06.12.2024, 10:23 ✶
Słowa, znajome słowa ze znajomymi treściami. Przecież to nie było nic już tak niezwykłego. Przecież już wiedział, już miał te kilka godzin by oswoić się z tematem. Oddech był ważny, aby szum krwi nie był zbyt rwący, aby serce nie biło zbyt mocno. Oddychał głęboko, ale drgnął minimalnie gdy zdał sobie sprawę z tego, że Nora go dotyka, trochę zaskoczony tym gestem, choć absolutnie nie było możliwe, żeby ów gest nie był mile widziany. Sięgnął też do niej, poprawił chwyt, by czuć powiązanie, łączność, jak drzewa, które pod ziemią splatają ze sobą swoje korzenie.
– Tak. – dodał ochryple, bardzo cicho, zdradzając swoją niepewność, choć Sam był ze swojej natury prawdomówny, niemal zawsze można było czytać w nim tak jak w otwartej księdze. Jego niebieskie oczy zeszkliły się nieco, próbował patrzyć na siedzącą obok niego dziewczynkę, ale poczucie winy dociążało go, głowa sama zawisała na szyi w tym emocjonalnym uścisku.
Ważne było oddychanie. Więc - oddychał.
– Byłem bardzo zazdrosny i powiedziałem Twojej mamie, że beze mnie będzie jej lepiej. bo nie potrafiłem opuścić moich rodziców i mojego domu. – wybrzmiała cicha spowiedź, grzech, który pozbawił ich ośmiu pięknych lat. – A potem, jak Twoja mama zorientowała się, że przyjdziesz na świat, sądziła, że ja nie chcę jej w swoim życiu. Że nie chcę Was. – Zacisnął swoją dłoń mocniej, jakby gestem chciał choćby zapewnić, że to nie jest prawda. Nie był w stanie powiedzieć, co by było gdyby, ale mógł mówić teraz, za teraz.
– Więc... jak mówiłem, ja... rozumiem, że... mmm... nie będziesz chciała nie wiem... mówić mi tato, ale proszę nie mów mi Pan Sam. Samo Sam też jest dobrze – poprosił niepewnie, wciąż unikając kontaktu wzrokowego.
Wdech i wydech. I dłoń na różdżce, gdyby szybko znów potrzebowali ptasiego mózgu, który zdecydowanie łatwiej przyjmował tak ważne chwile. Nie chciał, szalenie nie chciał, zmieniać się w zwierze, czując, że ta rozmowa zdecydowanie należy do ludzi i ich spraw. Ale serce wyznaczało swój rytm, a łzy same cisnęły się do oczu. Było ciężko. To nie klątwa jednak powinna być na pierwszym planie, a mała, siedząca obok nich dziewczynka. Myśli falowały, napędzając się i zwalniając.
Oddychał i myślał o rozciągających się żebrach, o przeponie, która zmuszała powietrze do wejścia i wyjścia.
– To może być tylko zwierzę. Takie niemagiczne. Niedźwiedź ze skrzydłami, no... mógłbym, ale on i tak nie poleci. Niedźwiedzie mają za ciężkie kości – dodał cicho.
– Tak. – dodał ochryple, bardzo cicho, zdradzając swoją niepewność, choć Sam był ze swojej natury prawdomówny, niemal zawsze można było czytać w nim tak jak w otwartej księdze. Jego niebieskie oczy zeszkliły się nieco, próbował patrzyć na siedzącą obok niego dziewczynkę, ale poczucie winy dociążało go, głowa sama zawisała na szyi w tym emocjonalnym uścisku.
Ważne było oddychanie. Więc - oddychał.
– Byłem bardzo zazdrosny i powiedziałem Twojej mamie, że beze mnie będzie jej lepiej. bo nie potrafiłem opuścić moich rodziców i mojego domu. – wybrzmiała cicha spowiedź, grzech, który pozbawił ich ośmiu pięknych lat. – A potem, jak Twoja mama zorientowała się, że przyjdziesz na świat, sądziła, że ja nie chcę jej w swoim życiu. Że nie chcę Was. – Zacisnął swoją dłoń mocniej, jakby gestem chciał choćby zapewnić, że to nie jest prawda. Nie był w stanie powiedzieć, co by było gdyby, ale mógł mówić teraz, za teraz.
– Więc... jak mówiłem, ja... rozumiem, że... mmm... nie będziesz chciała nie wiem... mówić mi tato, ale proszę nie mów mi Pan Sam. Samo Sam też jest dobrze – poprosił niepewnie, wciąż unikając kontaktu wzrokowego.
Wdech i wydech. I dłoń na różdżce, gdyby szybko znów potrzebowali ptasiego mózgu, który zdecydowanie łatwiej przyjmował tak ważne chwile. Nie chciał, szalenie nie chciał, zmieniać się w zwierze, czując, że ta rozmowa zdecydowanie należy do ludzi i ich spraw. Ale serce wyznaczało swój rytm, a łzy same cisnęły się do oczu. Było ciężko. To nie klątwa jednak powinna być na pierwszym planie, a mała, siedząca obok nich dziewczynka. Myśli falowały, napędzając się i zwalniając.
Oddychał i myślał o rozciągających się żebrach, o przeponie, która zmuszała powietrze do wejścia i wyjścia.
– To może być tylko zwierzę. Takie niemagiczne. Niedźwiedź ze skrzydłami, no... mógłbym, ale on i tak nie poleci. Niedźwiedzie mają za ciężkie kości – dodał cicho.