Mężczyźni byli i bywali - Anthony Shafiq należał do tych, którzy byli. Nie miał wątpliwości, że na wszystkich robił silne wrażenie i zostawał w ich pamięciach. Miał naturalną manierę przyciągania, a jego charyzma sprawiała, że chciało się zawieszać na nim oko. Być może śledzić jego poczynania w gazetach? Och tak, Laurent czytywał Proroka Codziennego, a nawet i nie tylko - ostatnio pan Shafiq nie próżnował. W umyśle selkie miał jednak specjalne miejsce. To ta słabość do wszystkiego, co sobą reprezentował ten mężczyzna. Chęć wpełznięcia na jego kolana, uśmiechnięcia się - jakże niewinnego - odkrywania tajemnic szarych oczu. Stałyby się perłami zatopionymi w rybackiej sieci, które potem odliczasz za kilogramy galeonów. To wszystko było - był i Anthony. Znalazł się obok Laurenta, który nie przekraczał żadnych granic i nie zamierzał ich nawet testować - przynajmniej w swojej własnej głowie. Przecież to nie tak, że miał taką potrzebę, prawda? Przecież miał kogoś, do kogo chciał wrócić, kogo uśmiech zobaczyć... Czemu w gazetach nie pisano zaś o damie Shafiq? Pani, która szłaby z takim dżentelmenem jak Anthony pod rękę i słała śliczne uśmiechy? Być może powinna być z Egiptu - jak Guinevere. Albo z rodziny Buruq z Turcji, jak żona Edwarda Prewetta. Coś egzotycznego. Coś, co napełniłoby wiecznie pusty i głodny brzuch tego Smoka...
- Przyjaźnimy się z Victorią od kilku lat. - Mógłby wyliczyć, od ilu, ale to nie było potrzebne, potraktował temat pobieżnie, dopóki nie stanowił on centrum zainteresowania samego Anthonyego. Wyczuć nastrój rozmówcy, nastrój samej konwersacji, dostosować się. Teraz na gruncie pewniejszym, gdzie nie musiał paradować w pożyczonym szlafroku. Ciągle pamiętał, że zobowiązał się do pomocy temu mężczyźnie. Naprawdę wiele mu zawdzięczał. Nie zamierzał jednak się przypominać. Przecież to mogłoby ugodzić dżentelmena sugestią, że o czymś takim zapomniał. A jeśli zapomniał to znaczy, że chciał zapomnieć. Niuanse kultury potrafiły być węzeł Gordyjski. Uczono go wiązać - nie jak rozplątywać. - Jak idą interesy z Egiptem? - Zagaił zamiast tego, od razu wychodząc z prostą informacją - czytał prasę i widział, że Anthony miał tam swój wkład i się starał. To nie było jednak tylko czysto grzecznościowe - był rzeczywiście zainteresowany.
Uśmiechnął się ociupinkę mocniej słysząc o pokoju na świecie. Taak... oto, co by się temu światu przydało.
- Możemy wypić za coś bardziej realnego - by Departament Prawa przystał na przyjęcie ustawy pozwalającej chronić ludzkie życie. - Słychać było mały sceptycyzm w jego głosie, tak i nie ukrywał tego na twarzy. Odrobiny niezadowolenia. - Proszę sobie wyobrazić, że pragnienie ochrony starych obyczajów jest silniejsze od pragnienia ochrony czarodziei. Już w czerwcu próbowałem przekonać Ministerstwo, że potrzebna jest ochrona mieszkańców Doliny Godryka. Zbagatelizowali to i już są ofiary. - Już wtedy były. Teraz już... były ofiary w śmierci. - Wiele potrafię zrozumieć, ale opieszałości względem realnych niebezpieczeństw już nie. To samo tyczy się to tych terrotystów nazywających siebie Śmierciożercami. - Nie musieli tego mówić na głos - to przecież była korupcja. Laurent bardzo uważnie spoglądał na Anthonyego z bardzo prostym pytaniem w swojej głowie: czy on jest jednym z nich?