06.12.2024, 10:43 ✶
Spojrzenie Charlotte przesunęło się po salonie. Ktoś taki jak ona bardzo rzadko nie znajdował żadnych uchybień w otoczeniu i tutaj też uważała salon za „pozbawiony ducha”, bo cóż, nie był magiczny. Może nie darzyła niechęcią mugolaków, nie oznaczało to jednak, że nie miała mugoli za gorszych od isebie. Ale przynajmniej dobór dodatków oraz paleta kolorystyczna wskazywały na to, że Enzo Remington ma gust i nie będzie trzeba obrażać się na nikogo śmiertelnie za polecenie jej tego projektanta.
Oczywiście, na jej twarzy próżno by szukać dezaprobaty. Charlotte uśmiechała się promiennie, i tylko ktoś bardzo dobrze ją znający mógłby dopatrzeć się w jej jasnych oczach chłodu.
– Proszę się nie obawiać, na pewno się nie przewrócę, ale jak mogłabym odmówić tak rycerskiej propozycji? – zaćwierkała, podpierając się lekko o jego ramię. Nie było mowy, aby potknęła się na obcasach: mogłaby w nich poruszać się nawet po zamrożonym jeziorze, bo nie była szczególnie sprawa fizycznie, ale tę umiejętność opanowała w stopniu mistrzowskim. – Burgund zdaje mi się kolorem mocno Gryfońskim, chyba że połączonymi go z jakimiś innymi barwami. Bardzo chętnie przekonam się, co ma pan do zaproponowania, panie Remington. Jestem pewna, że będę w tym wyglądała doskonale.
Bo rzecz jasna, przynajmniej we własnym mniemaniu, wyglądała idealnie nawet w worku. Jeśli szło zaś o Rosierów… cóż, oni też projektowali ubrania tylko w tej jednej, jedynej sztuce, niestety: Charlotte niezbyt mogła sobie na takie kreacje na zamówienie pozwolić, a większość ich projektantów nie chciałoby niczego specjalnie dla niej uszyć. Dostawała czasem coś w prezencie, mogła raz do roku pozwolić sobie na zakup czegoś od nich z górnej półki, ale raczej nie było to projektowanie specjalnie dla niej.
Między innymi dlatego była gotowa sprawdzić, co do zaoferowania ma projekt raczej mniej wybrzydzający w kwestii tego, jaki status rodzinny ma jego klientela.
Czuć się jak gwiazda?
Ona zawsze tak się czuła.
Kąciki jej ust uniosły się nieco wyżej, gdy weszli do pracowni. Tak, to już mogła zaaprobować, a jedna z kreacji przygotowanych na kolejny wieczór przyciągnęła jej uwagę. Wprawdzie trochę szkoda, że te suknie tancerzy były aż tak ładne, jeszcze odciągną uwagę od jej córeczki, ale ostatecznie Rita na pewno będzie tam i tak błyszczała najjaśniej, więc…
– Bardzo pasują do tematu koncertu – zapewniła, ruszając w stronę fotela. – Och, to może być nieco nietypowe. Zależy mi, aby kreacja była odporna na ogień. Nie ma przed nim chronić, rzecz jasna, wiem, że to mogłoby być trudne do osiągnięcia, ale chciałabym, aby nie spłonęła sama. A przynajmniej aby nie spłonęła zbyt szybko.
Oczywiście, na jej twarzy próżno by szukać dezaprobaty. Charlotte uśmiechała się promiennie, i tylko ktoś bardzo dobrze ją znający mógłby dopatrzeć się w jej jasnych oczach chłodu.
– Proszę się nie obawiać, na pewno się nie przewrócę, ale jak mogłabym odmówić tak rycerskiej propozycji? – zaćwierkała, podpierając się lekko o jego ramię. Nie było mowy, aby potknęła się na obcasach: mogłaby w nich poruszać się nawet po zamrożonym jeziorze, bo nie była szczególnie sprawa fizycznie, ale tę umiejętność opanowała w stopniu mistrzowskim. – Burgund zdaje mi się kolorem mocno Gryfońskim, chyba że połączonymi go z jakimiś innymi barwami. Bardzo chętnie przekonam się, co ma pan do zaproponowania, panie Remington. Jestem pewna, że będę w tym wyglądała doskonale.
Bo rzecz jasna, przynajmniej we własnym mniemaniu, wyglądała idealnie nawet w worku. Jeśli szło zaś o Rosierów… cóż, oni też projektowali ubrania tylko w tej jednej, jedynej sztuce, niestety: Charlotte niezbyt mogła sobie na takie kreacje na zamówienie pozwolić, a większość ich projektantów nie chciałoby niczego specjalnie dla niej uszyć. Dostawała czasem coś w prezencie, mogła raz do roku pozwolić sobie na zakup czegoś od nich z górnej półki, ale raczej nie było to projektowanie specjalnie dla niej.
Między innymi dlatego była gotowa sprawdzić, co do zaoferowania ma projekt raczej mniej wybrzydzający w kwestii tego, jaki status rodzinny ma jego klientela.
Czuć się jak gwiazda?
Ona zawsze tak się czuła.
Kąciki jej ust uniosły się nieco wyżej, gdy weszli do pracowni. Tak, to już mogła zaaprobować, a jedna z kreacji przygotowanych na kolejny wieczór przyciągnęła jej uwagę. Wprawdzie trochę szkoda, że te suknie tancerzy były aż tak ładne, jeszcze odciągną uwagę od jej córeczki, ale ostatecznie Rita na pewno będzie tam i tak błyszczała najjaśniej, więc…
– Bardzo pasują do tematu koncertu – zapewniła, ruszając w stronę fotela. – Och, to może być nieco nietypowe. Zależy mi, aby kreacja była odporna na ogień. Nie ma przed nim chronić, rzecz jasna, wiem, że to mogłoby być trudne do osiągnięcia, ale chciałabym, aby nie spłonęła sama. A przynajmniej aby nie spłonęła zbyt szybko.