05.12.2024, 23:26 ✶
Pokiwała głową ze zrozumieniem na słowa mamy, bo rzeczywiście w jej głowie jeśli ciocia Brenna miała się czymś zająć, to należało uznać to za zrobione. Chociaż hm... Dalej dziwnie było trochę myśleć o tym, że ciocia zajmowała się czymś co zrobiła mama, nawet jeśli w słusznej sprawie, kiedy przecież jej praca była związana z łapaniem tych złych. Ale w sumie to i tak nie do końca rozumiała na czym dokładnie polegały prace dorosłych, wiec może nie powinna zbyt długo nad tym myśleć.
– To dobrze – powiedziała więc krótko i posłała mamie szczery uśmiech. – A zostało jeszcze trochę tego sosu do sajgonek co wujek kupił?
Bo w sumie o to też miała się już jakiś czas temu zapytać.
– Zaraz. Nie był pan w szkole? Ale takiej żadnej, żadnej szkole? – Zmarszczyła brwi. – Myślałam, że wszyscy chodzili do jakiejś szkoły. Mugole też. – Nie chodzić do szkoły, ale... Jak to? Zupełnie nie mogła tego zrozumieć. Sama nie mogła się przecież doczekać, aż kiedyś pójdą z mamą na Pokątnej, kupią jej szatę i podręczniki, a potem pojedzie do Hogwartu i, ku zrozpaczeniu Karla, zostanie przydzielona do jednego z czterech domów.
Trochę nie wiedziała co dalej powiedzieć panu Samowi, którego najwyraźniej coś mocno gryzło, a rozmowa o jego dzieciństwie chyba nie była aż tak przyjemna dla niego, jak powinna. Zerknął niepewnie na mamę, a potem ostrożnie dotknęła dłonią ramienia czarodzieja.
– No iiiii ma pan też nas. Tę rodzinę co pan teraz znalazł i nas, a jak pan wyjdzie za moją mamę... – Ożeni? Wyjdzie? Nigdy nie mogła zapamiętać, które słowo było do męża, a które do żony. – To my już w ogóle będziemy rodziną.
Zwierzę... W jakie zwierzę mogłaby się zmienić? Koty brzmiaky super. Hipogryfy też. No ale były jeszcze niedźwiedzie...
– A mogę być latającym niedźwiedziem? Z wąsami?
– To dobrze – powiedziała więc krótko i posłała mamie szczery uśmiech. – A zostało jeszcze trochę tego sosu do sajgonek co wujek kupił?
Bo w sumie o to też miała się już jakiś czas temu zapytać.
– Zaraz. Nie był pan w szkole? Ale takiej żadnej, żadnej szkole? – Zmarszczyła brwi. – Myślałam, że wszyscy chodzili do jakiejś szkoły. Mugole też. – Nie chodzić do szkoły, ale... Jak to? Zupełnie nie mogła tego zrozumieć. Sama nie mogła się przecież doczekać, aż kiedyś pójdą z mamą na Pokątnej, kupią jej szatę i podręczniki, a potem pojedzie do Hogwartu i, ku zrozpaczeniu Karla, zostanie przydzielona do jednego z czterech domów.
Trochę nie wiedziała co dalej powiedzieć panu Samowi, którego najwyraźniej coś mocno gryzło, a rozmowa o jego dzieciństwie chyba nie była aż tak przyjemna dla niego, jak powinna. Zerknął niepewnie na mamę, a potem ostrożnie dotknęła dłonią ramienia czarodzieja.
– No iiiii ma pan też nas. Tę rodzinę co pan teraz znalazł i nas, a jak pan wyjdzie za moją mamę... – Ożeni? Wyjdzie? Nigdy nie mogła zapamiętać, które słowo było do męża, a które do żony. – To my już w ogóle będziemy rodziną.
Zwierzę... W jakie zwierzę mogłaby się zmienić? Koty brzmiaky super. Hipogryfy też. No ale były jeszcze niedźwiedzie...
– A mogę być latającym niedźwiedziem? Z wąsami?