Może dobrze się stało, że postanowili z siebie to wszystko wylać. Yaxleyówna od dawna na to czekała, a miała wrażenie, że w tym miejscu będą ze sobą bardziej szczerzy, bo przecież widywali się ostatnio kilka razy i żadne z nich nie postanowiło tego wyjaśnić. Spięła się nieco, kiedy zaczął mówić, tak, nie do końca tego się spodziewała, nie w tej chwili, ale w sumie czy mogła być lepsza okazja?
Nie podobało się jej to, jakim tonem do niej mówił, w jaki sposób ją traktował. Może kiedyś w końcu zrozumiesz??? Nie potrafiła czytać w myślach. Miała świadomość, że istniały osoby, które potrafiły to robić, ale ona nie. Może powinna zainteresować się tematem, może wtedy byłoby łatwiej. - Pierdolenie Roise, byłam bezpieczna i szczęśliwa. - Jak nigdy wcześniej i nigdy później. Nie podobało jej się to, że tego nie widział. Czy naprawdę był taki ślepy? Zresztą dlaczego sam o tym decydował, dlaczego nie dał jej wyboru? Czuła, że znowu zaczyna buzować w niej krew, musiała się uspokoić, żeby nie powiedzieć zbyt wiele, musiała być opanowana.
- No tam, nie tutaj, tam do tego wszystkiego, co zostawiliśmy. - Miała świadomość, że tutaj stworzyli sobie znowu jakiś dziwny świat, gdzie wszystko wyglądało inaczej, gdzie nie musieli się przejmować codziennością. To nie powinno mieć miejsca, bo przecież nie dało się tak odcinać od rzeczywistości.
- To ty tego chciałeś nie ja, nie wmawiaj mi, że to jest to, czego ja chciałam. - Odetchnęła głęboko. Jasne, mogła wylać na niego nieco swoich żali, ale to wszystko było powodowane jego wcześniejszym zachowaniem, próbowała jakoś się w tym odnaleźć, jakoś poradzić sobie z tym, że ją zostawił. Nie miała za bardzo innego wyjścia. Nie, żeby jej się to podobało, bo to nie była droga, którą sama by wybrała, została podstawiona pod ścianą i musiała coś zrobić. Musiała jakoś na niego reagować. Nawet jeśli jej się to do końca nie podobało.
- A co innego miałam powiedzieć? Miałam cię błagać o to, żebyś do mnie wrócił? Kto by wtedy wyszedł na desperata? - Zdecydowanie nie chciała doprowadzić do tego, żeby widział ją w ten sposób. Nie chciała prosić o to, żeby dał jej kolejną szansę, jasno przedstawił jej sprawę, nie chciał z nią dłużej być - to był jego wybór, dlaczego w ogóle rozmawiali teraz o powrocie. Coraz bardziej wydawało jej się, że Ambroise podjął irracjonalną decyzję, której teraz żałował. W sumie dobrze, że do tego doszli, może nieco zbyt późno, ale dobrze że w ogóle sobie to wyjaśnili.
Mogłaby go od siebie odepchnąć, bo to byłoby najprostszym rozwiązaniem, mimo wszystko nie zrobiła tego, dyskutowali zawzięcie, a on nadal trzymał ją w swoich objęciach. Ta cała sytuacja była dziwna, jednak nie zmieniało to faktu, że nadal chciała być przy nim. Szczególnie, gdy przypomniała sobie o tym, jak jej z nim było dobrze.
- Ja pierdole Roise, nie wiem, co ci odjebało, nie wiem dlaczego robisz z siebie męczennika, ale ja tu jestem, to chyba coś znaczy, jeśli ja kocham ciebie, ty kochasz mnie, to w czym jest problem. - Wydawało jej się to być całkiem proste, czyż nie? Po cholerę mieli się od siebie trzymać z daleka, skoro chcieli czegoś zupełnie innego? Po co było komplikować sytuację.
- Miałam do ciebie przyjść po tym, jak zostawiłeś mi ten zajebisty list? Nie potrafiłeś nawet spojrzeć mi w oczy i tego zakończyć, naprawdę uważasz, że powinnam była prosić cię o pomoc? - No nie, zdecydowanie nie czuła, że to było coś, co wypadało zrobić. Musiała radzić sobie sama, bo przecież z niej zrezygnował, nie chciał jej w swoim życiu, zresztą jakby to w ogóle wyglądało? Nie radzę sobie - musisz mi pomóc. No nie, zdecydowanie nie. Duma nie pozwalała jej na takie zachowanie.
