06.12.2024, 20:52 ✶
Szeregi tych mechanicznych ruchów, których celem było niesienie pomocy i całkowite porzucenie poprzednich tematów. Powagą jakiej nabrał... To wszystko potrafiło wyparować w sekundę, kiedy słyszało się kilka nagłych myśli Laurenta wypowiedzianych na głos odpowiednim tonem. Jeszcze przed chwilą leżał na dnie wanny po tym jak zasłabł. Teraz mówił te swoje sprośne, dwuznaczne tekściki i mógł obserwować, jak dobrze to na Crowa działało. Nie zdołał utrzymać miny nawet na sekundę, kąciki ust wyrwały mu się w górę jakby dostał skurczu, a policzki zaczerwieniły się jeszcze mocniej. Po reakcji ciała i przygryzieniu wargi widać było od razu, że mu się to podobało, a jednak powstrzymał na moment skomentowanie tego czymś bardzo zboczonym. Utrzymał się w tym przeświadczeniu, że nie powinien dokładnie do momentu, w którym Laurent siedział już sobie bezpiecznie i nie było szansy na to, żeby upadł.
Słuchając jego odpowiedzi otworzył okna również w tym pomieszczeniu, nie spuszczając z niego wzroku i nie ruszając się na krok od jego nóg. Jedynym ruchem, jaki dało się przez moment zaobserwować było ukazanie szeregu nieco krzywych zębów, kiedy usłyszał o braku zamiłowania do słodyczy. Wysłuchał wszystkiego co miał do powiedzenia, ale to tej myśli pierwszej się uczepił.
- Oczywiście, że nie lubisz słodyczy, to byłby kanibalizm - zaśmiał się, ale w ten sposób, który mówił o samoświadomości tego jak oklepany był to żarcik. Mimo wszystko, nawet mimo krawędziowości uważał, że jego bliscy zasługiwali na takie żarty. Na stałe przypominanie im jak wiele dla niego znaczyli i jak głupiutkie rzeczy przychodzą mu do głowy.
I nagle nie mógł już oglądać jego oczu. Zniknęły pod powiekami i kępkami gęstych rzęs, a on poczuł się trochę jak ten pies trącający dłoń mokrym nosem. No i właśnie - nie było tutaj psa, a on od razu zrozumiał jak łatwo mógł teraz rozsiąść się na tej kanapie i mimo hucznej zapowiedzi o wyprawie po jedzenie, to właśnie uczynił jako pierwsze. Wspiął się do góry, usiadł na nim okrakiem i objął jego głowę rękoma, jakby chciał ją przytulić, w rzeczywistości jednak pozostawił mu sporo przestrzeni na normalny oddech. Ale musiał to zobaczyć! Uwiesić się na nim w tej pozycji i zobaczyć jak to jest spoglądać na niego z góry w takim kontekście. To gdzie zamierzał umieścić swoje dłonie również mogło być wskazówką.
- Lubię wszystkie te twoje ładne i nieładne myśli, ale pytałem się o to, bo muszę wiedzieć jak bardzo na ciebie uważać. - Zabrał jedną z rąk, żeby przesunąć oswobodzonymi palcami po jego policzku. - Powiedziałeś mi, że lubisz jak kolesie cię duszą, może tylko ci się wydawało, a tak naprawdę dusiłeś się sam? - Przesadził? Wcześniej też przesadzał, a jednak mógł się teraz rozsiąść na nim jak na tronie... Obserwował to, co działo się z twarzą blondyna. Czy był tym bardziej rozbawiony, czy zdenerwowany? Niezależnie od odpowiedzi, nim Laurent zdołał cokolwiek z siebie wydusić, Crow pocałował go czule i przetoczył się w bok. Leżał na plecach. Jedną nogę miał zgiętą, przylegającą mu do prawego, zaś stopę drugiej położył na jego lewym udzie.
- Cóż, skoro już jesteśmy razem, to możesz poznać moje sekrety. - Poruszył brwiami w dziwaczny sposób. - Wiem, to nie jest do końca rozsądne skazywać cię na dźwiganie takich rzeczy - wydurniał się i widać to było od razu, szczególnie kiedy przywołał do siebie własne spodnie - ale jako wybranek mojego serca musisz być tego świadomy. To są strategiczne informacje. Są takie dni, kiedy moich spodni nie da się założyć bez oliwki. Obawiam się, że leżałem w tej wannie za długo i to jeden z takich dni. Przysięgam, że łatwiej mi było zakładać jeansy... - Zadarł jedną nogę do góry i próbował (oczywiście wciąż się od Laurenta nie odsuwając) naciągnąć na nią nogawkę. I faktycznie te spodnie wyglądały na za ciasne. Tak bardzo, że po chwili siłowania się Crow wstał i żeby naciągnąć je na własne uda musiał podskoczyć kilka razy. Z miną tak poważną, jakby dotyczyło to bardzo skomplikowanych obliczeń, na miarę tego całego Einsteina. - Jezu kurwa Chryste... - Powiedział wyraźnie zmęczony, kiedy mimo wszelkich trudów udało mu się dopiąć rozporek. - Jeżeli mam zostać, to mówisz mi to teraz. - Odwrócił się w jego kierunku i jeżeli nikt nie protestował, to faktycznie zniknął.
