadzano, dlatego namiot rozpinał powoli, otwierając przejście stopniowo, gotów uciec w każdej chwili przed pnączem. Już od progu starał się dostrzec, co Leon hoduje w piwnicy. Być może szkolił się w Skandynawii, ale czy rośliny nie powinny być takie same? Wiedział przecież, które są trujące.
Wiedza przyrodnicza (N) - dwie kropki
Rzut N 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!