05.12.2024, 03:46 ✶
Jonathan posłał mu uśmiech.
– Tony, proszę cię. Nigdy nie czułem się, jakby moje zmartwienia nie były przez ciebie mile widziane, ale moja normalność już I tak została zachwiana. Nie odbieraj mi kolejnego jej elementu jakim jest dbanie o ciebie. – Ale nie naciskała. Pozwolił Anthony’emu skupić się na sobie, nawet jeśli on został jedynie mentalnie pobity w przeciwieństwie do przyjaciela, na którego teraz nieco uważniej zerkał, aby upewnić się, że ból nie był za silny.
Opowiedział więc dalej co widział na scenie. Opowiedział o najważniejszych elementach, o tym jak zostawił na scenie dwójkę aktorów odzianych na niebiesko i jedną na żółto. Jak reszta wykonawców miała reprezentować wspomnienia, ale stłumione zdrowym rozsądkiem, dlatego widział ich odzianych w barwne szaty przykryte ciemnymi narzutami, aż wreszcie rozmowa stoczyła się na inne tory.
– Czasami zastanawiam się, czy on naprawdę chce mnie, czy po prostu pragnie znowu, czuć, że jego istnienie jest bardziej barwne – wyznał w pewnym momencie przyjacielowi, gdy ten odcisnął usta na jego czole. – Trochę by mnie to bolało, bo jednak wolałbym, by za jego obsesją nie kryło się nic innego poza czystym uwielbieniem mojej osoby, ale obawiam się, że pod tym czają się jeszcze jakieś nieprzepracowane skazy na umyśle wywołane tak długim żywotem.
Bo czego Jean chciał? Ale tak naprawdę chciał? Czego oczekiwał od niego? Jak daleko zabrnął w swoich obsesyjnych myślach? Co chwila pojawiały się nowe pytania. Kolejne wątpliwości ale w gdy zaczynał podchodzić do tego, jak do innych negocjacji w ich pracy, czuł jak wzrastała w nim pewność, nawet jeśli samo widmo konfrontacji napawało go niepokojem, ale to chyba było nieuniknione.
Podczas kolacji chętnie zabrał się za swój rosół, chwaląc kulinarne zdolności Wergiliusza, Przy stole opowiadał po prostu o tych ciekawszych i znacznie przyjemniejszych sytuacjach na wydarzeniu, z którego właśnie wrócił. Zaczął oczywiście od wychwalenia zdolności muzycznych Rity, wspomniał o tym z kim pojawiła się ich Ministra Magii i jakie nici łączyły ją i jej młodego towarzyszą, a skończył na komplementowaniu opanowania Erika, nie omieszkając przy tym wspomnieć, tak dla wsparcia estetycznego Shafiqa, że Longbottom był w mundurze.
Potem, gdy ruszyli do gościnnej sypialni, przeznaczonej dla Selwyna (Paradoksalnie było coś kojącego w tych paskudnych kolorach i burym wystroju wnętrz) Jonathan westchnął ciężko I usiadł na łóżku.
– Na bogów, Anthony, nie mów, że i ty wpadłeś w sidła bezsennością. Proszę tylko nie eksperymentuj z przypadkowymi miksturami, a od razu udaj się do specjsisty, tak aby z góry dobrał ci dpowiednie preparaty. Im szybciej będziesz ponownie dobrze spał, tym lepiej. – Sam Selwyn oczywiście nie stosował się do tej złotej rady.
Jonathan skinął głową z uśmiechem i poklepał miejsce obok siebie na łóżku, tak aby dać znać Anthony'emu aby nie stał w progu, a wszedł do pokoju.
– Myślę, że może spróbuję eliksirów nasennych. Same kadziełka są ostatnio hm… Nieco mniej efektywne, niż mają to w zwyczaju.
Męczyło go to. To że nie mógł tak po prostu zasnąć i musiał tłumić umysł różnymi preparatami. Kadzidełka sprawdzały się naprawdę długo, ale teraz... Teraz problemem nie było nawet to, że nie zasypiał, a koszmary.
Nagle jego wzrok padł na czerwony szlafrok i piżamę, a przytłumiony alkoholem umysł powiódł Selwyna w stronę dziwnych rozważań.
–Wiesz... – zaczął, gładząc krwisty jedwab opuszkami swoich palców. – Zawsze w Hogwarcie myślałem, że chciałbym pokazać ci kiedyś Pokój Wspólny Gryfonów. Myślę... Myślę, że spodobałoby ci się tam mimo wszystko. Pomimo... Czerwonego i tej hm... Jak to ostatnio ująłeś? Gryfońskiej pieprzonej pierdoloności? – Tak chyba Anthony nie powiedział, ale mniejsza o to. – Po prostu... Tamtemu miejscu towarzyszyła zawsze ta szczera wiara w to, że jeśli jest jakiś problem to da się go rozwiązać i mam czasem wrażenie, że mimo wszystko odnalazłbyś się tam mój drogi. Chociażby na kwadrand.
