07.12.2024, 10:19 ✶
Oparł na nim głowę i uśmiechnął się lekko.
- Boisz się pierogów? - Troska w jego głosie była kolejną grą, ale pudełka otworzyły się wreszcie i uniosły w górę, prezentując swoją zawartość. Oczywiście, że tam jadł i znał właścicielkę, właściwie to nawet nie pomyślałby aby zacząć zabierać go do miejsc, których nie sprawdził lub przynajmniej nie kojarzył. Ten fakt był jednak kolejnym, jaki zdecydował się ukryć pod płaszczem milczenia.
Otworzył usta chcąc coś powiedzieć pomiędzy jego odmową i zgodą, ale oczywiście, że Laurent był szybszy.
- Dobrze - odparł więc, kiedy chłopak sam przyznał to, co Crow miał na końcu języka. - Jutro też tu jestem. Jak przychodzi ta twoja kuzynka... Mogę iść pobiegać czy coś, mogę też się z nią przywitać jeżeli naprawdę tego chcesz, a później mój jedyny plan to ty i twoje pragnienia. - Podniósł się z podłogi, ale tylko po to żeby usiąść obok niego i objąć go ręką. - Chcesz się tam wynieść jak najszybciej, tak? - To była kolejna z rzeczy, jakie Crow pamiętał mgliście, ale Laurent mówił mu przecież, że nie lubi już mieszkać tu gdzie mieszka. Ktoś mógłby pomyśleć, że mężczyźnie było szkoda tego miejsca, bo zaczął się do niego przyzwyczajać, ale to było mylne wrażenie. Te ściany miały dla niego jakiekolwiek znaczenie tylko i wyłącznie przez wzgląd na obecność Laurenta.
Szuflada w kuchni otworzyła się, dało się usłyszeć dźwięki przekładanych przedmiotów. Później druga. Powtarzał tę czynność aż nie trafił na sztućce i nie, nie zamierzał stąd wstawać. Położył na blondynie jego pudełko, wręczył mu do dłoni widelec i pocałował go w policzek.
- Ubieram się tak bo lubię. - Powiedział to jakby nie było w tym większej głębi, ale przecież to nie była do końca prawda. Ubierał się tak bo wszystko inne źle na nim leżało. Kołnierz luźnej koszuli dusił go bardziej niż obcisły materiał przylegający do skóry. Uwielbiane przez innych materiały jego zawsze gryzły... Podobały mu się za to kostiumy do treningów, jakie szyła jego siostra. - Nie podobają ci się? - Wcale nie chciał zabrzmieć jak dziewczyna, ale to na moment było silniejsze od niego. Na kilka sekund stał się tą samą wersją siebie, która stroiła się przy lustrze i rozważała czy na pewno będzie się podobać dzisiejszemu partnerowi. Za moment będzie go to męczyć, ale teraz było bardzo naturalne i istotne. - To - wskazał na śmietanę w rogu opakowania ulokowanego na jego udach - jest do tych jasnych. - Ale tak naprawdę jego głowa została przy pytaniu sprzed chwili. I przy zastanawianiu się nad tym, czy gdyby posiedział na nim dłużej, to Laurent złapałby go za tyłek.
- Boisz się pierogów? - Troska w jego głosie była kolejną grą, ale pudełka otworzyły się wreszcie i uniosły w górę, prezentując swoją zawartość. Oczywiście, że tam jadł i znał właścicielkę, właściwie to nawet nie pomyślałby aby zacząć zabierać go do miejsc, których nie sprawdził lub przynajmniej nie kojarzył. Ten fakt był jednak kolejnym, jaki zdecydował się ukryć pod płaszczem milczenia.
Otworzył usta chcąc coś powiedzieć pomiędzy jego odmową i zgodą, ale oczywiście, że Laurent był szybszy.
- Dobrze - odparł więc, kiedy chłopak sam przyznał to, co Crow miał na końcu języka. - Jutro też tu jestem. Jak przychodzi ta twoja kuzynka... Mogę iść pobiegać czy coś, mogę też się z nią przywitać jeżeli naprawdę tego chcesz, a później mój jedyny plan to ty i twoje pragnienia. - Podniósł się z podłogi, ale tylko po to żeby usiąść obok niego i objąć go ręką. - Chcesz się tam wynieść jak najszybciej, tak? - To była kolejna z rzeczy, jakie Crow pamiętał mgliście, ale Laurent mówił mu przecież, że nie lubi już mieszkać tu gdzie mieszka. Ktoś mógłby pomyśleć, że mężczyźnie było szkoda tego miejsca, bo zaczął się do niego przyzwyczajać, ale to było mylne wrażenie. Te ściany miały dla niego jakiekolwiek znaczenie tylko i wyłącznie przez wzgląd na obecność Laurenta.
Szuflada w kuchni otworzyła się, dało się usłyszeć dźwięki przekładanych przedmiotów. Później druga. Powtarzał tę czynność aż nie trafił na sztućce i nie, nie zamierzał stąd wstawać. Położył na blondynie jego pudełko, wręczył mu do dłoni widelec i pocałował go w policzek.
- Ubieram się tak bo lubię. - Powiedział to jakby nie było w tym większej głębi, ale przecież to nie była do końca prawda. Ubierał się tak bo wszystko inne źle na nim leżało. Kołnierz luźnej koszuli dusił go bardziej niż obcisły materiał przylegający do skóry. Uwielbiane przez innych materiały jego zawsze gryzły... Podobały mu się za to kostiumy do treningów, jakie szyła jego siostra. - Nie podobają ci się? - Wcale nie chciał zabrzmieć jak dziewczyna, ale to na moment było silniejsze od niego. Na kilka sekund stał się tą samą wersją siebie, która stroiła się przy lustrze i rozważała czy na pewno będzie się podobać dzisiejszemu partnerowi. Za moment będzie go to męczyć, ale teraz było bardzo naturalne i istotne. - To - wskazał na śmietanę w rogu opakowania ulokowanego na jego udach - jest do tych jasnych. - Ale tak naprawdę jego głowa została przy pytaniu sprzed chwili. I przy zastanawianiu się nad tym, czy gdyby posiedział na nim dłużej, to Laurent złapałby go za tyłek.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.