06.12.2024, 23:47 ✶
Miło było dzielić się informacjami i przy okazji zgarniać dla siebie wiele ciekawostek. No tak, bez egzaminów w szkole magii raczej nie może tam wykładać, z drugiej strony kto wie, może zrobią wyjątek, magia i czarodzieje są dziwni i nie do końca umie jeszcze zrozumieć jakimi ścieżkami podążają.
Zastanowił się przez kilka sekund, ale żadna Róża nie przychodziła mu do głowy, no cóż, ciężko kojarzyć jego znajomych kiedy mieszkają w różnych miejscach, pracują w innych działach i bywają w zupełnie odmiennych od siebie otoczeniach, a ich spotkania to albo kompletne przypadki albo zaplanowane rozmowy.
- Rozumiem, sam z roślin korzystam, chociaż chyba też zacznę patrzeć inaczej na zwierzęta, z ich piór, kości i wnętrzności można zrobić całkiem skuteczne w leczeniu chorób maści i eliksiry. - napar z płuc wróbla i móżdżku węża nie brzmi na smaczny, ale za to jakie ma działanie!
Dla niego dotyk nie był tylko dotykiem. Zwierzęta w naturze robią to gdy albo siebie nie lubią, albo wręcz przeciwnie. Tutaj nie pasowała żadna opcja. Z resztą chodziło też o niego samego. Znał siebie i wolał reagować szybciej, niż później pluć sobie w brodę, bo lubi dopisywać teorie.
- Możemy. - będzie mu teraz trochę nie po drodze, ale nic się na to nie poradzi. Z resztą mogło byś gorzej, dużo gorzej, bo jednym z pomysłów była przeprowadzka do niemagicznego Londynu i pracowanie tam. Nadal trochę siedzi mu to w głowie i kusi, ale nie czuł się jeszcze gotowy, nadal przez pewnego urzędnika miał wątpliwości czy powinien się poddawać.
Uniósł brew na wieść o dziecku. No tak... Jakoś mu to umykało. Za to ślub go zaskoczył, choć nie powinien, może po prostu nie pasowało mu połączenie Samuel oraz ślub. On zaobrączkowany... No nie leży mu to dobrze, będzie się musiał przyzwyczaić.
Padło kolejne nazwisko tym razem to które kojarzył.
- Tak, ona zna się na biżuterii. Była na llamas jeśli dobrze pamiętam. Oh, kiedy to było... Jak się wtedy z pyszne jedzenie obkupiłem. Było pyszne, musiałem ze sobą walczyć, żeby go nie zjeść przed zawiezieniem do domu. - rozmarzył się z lekka na wspomnienie słodkości. Jedzenie było jego rubinami, jedyne czego w życiu powinien pragnąć i od dzisiaj będzie mocny w tym pragnieniu.
- Nawiasem mówiąc... - urwał i zastanowił się chwilę. Czy to miało sens? Nie, nie miało, w końcu Samuel nigdy nie był w jego domu. - Nieważne. - machnął więc ręką i zaraz wsparł się na stole łokciami i oparł głowę na dłoniach. - Jakie macie plany na ślub? Tutaj czy w Dolinie? Nora ma trochę znajomych, to zakładam, że niemały tłum będzie. - spojrzał na niego żywiej. Śluby to nietypowe imprezy. Wszyscy zaczynają elegancko, a później wujek z ciocią w podartych od tańca pończochach całują się na pokaz, nic nie pamiętając na kolejny dzień.
Zastanowił się przez kilka sekund, ale żadna Róża nie przychodziła mu do głowy, no cóż, ciężko kojarzyć jego znajomych kiedy mieszkają w różnych miejscach, pracują w innych działach i bywają w zupełnie odmiennych od siebie otoczeniach, a ich spotkania to albo kompletne przypadki albo zaplanowane rozmowy.
- Rozumiem, sam z roślin korzystam, chociaż chyba też zacznę patrzeć inaczej na zwierzęta, z ich piór, kości i wnętrzności można zrobić całkiem skuteczne w leczeniu chorób maści i eliksiry. - napar z płuc wróbla i móżdżku węża nie brzmi na smaczny, ale za to jakie ma działanie!
Dla niego dotyk nie był tylko dotykiem. Zwierzęta w naturze robią to gdy albo siebie nie lubią, albo wręcz przeciwnie. Tutaj nie pasowała żadna opcja. Z resztą chodziło też o niego samego. Znał siebie i wolał reagować szybciej, niż później pluć sobie w brodę, bo lubi dopisywać teorie.
- Możemy. - będzie mu teraz trochę nie po drodze, ale nic się na to nie poradzi. Z resztą mogło byś gorzej, dużo gorzej, bo jednym z pomysłów była przeprowadzka do niemagicznego Londynu i pracowanie tam. Nadal trochę siedzi mu to w głowie i kusi, ale nie czuł się jeszcze gotowy, nadal przez pewnego urzędnika miał wątpliwości czy powinien się poddawać.
Uniósł brew na wieść o dziecku. No tak... Jakoś mu to umykało. Za to ślub go zaskoczył, choć nie powinien, może po prostu nie pasowało mu połączenie Samuel oraz ślub. On zaobrączkowany... No nie leży mu to dobrze, będzie się musiał przyzwyczaić.
Padło kolejne nazwisko tym razem to które kojarzył.
- Tak, ona zna się na biżuterii. Była na llamas jeśli dobrze pamiętam. Oh, kiedy to było... Jak się wtedy z pyszne jedzenie obkupiłem. Było pyszne, musiałem ze sobą walczyć, żeby go nie zjeść przed zawiezieniem do domu. - rozmarzył się z lekka na wspomnienie słodkości. Jedzenie było jego rubinami, jedyne czego w życiu powinien pragnąć i od dzisiaj będzie mocny w tym pragnieniu.
- Nawiasem mówiąc... - urwał i zastanowił się chwilę. Czy to miało sens? Nie, nie miało, w końcu Samuel nigdy nie był w jego domu. - Nieważne. - machnął więc ręką i zaraz wsparł się na stole łokciami i oparł głowę na dłoniach. - Jakie macie plany na ślub? Tutaj czy w Dolinie? Nora ma trochę znajomych, to zakładam, że niemały tłum będzie. - spojrzał na niego żywiej. Śluby to nietypowe imprezy. Wszyscy zaczynają elegancko, a później wujek z ciocią w podartych od tańca pończochach całują się na pokaz, nic nie pamiętając na kolejny dzień.