– Tony, proszę cię. Nigdy nie czułem się, jakby moje zmartwienia nie były przez ciebie mile widziane, ale moja normalność już I tak została zachwiana. Nie odbieraj mi kolejnego jej elementu jakim jest dbanie o ciebie. – Ale nie naciskała. Pozwolił Anthony’emu skupić się na sobie, nawet jeśli on został jedynie mentalnie pobity w przeciwieństwie do przyjaciela, na którego teraz nieco uważniej zerkał, aby upewnić się, że ból nie był za silny.
Opowiedział więc dalej co widział na scenie. Opowiedział o najważniejszych elementach, o tym jak zostawił na scenie dwójkę aktorów odzianych na niebiesko i jedną na żółto. Jak reszta wykonawców miała reprezentować wspomnienia, ale stłumione zdrowym rozsądkiem, dlatego widział ich odzianych w barwne szaty przykryte ciemnymi narzutami, aż wreszcie rozmowa stoczyła się na inne tory.
– Czasami zastanawiam się, czy on naprawdę chce mnie, czy po prostu pragnie znowu, czuć, że jego istnienie jest bardziej barwne – wyznał w pewnym momencie przyjacielowi, gdy ten odcisnął usta na jego czole. – Trochę by mnie to bolało, bo jednak wolałbym, by za jego obsesją nie kryło się nic innego poza czystym uwielbieniem mojej osoby, ale obawiam się, że pod tym czają się jeszcze jakieś nieprzepracowane skazy na umyśle wywołane tak długim żywotem.
Bo czego Jean chciał? Ale tak naprawdę chciał? Czego oczekiwał od niego? Jak daleko zabrnął w swoich obsesyjnych myślach? Co chwila pojawiały się nowe pytania. Kolejne wątpliwości ale w gdy zaczynał podchodzić do tego, jak do innych negocjacji w ich pracy, czuł jak wzrastała w nim pewność, nawet jeśli samo widmo konfrontacji napawało go niepokojem, ale to chyba było nieuniknione.
Podczas kolacji chętnie zabrał się za swój rosół, chwaląc kulinarne zdolności Wergiliusza, Przy stole opowiadał po prostu o tych ciekawszych i znacznie przyjemniejszych sytuacjach na wydarzeniu, z którego właśnie wrócił. Zaczął oczywiście od wychwalenia zdolności muzycznych Rity, wspomniał o tym z kim pojawiła się ich Ministra Magii i jakie nici łączyły ją i jej młodego towarzyszą, a skończył na komplementowaniu opanowania Erika, nie omieszkając przy tym wspomnieć, tak dla wsparcia estetycznego Shafiqa, że Longbottom był w mundurze.
Potem, gdy ruszyli do gościnnej sypialni, przeznaczonej dla Selwyna (Paradoksalnie było coś kojącego w tych paskudnych kolorach i burym wystroju wnętrz) Jonathan westchnął ciężko I usiadł na łóżku.
– Na bogów, Anthony, nie mów, że i ty wpadłeś w sidła bezsennością. Proszę tylko nie eksperymentuj z przypadkowymi miksturami, a od razu udaj się do specjsisty, tak aby z góry dobrał ci dpowiednie preparaty. Im szybciej będziesz ponownie dobrze spał, tym lepiej. – Sam Selwyn oczywiście nie stosował się do tej złotej rady.
Jonathan skinął głową z uśmiechem i poklepał miejsce obok siebie na łóżku, tak aby dać znać Anthony'emu aby nie stał w progu, a wszedł do pokoju.
– Myślę, że może spróbuję eliksirów nasennych. Same kadziełka są ostatnio hm… Nieco mniej efektywne, niż mają to w zwyczaju.
Męczyło go to. To że nie mógł tak po prostu zasnąć i musiał tłumić umysł różnymi preparatami. Kadzidełka sprawdzały się naprawdę długo, ale teraz... Teraz problemem nie było nawet to, że nie zasypiał, a koszmary.
Nagle jego wzrok padł na czerwony szlafrok i piżamę, a przytłumiony alkoholem umysł powiódł Selwyna w stronę dziwnych rozważań.
–Wiesz... – zaczął, gładząc krwisty jedwab opuszkami swoich palców. – Zawsze w Hogwarcie myślałem, że chciałbym pokazać ci kiedyś Pokój Wspólny Gryfonów. Myślę... Myślę, że spodobałoby ci się tam mimo wszystko. Pomimo... Czerwonego i tej hm... Jak to ostatnio ująłeś? Gryfońskiej pieprzonej pierdoloności? – Tak chyba Anthony nie powiedział, ale mniejsza o to. – Po prostu... Tamtemu miejscu towarzyszyła zawsze ta szczera wiara w to, że jeśli jest jakiś problem to da się go rozwiązać i mam czasem wrażenie, że mimo wszystko odnalazłbyś się tam mój drogi. Chociażby na kwadrand.