05.12.2024, 15:16 ✶
- Tak. Jej bliźniak, Thoran? - zapytał tak jakby to było oczywiste, ale w sumie nie zastanawiał się nigdy czy wszyscy mieli z nim styczność. On miał akurat bezpośrednią kiedy ten zamawiał pączki na te nieszczęsną imprezę dla dzieci. Nie mógł odmówić Geraldine, skoro obiecał jej wcześniej pomóc i miał u niej dług za rozwiązywanie kwestii Matek Brytyjek. Czy mógł napisać do niej list? Powiedzieć gdzie idzie? Mógł, ale raz, że nie pomyślał o tym, w swej naiwności nie przewidywał, że będą walczyć tam o życie. A dwa, że był strasznym hipokrytą i nie chciał, aby ważne dla niego osoby narażały, co nie przeszkadzało mu samemu pchać się w niebezpieczeństwa.
Zerknął na nią z przerażeniem. Jebało od niego czarną magią? Zupełnie tego nie czuł, ale wszystko to co tam robił. Co teraz? Powiadomi Ministerstwo, pośle o brata? Spędzi kolejne godziny w Ministerstwie składając obszerne tłumaczenia, sprawdzą jego różdżkę? Dobrze wiedział co wówczas mogą odkryć... Dlaczego czuł ten nieznośny ból, jakby był wewnętrznie rozdarty i nie było sposobu na odwrócenie tego. Ale krzyki ustały, wściekłość przeistoczyła się w dojmujący ból.
- Może gdybym nie był takim kretynem i powiedział ci gdzie idę to wiedziałbym, że jesteś tutaj a nie tam... - ale czy to coś by zmieniło, to było realne tak jak ich rozmowa teraz, to co działo się tam pod ziemią.
- Nie wiem co to było, ale widziałem ciebie, tak jak stoisz teraz, ale umierającą. Więc chciałem cię ratować, nawet jeśli musiałem sięgać po zakazaną sztukę, wlać w ciebie życie, bylebyś mogła dotrwać pomocy - może nie powinien jej mówić, ale przecież śmierdziało od niego czarną magią, więc czemu miałby jej nie mówić.
Gdyby nie to, że stał przy ścianie, o którą teraz oparł się całym ciężarem to pewnie by upadł. Uderzył go ciężar jej pytania, coś co podskórnie męczyło go od tamtego czasu - wydali osąd tak szybko, tak łatwo zdecydowali, że przecież to demon, a nie opętana przez niego niewinna dziewczyna. - Nie, to był on... To musiał być on - powiedział łapiąc się tej myśli, przecież nikt inny nie mógłby zmienić swojego wyglądu.
Wielosokowy, metamorfomagia. Co ty, urodziłeś się wczoraj?
Cała złość wyparowała z niego, czy mógł z pewnością powiedzieć, że krzywdził wtedy demona? Tak myślał, ale czy był pewien, czy nie wydał osądu pośpiesznie? Może się mylili. Ten głos, który słyszeli po spaleniu ciała... Czuł się rozdarty i to nie w przenośni - nie chciał wierzyć, że wyrządzili tam krzywdę niewinnej osobie, ofiarę demona, a nie jemu samemu. Nie miał w sobie już tej ikry, przypomina teraz kota wyrzuconego z pędzącego auta na deszcz.
- To był demon - powtórzył tym razem już drżącym głosem, gapiąc się pusto w podłogę pomiędzy nimi. Przekonywał ją, a może samego siebie? Czuł się jakby członki miał z ołowiu i nie był w stanie ich unieść, choć serce biło jak oszalałe, jakby chciało do niego krzyczeć "uciekaj". Ból jaki czuł był dojmujący, tak niepodobny do niczego co wcześniej kiedykolwiek czuł, czy to dlatego słyszał ten złowieszczy chichot głosu w swojej głowie?
Rozejrzał się przerażony, chcąc uchwycić jej spojrzenie, wyczytać z niego cokolwiek - niepewność go zabijała.
Zerknął na nią z przerażeniem. Jebało od niego czarną magią? Zupełnie tego nie czuł, ale wszystko to co tam robił. Co teraz? Powiadomi Ministerstwo, pośle o brata? Spędzi kolejne godziny w Ministerstwie składając obszerne tłumaczenia, sprawdzą jego różdżkę? Dobrze wiedział co wówczas mogą odkryć... Dlaczego czuł ten nieznośny ból, jakby był wewnętrznie rozdarty i nie było sposobu na odwrócenie tego. Ale krzyki ustały, wściekłość przeistoczyła się w dojmujący ból.
- Może gdybym nie był takim kretynem i powiedział ci gdzie idę to wiedziałbym, że jesteś tutaj a nie tam... - ale czy to coś by zmieniło, to było realne tak jak ich rozmowa teraz, to co działo się tam pod ziemią.
- Nie wiem co to było, ale widziałem ciebie, tak jak stoisz teraz, ale umierającą. Więc chciałem cię ratować, nawet jeśli musiałem sięgać po zakazaną sztukę, wlać w ciebie życie, bylebyś mogła dotrwać pomocy - może nie powinien jej mówić, ale przecież śmierdziało od niego czarną magią, więc czemu miałby jej nie mówić.
Gdyby nie to, że stał przy ścianie, o którą teraz oparł się całym ciężarem to pewnie by upadł. Uderzył go ciężar jej pytania, coś co podskórnie męczyło go od tamtego czasu - wydali osąd tak szybko, tak łatwo zdecydowali, że przecież to demon, a nie opętana przez niego niewinna dziewczyna. - Nie, to był on... To musiał być on - powiedział łapiąc się tej myśli, przecież nikt inny nie mógłby zmienić swojego wyglądu.
Wielosokowy, metamorfomagia. Co ty, urodziłeś się wczoraj?
Cała złość wyparowała z niego, czy mógł z pewnością powiedzieć, że krzywdził wtedy demona? Tak myślał, ale czy był pewien, czy nie wydał osądu pośpiesznie? Może się mylili. Ten głos, który słyszeli po spaleniu ciała... Czuł się rozdarty i to nie w przenośni - nie chciał wierzyć, że wyrządzili tam krzywdę niewinnej osobie, ofiarę demona, a nie jemu samemu. Nie miał w sobie już tej ikry, przypomina teraz kota wyrzuconego z pędzącego auta na deszcz.
- To był demon - powtórzył tym razem już drżącym głosem, gapiąc się pusto w podłogę pomiędzy nimi. Przekonywał ją, a może samego siebie? Czuł się jakby członki miał z ołowiu i nie był w stanie ich unieść, choć serce biło jak oszalałe, jakby chciało do niego krzyczeć "uciekaj". Ból jaki czuł był dojmujący, tak niepodobny do niczego co wcześniej kiedykolwiek czuł, czy to dlatego słyszał ten złowieszczy chichot głosu w swojej głowie?
Rozejrzał się przerażony, chcąc uchwycić jej spojrzenie, wyczytać z niego cokolwiek - niepewność go zabijała.