05.12.2024, 21:07 ✶
– Dziękuję mój drogi. Doskonale o tym wiem – powiedział pół żartem, pół serio, ale jednocześnie z całkowitą świadomością tego, że od zawsze prowadził w konkursie na najlepszego wujka. Nie że Morpheus i Anthony byli znowu gdzieś bardzo daleko z tyłu. Ale i tak doceniał tego typu słowa od młodszych przedstawicieli rodziny Kelly, bo przecież co jak co, ale wolałby prędzej zawieść całe Ministerstwo Magii, niż którekolwiek z nich.
– I na pewno łatwiej będzie teraz, niż gdybyś wdał się w matkę szybciej i już miał morderstwo do ukrycia na koncie – zażartował. To znaczy... Chyba zażartował, bo jak bardzo nie kochałby Charlotte tak nie mógł być stuprocentowo pewny, czy nigdy nie zdarzyło jej się kogoś zabić. To nie tak, że widział jej aurę, aby mieć pewność, bo przecież sama była oklumentką i hm...
Nie Charlotte na pewno jeszcze nikogo nie zabiła.
Roześmiał się na jego kolejne słowa i po prostu poklepał go krótko po ramieniu, kręcąc głową.
– O to nie musisz się akurat martwić. Z naszej dwójki twoja matka to mnie prędzej spakowałaby na statek i wysłała w siną dal, więc jestem wręcz przekonany, że i tak poczyniłaby wyrzuty w moją stronę, a potem ze swoją naukową ciekawością przesłuchała mnie na temat tego, jak to wszystko wyglądało – zapewnił go, ale prawda była taka, że nie miał wcale jakiejś specjalnej ochoty na wystawianie się na czar imperiusa. Czy zrobiłby to, gdyby z jakiegoś powodu byłoby to całkowicie konieczne? Oczywiście. A czy zrobiłby to gdyby byłoby to jedynie prawdopodobnie całkowicie konieczne? Tym bardziej tak. Nie planował jednak specjalnie narażać się na takie niebezpieczeństwo, wiedziony jedynie ciekawością. Zresztą na pewno dałby radę obronić się przed imperiusem.
Teraz jednak trzeba było skupić się na czymś innym.
– Świetnie – powiedział, opierając się o jedną ze ścian, przyglądając się jednocześnie temu, jak młodszy czarodziej skupia się na zadaniu, próbując zamaskować wyraz rozbawienia, gdy zobaczył jak Theo, zdeterminowany, trzyma zamknięte oczy, a potem, co było nieprzyjemnym uczuciem, nawet jeśli uczył go jedynie obrony umysłu, wycelował w niego różdzkę. – Na trzy. Raz, dwa, trzy. Unieś rękę do góry.
Coś prostego na start. Tak, aby Theo miał szansę się obronić, a on też mógł łatwo rzucić urok.
– I na pewno łatwiej będzie teraz, niż gdybyś wdał się w matkę szybciej i już miał morderstwo do ukrycia na koncie – zażartował. To znaczy... Chyba zażartował, bo jak bardzo nie kochałby Charlotte tak nie mógł być stuprocentowo pewny, czy nigdy nie zdarzyło jej się kogoś zabić. To nie tak, że widział jej aurę, aby mieć pewność, bo przecież sama była oklumentką i hm...
Nie Charlotte na pewno jeszcze nikogo nie zabiła.
Roześmiał się na jego kolejne słowa i po prostu poklepał go krótko po ramieniu, kręcąc głową.
– O to nie musisz się akurat martwić. Z naszej dwójki twoja matka to mnie prędzej spakowałaby na statek i wysłała w siną dal, więc jestem wręcz przekonany, że i tak poczyniłaby wyrzuty w moją stronę, a potem ze swoją naukową ciekawością przesłuchała mnie na temat tego, jak to wszystko wyglądało – zapewnił go, ale prawda była taka, że nie miał wcale jakiejś specjalnej ochoty na wystawianie się na czar imperiusa. Czy zrobiłby to, gdyby z jakiegoś powodu byłoby to całkowicie konieczne? Oczywiście. A czy zrobiłby to gdyby byłoby to jedynie prawdopodobnie całkowicie konieczne? Tym bardziej tak. Nie planował jednak specjalnie narażać się na takie niebezpieczeństwo, wiedziony jedynie ciekawością. Zresztą na pewno dałby radę obronić się przed imperiusem.
Teraz jednak trzeba było skupić się na czymś innym.
– Świetnie – powiedział, opierając się o jedną ze ścian, przyglądając się jednocześnie temu, jak młodszy czarodziej skupia się na zadaniu, próbując zamaskować wyraz rozbawienia, gdy zobaczył jak Theo, zdeterminowany, trzyma zamknięte oczy, a potem, co było nieprzyjemnym uczuciem, nawet jeśli uczył go jedynie obrony umysłu, wycelował w niego różdzkę. – Na trzy. Raz, dwa, trzy. Unieś rękę do góry.
Coś prostego na start. Tak, aby Theo miał szansę się obronić, a on też mógł łatwo rzucić urok.