Z pomocą różdżki miał zamiar posprzątać bałagan, spowodowany "prześmiesznym" żartem Irytka, bo przecież nie zostawi tych zbroi tak porozrzucanych, napierśnik tu, rękawica tam, prawda? Chciał rzucić proste zaklęcie, schować różdżkę i wrócić do Pokoju Wspólnego, zanim Irytek stwierdzi, że skoro Krukon posprzątał bałagan, to najwidoczniej chce się bawić, więc porozrzucanie tych zbroi jeszcze raz będzie bardzo zabawne.
-Tak, ponieważ chciałem to posprzątać - odpowiedział powoli, jakby była to najbardziej oczywista odpowiedź na pytanie, dlaczego w tym momencie trzymał różdżkę. -Czy powinienem to tak zostawić, żeby któryś z nauczycieli albo woźny to zobaczył?
Schował różdżkę i, co jakiś czas zerkając, czy Mackenzie na niego patrzyła, zaczął zbierać części zbroi, jedna po drugiej, i odkładać na bok. Robił to bardzo powoli, aż zbyt ostrożnie, żeby Gryfonka widziała każdy jego ruch i nie miała wątpliwości, że coś kombinował.
Jedna z jego brwi uniosła się, kiedy Mackenzie wspomniała o kapitanie drużyny Krukonów. Jasper pamiętał tamto zderzenie - wyglądało to dość boleśnie i kapitan, faktycznie, klął siarczyście na Gryfonkę po meczu, ale nigdy nie planował się na niej mścić. W kółko powtarzał swojej drużynie, że powinni na nią uważać w powietrzu i że powinni być szybsi i sprytniejsi, ale nie zniżyłby się tak nisko, by się na niej mścić. Nie poza boiskiem, a tym bardziej wykorzystując do tego czwartoklasistę czy kogokolwiek innego.
-I nie masz ramienia i dłoni, które mogłyby po prostu coś podnieść i tym rzucić - mruknął, masując jeszcze ramię i schylił się, by podnieść kolejną część naramiennika.
W tym samym momencie Irytek pojawił się za Mackenzie, cichy i niezauważony, chwycił krańce jej szaty i jednym ruchem zarzucił jej materiał na głowę. Jessie odwrócił się, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, Irytek zebrał szczątki zbroi i zaczął nimi rzucać raz w Krukona, raz w Gryfonkę.
-Hej, przestań!