05.12.2024, 18:21 ✶
Mówienie o tych rzeczach nie było przyjemne, ale... Nie został odtrącony. I to dopiero było dziwne uczucie - powiedzieć komuś, że był ktoś inny i nie zaprzepaścić sobie tej relacji raz na zawsze. Mówił dalej, ale już mniej intensywnie i tonem wskazującym na to, że był wyraźnie skołowany. Mijał czas tej magii, zbliżał się nieubłaganie i zaraz czar Veritaserum pryśnie.
- Będę. Mam inne zobowiązania, nie mogę tym razem tego spierdolić, ale będę. Będę tu tak długo jak mogę. Boję się, że jak nie będę tam wracał, to już nigdy nie zobaczę mojej rodziny. - Sam wyraźnie nie spodziewał się, że to powie. Często myślał o nich jak o kimś bez znaczenia, ale to przecież nie do końca była prawda, a Bellowie okazali mu ciepło w chwilach, kiedy nie zrobił tego Alexander.
Spokojnie poklepał go po plecach, jednocześnie pomagając utrzymać się w stabilnej pozycji i nie wpaść do wody. Wcale się z tego ataku kaszlu nie zaśmiał, ale też nie spoglądał na niego z jakąś wielką troską. Zachował się tak, jakby ten atak był czymś całkowicie zrozumiałym i naturalnym, czymś co trzeba było przetrwać i iść dalej - wykonał więc te ruchy nieco mechanicznie.
I sekundę później zaczerwienił się jak burak.
- Czy to znaczy tak? Chcesz ze mną chodzić? - Bardzo szybko przeszedł do zapewnień, których potrzebował. Bo przecież usłyszenie tak miało wreszcie zmienić wszystko. - Mmmh. - Pojawiły się nowe słowa, nowe pytania, ale Crow nie odpowiedział już na nie tak, jakby miał wypluć sobie płuca. Zamiast tego zastukał palcami o brzeg wanny. Wystukiwał inną melodię, również niespokojną, ale nie była to zaśpiewana mu kołysanka.
Pokiwał głową, że chciał wyjść, ale siedział. Zawiesił się na dłuższą chwilę, wciąż jednak trzymał go mocno.
- Nie... Nie o to chodzi, wiesz... Kogo zatrudnisz? Wszystko... Co zbuduję... To kłamstwo. To nigdy nie będzie normalne tylko będzie... Udawaniem. Nigdy nie będę normalny. Więc nie wiem jak chcę żeby wyglądała moja codzienność?
Dlaczego właściwie tak dyszał? Dlaczego serce waliło mu aż tak bardzo? Zrozumiał właśnie te poetyckie porównania do ptaka, który miał za moment wyfrunąć z klatki piersiowej. To nie był nawet ułamek tego kim był i co myślał, a jednak ogołocił sam siebie z tylu sekretów, że rzeczywistość zdawała się wirować.
- Będę. Mam inne zobowiązania, nie mogę tym razem tego spierdolić, ale będę. Będę tu tak długo jak mogę. Boję się, że jak nie będę tam wracał, to już nigdy nie zobaczę mojej rodziny. - Sam wyraźnie nie spodziewał się, że to powie. Często myślał o nich jak o kimś bez znaczenia, ale to przecież nie do końca była prawda, a Bellowie okazali mu ciepło w chwilach, kiedy nie zrobił tego Alexander.
Spokojnie poklepał go po plecach, jednocześnie pomagając utrzymać się w stabilnej pozycji i nie wpaść do wody. Wcale się z tego ataku kaszlu nie zaśmiał, ale też nie spoglądał na niego z jakąś wielką troską. Zachował się tak, jakby ten atak był czymś całkowicie zrozumiałym i naturalnym, czymś co trzeba było przetrwać i iść dalej - wykonał więc te ruchy nieco mechanicznie.
I sekundę później zaczerwienił się jak burak.
- Czy to znaczy tak? Chcesz ze mną chodzić? - Bardzo szybko przeszedł do zapewnień, których potrzebował. Bo przecież usłyszenie tak miało wreszcie zmienić wszystko. - Mmmh. - Pojawiły się nowe słowa, nowe pytania, ale Crow nie odpowiedział już na nie tak, jakby miał wypluć sobie płuca. Zamiast tego zastukał palcami o brzeg wanny. Wystukiwał inną melodię, również niespokojną, ale nie była to zaśpiewana mu kołysanka.
Pokiwał głową, że chciał wyjść, ale siedział. Zawiesił się na dłuższą chwilę, wciąż jednak trzymał go mocno.
- Nie... Nie o to chodzi, wiesz... Kogo zatrudnisz? Wszystko... Co zbuduję... To kłamstwo. To nigdy nie będzie normalne tylko będzie... Udawaniem. Nigdy nie będę normalny. Więc nie wiem jak chcę żeby wyglądała moja codzienność?
Dlaczego właściwie tak dyszał? Dlaczego serce waliło mu aż tak bardzo? Zrozumiał właśnie te poetyckie porównania do ptaka, który miał za moment wyfrunąć z klatki piersiowej. To nie był nawet ułamek tego kim był i co myślał, a jednak ogołocił sam siebie z tylu sekretów, że rzeczywistość zdawała się wirować.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.