05.12.2024, 09:47 ✶
Z pozytywnych rzeczy - przynajmniej stała w milczeniu i słuchała. Być może była zbyt przerażona by uciec, jak łania na drodze w którą pędzi gigantyczny metalowy potwór mugolskiej ciężaróki. Być może chciała wiedzieć, a ciekawość nie raz zabiła kota. Być może...
Stała i patrzyła na niego lekko zeszklonymi, złotymi oczyma, czasami tylko powtarzając za nim, niemo pytając:
– Geraldine? – nie tego imienia się spodziewała, czy nie widziały się ledwie chwilę temu? Czemu jej przyjaciółka nie powiedziała o swoim zmartwieniu? – Jaki brat....? Przecież ona nie ma brata... – Co tu się odkurwiało to Millie nie miała pojęcia, a każda następna informacja była gorsza od kolejnej. Oczywiście dalej miała żal do Thomasa, bo mimo wszystko widzieli się chwile temu i mógł jej kurwa powiedzieć, zanim poszli do jaskinii. Mogła tam pójść razem z nim, albo cokolwiek, dać znać Longbottomom, że Figgowi odjebało i trzeba ogarnąć kogoś z Ministerstwa, żeby się tym zajął. Czemu Stonks tego nie zrobiła? Moody nie miała jak się zastanawiać nad tym, kolejne informacje torpedowały ją jedna po drugiej. Z resztą zawsze łatwo było być mądrym już po fakcie, cisnąć komuś że powinien być mądrzejszy. Gdyby ona była mądrzejsza, być może dawno temu już rzuciłaby pracę w policji. Łatwo było być mądrym po szkodzie, a straty były już nie do odrobienia. Ona straciła 10 lat, a on...
– Jebie od Ciebie czarną magią, a mówisz, że tam były jakieś... sztuczki. Że myślałeś, że ja tam jestem, a byłam cały czas tutaj – tłumaczyła mu bardzo, bardzo, bardzo powoli, zupełnie jakby bała się, że jeśli powie cokolwiek głośniej, cokolwiek bardziej to on ucieknie. Albo ona ucieknie. Albo mu jebnie. Albo on jej... – Jesteś pewien, że to demonowi zrobiłeś krzywdę? – to pytanie musiało paść. Matowe. Drżące. Wypchnięte przez zaschnięte wargi. Głupie. Niepotrzebne. Prosto ze struchlałego serca.
Stała i patrzyła na niego lekko zeszklonymi, złotymi oczyma, czasami tylko powtarzając za nim, niemo pytając:
– Geraldine? – nie tego imienia się spodziewała, czy nie widziały się ledwie chwilę temu? Czemu jej przyjaciółka nie powiedziała o swoim zmartwieniu? – Jaki brat....? Przecież ona nie ma brata... – Co tu się odkurwiało to Millie nie miała pojęcia, a każda następna informacja była gorsza od kolejnej. Oczywiście dalej miała żal do Thomasa, bo mimo wszystko widzieli się chwile temu i mógł jej kurwa powiedzieć, zanim poszli do jaskinii. Mogła tam pójść razem z nim, albo cokolwiek, dać znać Longbottomom, że Figgowi odjebało i trzeba ogarnąć kogoś z Ministerstwa, żeby się tym zajął. Czemu Stonks tego nie zrobiła? Moody nie miała jak się zastanawiać nad tym, kolejne informacje torpedowały ją jedna po drugiej. Z resztą zawsze łatwo było być mądrym już po fakcie, cisnąć komuś że powinien być mądrzejszy. Gdyby ona była mądrzejsza, być może dawno temu już rzuciłaby pracę w policji. Łatwo było być mądrym po szkodzie, a straty były już nie do odrobienia. Ona straciła 10 lat, a on...
– Jebie od Ciebie czarną magią, a mówisz, że tam były jakieś... sztuczki. Że myślałeś, że ja tam jestem, a byłam cały czas tutaj – tłumaczyła mu bardzo, bardzo, bardzo powoli, zupełnie jakby bała się, że jeśli powie cokolwiek głośniej, cokolwiek bardziej to on ucieknie. Albo ona ucieknie. Albo mu jebnie. Albo on jej... – Jesteś pewien, że to demonowi zrobiłeś krzywdę? – to pytanie musiało paść. Matowe. Drżące. Wypchnięte przez zaschnięte wargi. Głupie. Niepotrzebne. Prosto ze struchlałego serca.