Spodziewał się tego, że jeśli veritaserum mogło pokazać swoje oddziaływanie w postaci ekstremum na innym człowieku to właśnie Crow mu to zaprezentuje. Nikt inny - tylko Crow. Oto pokaz cyrkowy, gotowi na prawdziwe show? Był mistrzem parkietu, był mistrzem tych wstążek i ratowania damy z opresji, która zsuwała się w dół. Bestia, co okazuje się rycerzem. Chciał, żeby ta bestia złapała i jego, ale teraz rola powinna się odmienić. Teraz to ty chciałeś łapać jego. Zsuwał się, gdzieś spadał, a zaginiona determinacja nagle była odnajdywana na dnie oceanu twojego serca. Specjalnie dla niego - żeby go uratować. Nie dla siebie. Dla niego samego. Czy to możliwe? Widziałeś ludzi zniszczonych, a to zniszczenie pewnie miało skutek nieodwracalny. Hasła o tym, jak bardzo kochamy drugą stronę w całości brzmiało przemiło... więc ile trzeba zapłacić w walucie emocji, żeby poznać trzy maski tego samego chłopca zamkniętego w powłoce trzydziestolatka?
Spodziewał się tego, że słów może paść wiele, że to mogą być zdania długie, że może ich kilka polecieć. Tego się jednak nie dało spodziewać. Jednak nie byłeś na to gotowy, ale hej - w całej gamie swoich wad miałeś jedną istotną. Była nią niezgorsza zdolność przystosowania się do różnych sytuacji. Pora po nią sięgnąć i wydusić z niej wszystko co się da. Tak pomyślałeś, skupiając się na płynących słowach. Potem myślałeś już tylko o tym, jakie to strasznie smutne. Jakim przykrym bałaganem był Flynn i jaki był w tym wszystkim zagubiony. Sam - tyle ludzi wokół niego, a on był sam. W swojej głowie, w swoich granicach, bo z jakiegoś powodu nie potrafił z siebie słów wykrztuszać. Jakiegoś powodu? Ha... teraz wydaje się to oczywiste. Gdy wystarczającą ilość razy uderzysz rękę, która sięga po ciastka, ta w końcu przestanie po nie sięgać. Odpowiedź została wypowiedziana - strach przed konsekwencjami. Nie byłeś nawet świadom, z jakim współczuciem na niego spoglądałeś, przytulając go znowu. Ujmując tę mocno zaciśniętą dłoń i całując jej palce.
Mógłbyś wycałować każdy centymetr jego skóry, skóry tych dłoni, teraz pomarszczonej. Zmęczonych dłoni i ręce pełne blizn, które próbował skrywać tatuażami. Tak jak próbował skrywać blizny swoich myśli ostrzami słów. Możesz - nie robisz tego, bo poruszenie serca nie pozwala dbać o niego tak, jak powinieneś. Albo nie chcesz go rozpraszać? Nie, to on rozprasza ciebie. Ciągiem słów, które stają się smutniejsze, smutniejsze i smutniejsze... uśmiechasz się, a ciepła łza ucieka z morskich ocząt. Co za paradoks.
Spójrz na morze. Tylu wrzuciło do niego swoje serce, a ono nadal nie oddało nikomu swojego.
Rozczulenie, współczucie - tak głębokie współczucie temu człowiekowi było wstrząsające. Lekko zadrżałeś, kąpiel stała się nagle o wiele za gorąca. Jakże nieelegancko pociągnąłeś nosem pomiędzy lejącymi się łzami. Nigdzie nie uciekał. Otarł swoje dłonie, by ująć twarz Flynna i czule pocałować jego policzki. Powinienem sam wypić to veritaserum. Tylko co, gdybyś usłyszał wtedy rzeczy, których nie chciałeś przyznawać nawet przed sobą samym?
- Flynn... - Odezwał się miękko. - Nie mam cię za żaden ideał... - Czy to brzmiało źle? Strasznie? Miał sen - tam była Fantazja. Lecz to był tylko sen. Czy to w ogóle nie było zabawne, że mówiła o tym osoba, która chyba najbardziej ze wszystkich bujała w obłokach? Która tak lubiła żyć bajkami i czytać o wspaniałych rycerzach i cnotliwych księżniczkach. - Słucham cię. Co to jest za prawda, która ma mi przypomnieć, że jesteś "okropnym człowiekiem". - Która ma cię zmienić w demona. - I co miało nastąpić po "o".