Słuchając jego odpowiedzi otworzył okna również w tym pomieszczeniu, nie spuszczając z niego wzroku i nie ruszając się na krok od jego nóg. Jedynym ruchem, jaki dało się przez moment zaobserwować było ukazanie szeregu nieco krzywych zębów, kiedy usłyszał o braku zamiłowania do słodyczy. Wysłuchał wszystkiego co miał do powiedzenia, ale to tej myśli pierwszej się uczepił.
- Oczywiście, że nie lubisz słodyczy, to byłby kanibalizm - zaśmiał się, ale w ten sposób, który mówił o samoświadomości tego jak oklepany był to żarcik. Mimo wszystko, nawet mimo krawędziowości uważał, że jego bliscy zasługiwali na takie żarty. Na stałe przypominanie im jak wiele dla niego znaczyli i jak głupiutkie rzeczy przychodzą mu do głowy.
I nagle nie mógł już oglądać jego oczu. Zniknęły pod powiekami i kępkami gęstych rzęs, a on poczuł się trochę jak ten pies trącający dłoń mokrym nosem. No i właśnie - nie było tutaj psa, a on od razu zrozumiał jak łatwo mógł teraz rozsiąść się na tej kanapie i mimo hucznej zapowiedzi o wyprawie po jedzenie, to właśnie uczynił jako pierwsze. Wspiął się do góry, usiadł na nim okrakiem i objął jego głowę rękoma, jakby chciał ją przytulić, w rzeczywistości jednak pozostawił mu sporo przestrzeni na normalny oddech. Ale musiał to zobaczyć! Uwiesić się na nim w tej pozycji i zobaczyć jak to jest spoglądać na niego z góry w takim kontekście. To gdzie zamierzał umieścić swoje dłonie również mogło być wskazówką.
- Lubię wszystkie te twoje ładne i nieładne myśli, ale pytałem się o to, bo muszę wiedzieć jak bardzo na ciebie uważać. - Zabrał jedną z rąk, żeby przesunąć oswobodzonymi palcami po jego policzku. - Powiedziałeś mi, że lubisz jak kolesie cię duszą, może tylko ci się wydawało, a tak naprawdę dusiłeś się sam? - Przesadził? Wcześniej też przesadzał, a jednak mógł się teraz rozsiąść na nim jak na tronie... Obserwował to, co działo się z twarzą blondyna. Czy był tym bardziej rozbawiony, czy zdenerwowany? Niezależnie od odpowiedzi, nim Laurent zdołał cokolwiek z siebie wydusić, Crow pocałował go czule i przetoczył się w bok. Leżał na plecach. Jedną nogę miał zgiętą, przylegającą mu do prawego, zaś stopę drugiej położył na jego lewym udzie.
- Cóż, skoro już jesteśmy razem, to możesz poznać moje sekrety. - Poruszył brwiami w dziwaczny sposób. - Wiem, to nie jest do końca rozsądne skazywać cię na dźwiganie takich rzeczy - wydurniał się i widać to było od razu, szczególnie kiedy przywołał do siebie własne spodnie - ale jako wybranek mojego serca musisz być tego świadomy. To są strategiczne informacje. Są takie dni, kiedy moich spodni nie da się założyć bez oliwki. Obawiam się, że leżałem w tej wannie za długo i to jeden z takich dni. Przysięgam, że łatwiej mi było zakładać jeansy... - Zadarł jedną nogę do góry i próbował (oczywiście wciąż się od Laurenta nie odsuwając) naciągnąć na nią nogawkę. I faktycznie te spodnie wyglądały na za ciasne. Tak bardzo, że po chwili siłowania się Crow wstał i żeby naciągnąć je na własne uda musiał podskoczyć kilka razy. Z miną tak poważną, jakby dotyczyło to bardzo skomplikowanych obliczeń, na miarę tego całego Einsteina. - Jezu kurwa Chryste... - Powiedział wyraźnie zmęczony, kiedy mimo wszelkich trudów udało mu się dopiąć rozporek. - Jeżeli mam zostać, to mówisz mi to teraz. - Odwrócił się w jego kierunku i jeżeli nikt nie protestował, to faktycznie zniknął.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.