07.12.2024, 11:56 ✶
Słowa charyzmatycznej blondynki zdawały się do kobiety trafić, bo zaśmiała się w dość dziwny sposób mierząc ją spojrzeniem. To czy załapała dowcipy i reagowała na nie, czy po prostu sama w sobie osoba Lorraine jej się spodobała pozostawało niejasne, ale obie mogłyście zauważyć, że była do niej nastawiona o wiele pozytywniej niż do Victorii. Mogłyście więc zakładać, że będzie dla jej ofert o wiele przychylniej nastawiona.
- Ładnie to tak chcieć palić w piecu żywych ludzi? Ostatnio kiepsko się to skończyło dla świata - powiedziała i pokazała jej język, ale nie było w tym za grosz czaru. Ona wyglądała zwyczajnie głupio. Jak ktoś żyjący pięć lat zamknięty w pokoju, robiący teraz coś, co wyglądało fajnie tylko i wyłącznie w jego wyobraźni. - Mogłabym ci to powiedzieć - teatralnie rozejrzała się po pomieszczeniu - mogłabym odpowiedzieć na te pytania, które tu padły i które chcecie zadać, ale tego nie zrobiłyście bo... No jakieś tam kurwa macie te powody - przesunęła spojrzeniem po suficie - ale jaką mam gwarancję, że nie stanę się częścią kolejnego artykułu pani popularnej? - Było w jej tonie coś pogardliwego.
Zadarła podbródek i wydała z siebie krótkie „phi”.
- Teresa McKinnon - przedstawiła się mimo wszystko. Nazwisko nieco wyjaśniało jej denerwujący akcent, ale nie był to wcale akcent typowo Szkocki, przynajmniej nie ten kojarzony z dużymi miastami. Był inny, różnił się od niego trochę jak... Akcent północy Anglii, tej niedofinansowanej i zapomnianej różnił się od akcentu mieszkańców stolicy. - No mogłabym... To wszystko... Ale co ja będę z tego miała? - Siedząc na tym stole, obejrzała swoje paznokcie. Ależ ona była rozmarzona.
- Ładnie to tak chcieć palić w piecu żywych ludzi? Ostatnio kiepsko się to skończyło dla świata - powiedziała i pokazała jej język, ale nie było w tym za grosz czaru. Ona wyglądała zwyczajnie głupio. Jak ktoś żyjący pięć lat zamknięty w pokoju, robiący teraz coś, co wyglądało fajnie tylko i wyłącznie w jego wyobraźni. - Mogłabym ci to powiedzieć - teatralnie rozejrzała się po pomieszczeniu - mogłabym odpowiedzieć na te pytania, które tu padły i które chcecie zadać, ale tego nie zrobiłyście bo... No jakieś tam kurwa macie te powody - przesunęła spojrzeniem po suficie - ale jaką mam gwarancję, że nie stanę się częścią kolejnego artykułu pani popularnej? - Było w jej tonie coś pogardliwego.
Zadarła podbródek i wydała z siebie krótkie „phi”.
- Teresa McKinnon - przedstawiła się mimo wszystko. Nazwisko nieco wyjaśniało jej denerwujący akcent, ale nie był to wcale akcent typowo Szkocki, przynajmniej nie ten kojarzony z dużymi miastami. Był inny, różnił się od niego trochę jak... Akcent północy Anglii, tej niedofinansowanej i zapomnianej różnił się od akcentu mieszkańców stolicy. - No mogłabym... To wszystko... Ale co ja będę z tego miała? - Siedząc na tym stole, obejrzała swoje paznokcie. Ależ ona była rozmarzona.
zadanie od mistrza gry
W jaki sposób chcecie ją przekonać? Możecie:
a) wykorzystać swoją przewagę (dowolną pasującą do podejmowanego działania),
b) rzucić (raz!) na wybraną statystykę pasującą do podejmowanego działania.
Zaznaczcie na dole posta z jakiej przewagi korzystacie. Jeżeli zdecydujecie się na rzut, to opiszcie go poziomem statystyki.
a) wykorzystać swoją przewagę (dowolną pasującą do podejmowanego działania),
b) rzucić (raz!) na wybraną statystykę pasującą do podejmowanego działania.
Zaznaczcie na dole posta z jakiej przewagi korzystacie. Jeżeli zdecydujecie się na rzut, to opiszcie go poziomem statystyki.