Powrót do spania byłby teraz jak unoszenie się na puszystej chmurce. Ciało było ciężkie, ale i tak się unosisz. Ty? Ciebie unoszą. Uwielbiał ten rodzaj dotyku - żadna kobieta nie potrafiła go dostarczyć. Nie w taki sposób. To była delikatność, która wołała o cenę. Skóra, która miała swoją szorstkość. To, w jaki sposób Crow go dotykał, opisywało całą jego historię tak, jakby właśnie gadał trzy po trzy. Doskonały wyznacznik zakończenia działania veritaserum. Kiedy się skończyło..? Crow byłby w stanie udawać, gdyby skończyło się o wiele wcześniej i ciągnąć ten teatrzyk? Nie. Nie chcę w to wierzyć.
Sekundowe omdlenie nie przeszkodziło w tym, by zaraz funkcjonować normalnie. Jakby w sumie nic się nie stało, choć zejście od emocji i ten stopień błogości, jaki niedawno odbywał się w tej łazience naprawdę zachęcał do tego, żeby zawinąć się w koc (albo we Flynna), wyciągnąć nogi i spać. Albo leżeć i pozwolić sobie na półsen. Mimo to wielce chętnie witał te gesty czarnowłosego - tak samo jak przesympatyczne była reakcja na zakrztuszenie się. Tak jakby we Flynnie zakodowały się pewne odruchy, które po prostu robił. Nie zastanawiał się, nie pytał... Jak to było z tym skrzatem domowym..? Zmartwił się przez moment, czy z sercem i płucami Flynna w tym momencie jest wszystko w porządku, ale to naprawdę było jak przełącznik. Bell porzucał własne zmartwienia, bo punktował je na kimś innym. Zapamiętać. Zgrywanie damy w opresji chyba było na niego skutecznym sposobem. Chociaż teraz wcale nie było żadnej gry.
- Przypadkowe mdlenie w wannie, kiedy ktoś mnie zachwyca całą swoją osobą? Nie. Skradłeś mój pierwszy raz. - Uśmiechnął się subtelnie, korzystając z pomocy, żeby wyjść z wanny, pozwalając się wytrzeć i pomóc założyć na siebie świeże już ubrania - kiedy je Migotek zostawił pozostawało pytaniem bez odpowiedzi. Czuł się o niebo lepiej, kiedy usiadł na kanapie. Przez wszystko, co usłyszał, przez wielką strefę komfortu, jaką stworzył Flynn, a z której nie mógł sobie nawet zdawać sprawy. Poczucie bezpieczeństwa rozwijało płatki jak drobne kwiaty zasypujące jabłoń na wiosnę. Jeśli zebrać wszystkie to porównania, to Crow stawał się zamiast złodziejem ziaren to doskonałym ogrodnikiem. Bardzo niezgrabnym, zawsze przewrócił to drabinę, to zniszczył płot, to jedną z gałęzi drzew - ciągnął ze sobą sztorm, który wpadał niespodziewanie. To nic. Gałąź przerobimy na opał do kominka, z resztek płotu zbuduje się nogą drabinę, a starą przerobi na pergolę dla nowych kwiatów.
- Jestem fanatykiem próbowania rzeczy nowych. - Można się było tego domyślić po nawet krótkim obcowaniu z nim. Wszystko, co nowe, było przygodą. - Nie jestem nadmiernym wielbicielem cukru. - Pogłaskał go czule po policzku, uśmiechnięty trochę z rozbawieniem. Bo uważał to za zabawne, że Flynn mógł chomikować ciastka bezpiecznie i nic im nie groziło. Na pewno nie to, że podje je on. - Jak nie weźmiesz czegoś dla siebie i nie zjesz, to nie tknę nawet małym paluszkiem. - I mógł przy tym całkowicie poważnie! Nie było to nawet wielkim problemem - jak jesz za mało to żołądek w końcu wiązał się w supeł, gdy tylko czuło się zapach obiadu. - Ale ta randka mnie trochę ugłaskuje. - Przymknął oczy w pełnym szczęścia uśmiechu z lekkim rumieńcem na policzkach. Albo może to rumieniec nadal towarzyszący mu przez rozgrzanie..?