Ciężko było na to wszystko patrzeć.
Z przyklejonym na twarzy uśmiechem, który ktoś inny mógłby bez wahania określić, jako uśmiech zadowolenia, przetrwał cały dzień powitań, poznawania i słów od linijki. W takich momentach klepał się w myślach po plecach, że chciało mu się za dziecka obserwować mamę i czegoś się od niej zdołał nauczyć. Może nie na takim samym poziomie, ale był to poziom zadowalający. Przetrwali ten dzień, pełen etykiety i wbijającej się w kręgosłup sztywności, ale wzrok cały czas uciekał w tym samym kierunku.
Ciężko było patrzeć na tak zabieganego Anthony'ego.
Oczywiście, wyjazd do Egiptu to nie były wakacje, na których mogliby się wyciągnąć na leżaczkach z jakimś drinkiem, pojeździć na wielbłądach albo zapłacić jakiemuś ulicznemu artyście, żeby ich namalował na tle piramid, ale może Jasper po prostu nie zdawał sobie sprawy, ile pracy wiązało się z takim wyjazdem.
Od spotkania do spotkania, bez chwili na oddech. A najgorsza w tym wszystkim była świadomość, że Jessie nie miał możliwości jakkolwiek mu pomóc. Nie mógł zastąpić go podczas spotkań, zapewne nie mógł mu również towarzyszyć, by Anthony nie był w tym wszystkim całkowicie sam.
Spokój był tym, czego każdy z nich potrzebował po tym pełnym sztywności dniu, ale ciężko było szukać go w spotkaniach, etykietach, pośród tych wszystkich luksusów i bogatych pokoi. Bogactwo, do którego Jasper nie był przyzwyczajony, wręcz go przytłaczało, nie pozwalając mu na rozkosz spokojnego snu.
Obudziło go dziwne szarpnięcie, chociaż może była to jakaś dziwna reakcja organizmu na zmianę klimaty? Z ciężkim westchnieniem zrzucił z siebie okrycie i przeszedł do łazienki, ale dopiero, gdy mył ręce, jego umysł zwrócił uwagę na jedną anomalię. Lustro było matowe.
Przez pierwsze kilka sekund, może minut, po prostu wpatrywał się w taflę, bo może po prostu para osiadła na lustrze? Nie było jedna możliwości, by była to para wodna. Jasper pochylił się i, ignorując wszelkie głosy rozsądku, które mogłyby wrzeszczeć mu w głowie, że nie powinien tak po prostu zbliżać się do jakichś anomalii i ich dotykać, zbliżył twarz do lustra. Nie widział w jego tafli nic. Nie wiedział swojej twarzy, nie wiedział swoich włosów, ani swoich oczu. Dosłownie - nic.
Pukanie do drzwi oderwało jego uwagę od lustra. Stuknięcia czołem o matową powierzchnię prawie nie poczuł, więc otwierając drzwi, za którymi stał wuj, jego twarz zdradzała jedynie zaskoczenie tak późną wizytą.
-No... Uhm... Tak, też tu jestem - powiedział, trochę zdziwiony wypowiedzą wuja. -Wszystko w porządku, wuju?
Nie od razu zapytał, dlaczego Anthony był zaniepokojony. Po prostu chwycił różdżkę i wyszedł z pokoju, w prostej koszulce i wygodnych spodniach, w których spał, z bosymi stopami, zamykając za sobą drzwi. I dopiero na korytarzu, patrząc ze zdziwieniem, jak Anthony próbował obudzić również jego rodzeństwo, pozwolił sobie na pytania.
-Wuju, co się dzieje? Na co nie mamy czasu?