- Skąd mogłam wiedzieć, co byś zrobił? Nie spodziewałam się nigdy, że będziesz w stanie skreślić to wszystko, a to zrobiłeś, naprawdę masz czelność mówić mi, że powinnam była przyjść do ciebie po pomoc, po tym wszystkim? - Irytowała się, mówiła coraz szybciej, coraz trudniej było ją zrozumieć. Na szczęście Roise miał w tym doświadczenie, to nie była ich pierwsza kłótnia, prawda?
- Ile razy mam ci powtarzać, że nigdy nie będę cię nienawidzić, co? Kiedy to do ciebie dotrze? - Jasne, to byłoby łatwiejsze, ale nie była w stanie wzbudzić w sobie takich uczuć w stosunku do niego. Nigdy. Nie umiała myśleć o nim negatywnie, a co dopiero go nienawidzić. Zbyt wiele pięknych chwil razem przeżyli, zresztą, nigdy nie przestała go kochać. Najwyraźniej on jej również. To było popierdolone, bo jej zdaniem zupełnie niepotrzebnie trzymali się od siebie z daleka, tak jej się wydawało po tej rozmowie. Cóż, dobrze, że wreszcie postanowili wymienić się swoimi przemyśleniami.
Zamarła, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. Co proszę? Jakiego kurwa narzeczonego? Czy naprawdę sądził, że dałaby sobie włożyć pierścionek na palec komukolwiek? Chyba ochujał, albo ocipiał do reszty. Miała świadomość, że w towarzystwie się o niej plotkuje, od zawsze tak było. Pojawiała się na tych przyjęciach z róznymi osobami, to nie było nic nowego. Czy naprawdę myślał, że byłaby w stanie zrobić coś takiego? No nie. Zdecydowanie nie.
Nie mogła się powstrzymać i po prostu się roześmiała, głośno, bardzo głośno. - Pojebało cię do reszty, czy widziałeś jakikolwiek kamyk na moim palcu? - Nigdy nie przyjęła żadnego pierścionka, zresztą jedyną osobą z którą kiedykolwiek rozmawiała o zmianie swojego stanu cywilnego był Roise, tyle, że wydawało jej się, że było to zbyt szybko. Czy naprawdę sądził, że znalazłaby sobie kogoś za kogo byłaby gotowa wyjść w rok, półtora roku? No posrało go do reszty. Jasne, nie była już może najmłodsza, ale niczego to nie zmieniało.
- Czy ty jesteś o mnie zazdrosny? - Tak, musiała zadać to pytanie. W sumie teraz nieco jej się wszystko rozjaśniło, najwyraźniej Ambroise uwierzył w te plotki. Trochę jej się to nie podobało, bo przecież ją znał, powinien wiedzieć, że nigdy by na coś takiego nie pozwoliła.
- Nie zaręczyłam się z nikim, rozumiesz? Mam ci to jakoś jaśniej przedstawić? Nigdy nie dostałam żadnego pierścionka, od nikogo. Ja pierdole. - Tak, gotowało się w niej. Nie mogła uwierzyć w to, że naprawdę sądził, że poszła na coś takiego. Jasne, Erik był naprawdę wspaniałą partią, pojawiali się razem na przyjęciach, ale nigdy ich nie łączyło nic więcej od przyjaźni i nie miało łączyć.
Warknęła, cicho pod nosem, warknęła. Nie mogła zrozumieć jego sposobu myślenia. - Wiesz, że mogłeś się mnie o to zapytać wcześniej, prawda? Nie spodziewałam się w ogóle, że wierzysz w te plotki. - Nigdy nie zakładała, że będzie się przejmować tym, z kim się spotykała, zresztą nie ukrywała przed nim tego, że przyjaźni się z Erikiem, od lat, znali się bowiem jeszcze ze szkoły, więc niemal całe życie. Nie uderzył nią w nagle piorun i nie opamiętała się po takim czasie. Nigdy w życiu nie pomyślałaby o Longbottomie w ten sposób. Fujka.
- Zawsze miałam wysokie standardy, o tym też powinieneś pamiętać. - Może spotykała się przez ten rok czasu, półtora z różnymi typami, ale nigdy w życiu nie postanowiłaby wejść w coś stałego. Wiedziała, że żaden z nich nie będzie jej w stanie dać tego, czego potrzebowała, była tylko jedna osoba, z którą mogłaby to zrobić i leżała ona właśnie obok niej w tym łóżku.
- Byłeś jedynym o którym myślałam w ten sposób, wiesz, tylko z tobą mogłabym zrobić coś takiego. - Mieli być ze sobą szczerzy, prawda? To skoro już zaczęli sobie to wszystko wylewać, to nie miała zamiaru się ograniczać. Nie dzisiaj. Niech świat płonie.