Cóż za kawałek wspaniałego rękodzieła - ten Kruk, co diabli mu otworzyli wrota Hadesu, by stąpał między nami. Co za podstępna bestia - wślizguje się pod twoją skórę i z cwanym uśmieszkiem obwieszcza, że już tutaj zostanie. Tysiące obrazów migotało na tafli jeziora, kiedy przeglądały się w nim wierzby. Wierzby szumiące, śpiewające o nieszczęśliwych miłościach i złamanych sercach, jakie zostawił za sobą Flynn. Ta najbardziej truchliwa z nich szeptała między nimi, że najbardziej złamana była właśnie Wrona. Szum, śpiew i szept wdzierał się do wnętrza jak ciekły azon. Zamiast zimna czuł tylko oparzenia. Zimno mogło być tylko zewnętrze - co najwyżej płynąc od stygnącej wody. Czy można kogoś pokochać raz jeszcze... Na nowo, choć tak samo? Inaczej, a przecież to nadal ta sama postać. Te same skrzydła.
- Nie chciałbym, żebyś tracił cennych więzi. Żebyś tracił to, na czym ci zależy. O ile nikt już tam cię nie krzywdzi tak, jak Alexander. - Przywiązania Flynna potrafiły być całkowicie niezdrowe. Oto była stronniczość - kiedy Flynn mówił komuś przykre rzeczy nawet mogło to przejść. Ale w drugą stronę? Mogło przejść - bo potem byli bliscy Laurenta, na których bezczelne i złe traktowanie też by nie potrafił się zgodzić. Nawet jeśli Flynn miał się potem na niego pogniewać. - Jak ty chciałeś mi przypomnieć, że jesteś strasznym człowiekiem, kiedy tak bardzo mnie rozczulasz i poruszasz... - Uśmiechnął się do niego z czułością jako aktorem na pierwszym planie. Był tak znakomitym tancerzem, że złapanie rytmu powinno nie stanowić problemu... lecz nie teraz. Teraz nawet nie wiedział, do jakiego rytmu Flynn tańczył. Nie szkodzi. Był wprawiony pod tym kątem w chaosie. Wystarczy... również tańczyć do swojej muzyki. Nie próbować naśladować kroków innych, tak? A potem roześmiał się perliście i nieco uniósł na podciągniętych łydkach w górę, układając dłonie na swojej klatce piersiowej. Może tak wyglądała Afrodyta wyłaniająca się z morskiej piany? - Chcę! miał zaćwierkać radośnie, z zachwytem. Miał. To proste "tak" tańczyło na jego wargach. - A co mnie czujesz, Crow? - Nie było w tym pytaniu niepewności. Drżała tam radość.
- Flynn... - Pochylił się do niego, żeby cmoknąć go w czoło. Woda zaczęła opadać, bo wyciągnął korek i sięgnął po prysznic, by włączyć letnią wodę i zacząć z niego zmywać pianę, drugą dłonią dotykając jego ciała. - To w porządku, że nie wiesz. Będzie mi bardzo miło, jeśli będę mógł dowiedzieć się z tobą. - Uśmiechnął się do niego w ten zachęcający sposób, jakby nieśmiały - ale kto to znał ten wiedział, że ten nieśmiały uśmiech był ledwo wynikiem jego urody i świadomością tego, jak tę urodę wykorzystać. - Mógłbyś się zdziwić, jak ciekawe i bogate mam znajomości w Ministerstwie, które na wiele rzeczy pozwalają...