05.12.2024, 21:58 ✶
- Obawiam się, że jesteś trochę... walnięty... ale potraktuję to jako dar od losu, bo naprawdę chcę tu zostać.
Powiedział mu właśnie o zdradach, o morderczych zapędach, o dawaniu się bić w imię ideałów, którymi podążaliby tylko kompletni szaleńcy. Nic mu tak naprawdę nie zagwarantował ani nie obiecał poza falą uczuć czyniących go kimś skrajnie nieobliczalnym. A on się cieszył. Uśmiechał się z czułością i tańczył rzęsami, jakby mu życie ofiarowało właśnie najpiękniejszy na świecie prezent. Cóż, nie musiał być specjalistą na miarę Perseusa, żeby wiedzieć, że z Laurentem było coś mocno nie tak, ale hej - z nim też było coś mocno nie tak. I zdążył się już nauczyć, jak piękne chwile dało się zbudować z innymi ludźmi, którym już dawno odjechał peron.
Tak, byli stuknięci. I tak, może powinien zastanowić się nad tym głębiej, ale podobnie jak Veritaserum, tak i sama w sobie obecność Laurenta nie sprzyjała myśleniu. Chłopak wyglądał przepięknie - jak jakiś byt zrodzony z morskiej piany, gdyby przedstawić ludzi tego świata jako kamienie, to on leżałby obok pod postacią perły. Zarysowanej z jednej strony, ale to przecież ta rysa była w nim najpiękniejsza. Zadarł głowę do góry, zachwyciwszy się tym widokiem, znów zamilkł, póki nie zadano mu pytania. Mógłby powtórzyć to co już powiedział, ale wraz z przytomnością umysłu wróciła jego markotność. Wraz z książkami, na które co prawda nie było go stać, ale kiedy byłeś czarodziejem z jego uzdolnieniami, mogłeś traktować zamknięte na trzy spusty biblioteki uniwersyteckie jak wypożyczalnie otwarte dla każdego.
- Przyciąganie. - Rozchylił usta, mimo wszystko nieco niepewny tego, czy chciał to powiedzieć. Jednocześnie każda komórka jego ciała dziękowała ciepło, że ten czar już ustał i nie rozwiązywał mu języka, bo gdyby teraz chlapnął coś o swoich znajomościach, zdecydowanie zepsułby nastrój. - Mugole mają taką teorię. Ciemna gwiazda. Gwiazda Schwarzschilda, od nazwiska gościa, który opisywał matematyczne rozważania Einsteina... Że jest pewna osobliwość grawitacyjna, plama na mapie wszechświata, będąca jego najsilniejszą przyciągającą siłą. Coś, czemu gwiazdy nie mogą się oprzeć, nie mogą tego uniknąć, a to je wciąga. Gdybym był gwiazdą, wierzyłbym, że czeka mnie w tobie miejsce, gdzie entropia przestaje mieć znaczenie i oddał się temu bez większego namysłu. - On również się podniósł. Nie idealnie bez zachwiania, bo zdrętwiały mu nogi, ale obyło się bez poślizgnięć. - Tak się czasami czuję kiedy używasz swoich metafor - dodał, prostując się, żeby ze wciąż zadartym podbródkiem spojrzeć mu w oczy. - Zakochałem się w tobie tamtej nocy, kiedy pokazałeś mi niebo, które kiedyś stworzyłem. - Uniósł mokrą dłoń, żeby zaczesać mu za ucho kilka kosmyków włosów. - Wierzysz mi, czy uważasz, że to nie jest prawdziwa miłość?
Powiedział mu właśnie o zdradach, o morderczych zapędach, o dawaniu się bić w imię ideałów, którymi podążaliby tylko kompletni szaleńcy. Nic mu tak naprawdę nie zagwarantował ani nie obiecał poza falą uczuć czyniących go kimś skrajnie nieobliczalnym. A on się cieszył. Uśmiechał się z czułością i tańczył rzęsami, jakby mu życie ofiarowało właśnie najpiękniejszy na świecie prezent. Cóż, nie musiał być specjalistą na miarę Perseusa, żeby wiedzieć, że z Laurentem było coś mocno nie tak, ale hej - z nim też było coś mocno nie tak. I zdążył się już nauczyć, jak piękne chwile dało się zbudować z innymi ludźmi, którym już dawno odjechał peron.
Tak, byli stuknięci. I tak, może powinien zastanowić się nad tym głębiej, ale podobnie jak Veritaserum, tak i sama w sobie obecność Laurenta nie sprzyjała myśleniu. Chłopak wyglądał przepięknie - jak jakiś byt zrodzony z morskiej piany, gdyby przedstawić ludzi tego świata jako kamienie, to on leżałby obok pod postacią perły. Zarysowanej z jednej strony, ale to przecież ta rysa była w nim najpiękniejsza. Zadarł głowę do góry, zachwyciwszy się tym widokiem, znów zamilkł, póki nie zadano mu pytania. Mógłby powtórzyć to co już powiedział, ale wraz z przytomnością umysłu wróciła jego markotność. Wraz z książkami, na które co prawda nie było go stać, ale kiedy byłeś czarodziejem z jego uzdolnieniami, mogłeś traktować zamknięte na trzy spusty biblioteki uniwersyteckie jak wypożyczalnie otwarte dla każdego.
- Przyciąganie. - Rozchylił usta, mimo wszystko nieco niepewny tego, czy chciał to powiedzieć. Jednocześnie każda komórka jego ciała dziękowała ciepło, że ten czar już ustał i nie rozwiązywał mu języka, bo gdyby teraz chlapnął coś o swoich znajomościach, zdecydowanie zepsułby nastrój. - Mugole mają taką teorię. Ciemna gwiazda. Gwiazda Schwarzschilda, od nazwiska gościa, który opisywał matematyczne rozważania Einsteina... Że jest pewna osobliwość grawitacyjna, plama na mapie wszechświata, będąca jego najsilniejszą przyciągającą siłą. Coś, czemu gwiazdy nie mogą się oprzeć, nie mogą tego uniknąć, a to je wciąga. Gdybym był gwiazdą, wierzyłbym, że czeka mnie w tobie miejsce, gdzie entropia przestaje mieć znaczenie i oddał się temu bez większego namysłu. - On również się podniósł. Nie idealnie bez zachwiania, bo zdrętwiały mu nogi, ale obyło się bez poślizgnięć. - Tak się czasami czuję kiedy używasz swoich metafor - dodał, prostując się, żeby ze wciąż zadartym podbródkiem spojrzeć mu w oczy. - Zakochałem się w tobie tamtej nocy, kiedy pokazałeś mi niebo, które kiedyś stworzyłem. - Uniósł mokrą dłoń, żeby zaczesać mu za ucho kilka kosmyków włosów. - Wierzysz mi, czy uważasz, że to nie jest prawdziwa miłość?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.