05.12.2024, 12:55 ✶
- Nie... Nie o to... Nawet po czymś takim nie móc przekazać tego co chcę, to jest jakiś pieprzony absurd. Wam się wszystkim zawsze wydaje, że ja jestem biednym człowiekiem pokrzywdzonym przez los, że jak będziecie mnie o mnie dbać, to zdołacie mnie jakoś naprawić, ale to nie jest prawda. Jestem upartą gnidą i chciałem tego życia, po prostu po czasie zmieniłem zdanie co do tego jak ma wyglądać moja codzienność. Ale ty myślisz, że zacząłem myśleć inaczej? Nie przestałem mieć w sobie tego nigdy, kiedy powiedziałeś mi, że Dante żyje jedynym co przeszło przez ten durny łeb było to, że mogłem przed zawaleniem na niego tego jebanego korytarza poderżnąć mu gardło i spałbyś teraz spokojnie, a Viorica nie zgryzłaby całych paznokci. Ale ja tego nie zrobiłem, bo jestem durny i myślałem, że wybuch go zabije. Powinienem go tam zamordować, bo on nie zasługuje na to, żeby żyć, a dobrzy ludzie - odwrócił spojrzenie, do tej pory wlepione w wodę, ramiona Laurenta i pianę, teraz zawieszone gdzieś na odległej ścianie - nie powinni musieć przejmować się takimi kurwami jak ja czy on. Jesteśmy dla świata jak narośl rakowa, jak - zacisnął oczy, znów powstrzymując łzy - niepotrzebny element. Wywyższam się i chcę, żeby kwiaty ode mnie stały na mojej szafce nocnej, ale przecież ja tej szmacie zapłaciłem pieniądze, żeby chociaż na chwilę spróbować jak to jest b-być nim i m-m... m-mieć ciebie. - I chociaż wypił to Veritaserum i zawsze czuł się po nim tak pewnie, teraz naprawdę wybrzmiewało w nim zwątpienie i strach. Chyba sam nie spodziewał się, że powie tutaj coś takiego, a przynajmniej nie w takim przekazie. - Chciałem cię zapytać, czy pamiętasz o tym, że w moim życiu jest ktoś jeszcze. Moja bratnia dusza, mój słodki Raziel. O-on wie, że ty jesteś, nie konkretnie ty, ale wie, że mam kogoś. Jest jedyną osobą, która się na mnie za to nie wydziera - otworzył te oczy, ale znów wlepił spojrzenie w wodę - za to, że jestem taki durny i że się ciągle pakuję w coś durnego, a potem przychodzę do niego i nie daję mu spać, bo sam nie mogę zasnąć. - Znów przetarł ręką oczy. Oparł się plecami o krawędź wanny i odchylił głowę do tyłu. Jedna z dłoni wciąż zaciskała się na Laurencie w strachu, że zostanie sam. Druga wróciła tam, gdzie była wcześniej - tam gdzie wystukiwała nerwowo poszarpaną melodię kołysanki. Teraz również zadrżała, jakby miała zacząć stukać, ale na tym zadrżeniu się skończyło. Nie było żadnej muzyki. Jego głowa była pusta. - Boję się o tym mówić, bo się boję, że tego nie zrozumiesz. Że nawet jak się będę o ciebie starał z całych sił, to nie będziesz chciał, żebym był twoim chłopakiem, żebym o ciebie dbał, bo to jest jak jebana wisienka na torcie z czerwonych flag.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.