06.12.2024, 17:00 ✶
Mabel nie miała taty. Mabel miała mamę. Mabel miała Karla, rodziców chrzestnych ciocie i wujków, którzy wydawali się nie kończyć, a teraz miała mieć też pana Sama, narzeczonego mamy, który z nimi zamieszka z czego się przecież szalenie cieszyła.
Ale nie miała taty. Tak było i już. A jakby już go miała to przecież nie byłby to pan Sam, bo przecież… No ale jak to? Nie, że pan Sam byłby złym tatą, bo przecież był super i chyba powinna się cieszyć, bo jak już miała mieć tatę to wolała mieć takiego, niż jakiegokolwiek innego, ale… Ale nagle miała tatę. Mama nie wychodziła po prostu za pana Sama, a za jej tatę. To nie tak, że właśnie siedziała obok pana Sama i mamy, a obok mamy i taty.
To było po prostu dziwne i chociaż dorośli właśnie przed chwilą wyjaśnili jej, jak to się stało, że tak długo się nie widzieli i tak długo nie miala pojęcia o tym wszystkim, to po głowie i tak biegało jej milion znaków zapytania, szukających odpowiednich pytań, których sama nie mogla znaleźć
– Oh. Okay. – wydusiła z siebie cichym głosem, ściskając mocno skrawek swojej bluzki. Rozejrzała się po pokoju, unikając wzroku mamy i Pa… i Sama, zatrzymując się dłużej na drzwiach do pomieszczenia w nadziei, że zaraz pojawi się w nich Karl. Niestety jej przyjaciel najwyraźniej naprawde postanowić dać im trochę prywatności i nawet nie usłyszał tego co ona właśnie usłyszała.
Czy było coś co powinna powiedzieć? Nie miala pojęcia
A jakoś konkretnie zareagować? Nie miała pojęcia.
Nie było jej przykro, Nie była zła. Prawdę mówiąc, to na pewno było w tym coś ekscytującego, tylko że teraz… Teraz po prostu sama nie wiedziała, co powiedzieć. Nigdy nie ćwiczyła przecież rozmowy z tatą, bo po prostu akceptowała fakt, że go nie było. I tyle.
– Oh – dodała jeszcze raz słysząc, że nie zostanie niedźwiedziem ze skrzydłem, chociaz chyba teraz, aż tak o tym już nie myslala,
Ale nie miała taty. Tak było i już. A jakby już go miała to przecież nie byłby to pan Sam, bo przecież… No ale jak to? Nie, że pan Sam byłby złym tatą, bo przecież był super i chyba powinna się cieszyć, bo jak już miała mieć tatę to wolała mieć takiego, niż jakiegokolwiek innego, ale… Ale nagle miała tatę. Mama nie wychodziła po prostu za pana Sama, a za jej tatę. To nie tak, że właśnie siedziała obok pana Sama i mamy, a obok mamy i taty.
To było po prostu dziwne i chociaż dorośli właśnie przed chwilą wyjaśnili jej, jak to się stało, że tak długo się nie widzieli i tak długo nie miala pojęcia o tym wszystkim, to po głowie i tak biegało jej milion znaków zapytania, szukających odpowiednich pytań, których sama nie mogla znaleźć
– Oh. Okay. – wydusiła z siebie cichym głosem, ściskając mocno skrawek swojej bluzki. Rozejrzała się po pokoju, unikając wzroku mamy i Pa… i Sama, zatrzymując się dłużej na drzwiach do pomieszczenia w nadziei, że zaraz pojawi się w nich Karl. Niestety jej przyjaciel najwyraźniej naprawde postanowić dać im trochę prywatności i nawet nie usłyszał tego co ona właśnie usłyszała.
Czy było coś co powinna powiedzieć? Nie miala pojęcia
A jakoś konkretnie zareagować? Nie miała pojęcia.
Nie było jej przykro, Nie była zła. Prawdę mówiąc, to na pewno było w tym coś ekscytującego, tylko że teraz… Teraz po prostu sama nie wiedziała, co powiedzieć. Nigdy nie ćwiczyła przecież rozmowy z tatą, bo po prostu akceptowała fakt, że go nie było. I tyle.
– Oh – dodała jeszcze raz słysząc, że nie zostanie niedźwiedziem ze skrzydłem, chociaz chyba teraz, aż tak o tym już nie myslala,