07.12.2024, 12:12 ✶
Wielokrotnie w swoim życiu widywała krew, dużo krwi. Cóż, mogłaby stwierdzić, że jej życie było ciut patologiczne, a ona sama miała niepoprawne zapędy do przemocy. A jednak roztrzaskany łeb był czymś nowym, czymś co wydawało się obrzydliwe, ale i w jakiś sposób fascynujące. Ot chwila aby cos co miało swoją tożsamość stało się jedynie mamałygą. Czerwoną plamą, którą będą ścierać mopem z popękanej posadzki. Jakoby nie był człowiekiem pełnym godności, a zawadzającym śmieciem.
Spojrzała na niego, gdy się odezwał, a jej ślepia wypełniło zdumienie.
-Czy ciebie popierdoliło? - prychnęła w niedowierzaniu - zaraz kurwa zginiemy, a ty chcesz mi z ręki powróżyć?
A przecież nie wyglądał jak syn pieprzonej cyganki. Zresztą znalazł sobie cudowny moment na pokazywanie talentów.
-Znam swoją linię życia i twoją, zaraz nam się spierdoli na łeb - burknęła i chłopak nie mógł jej się zdziwić. Byli zamknięci pod toną betonu, a ten się odpalił z "chodź pokaże ci moje talenty" - ten mugol był jakiś popierdolony.
A jednak co jej pozostało w tej beznadziejnej sytuacji? Zaśmiać się szyderczo nad swoim losem. Dotknąć mugola, na samą myśl przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. A jednak chwyciła mocniej futerał, łapiąc go za rękę.
Nie panikuj
-Co? - rzuciła jedynie, gdy... znaleźli się poza betonowym tipi. On nas... teleportował?
Jej zagubione spojrzenie odnalazło na powrót jego sylwetkę, nie było to trudne, był dalej blisko, siląc się na uspakajanie.
-Ty dupku - fuknęła, szturchając go - Jakbym wiedziała, że nie jesteś pieprzonym mugolem to już dawno bym nas stąd zabrała - rozłożyła ręce w akcie oburzenia. Oczywiście, że to była jego wina. Kogoś być musiała, a on był pod ręką.
Scarlett poczuła ścisk w brzuchu, zamykając się i blednąc niejako, gdy dotarł do niej pewien fakt. Zabrał ich stamtąd w ostatniej chwili.
Gdyby rzeczywiście był mugolem, a ona zwlekałaby chwilę dłużej, już by ich nie było.
-Uratowałeś nas - szepnęła. Spojrzała na niego, a jednak złość zdawała się gdzieś ulecieć - dobrze było zostawić zakończenie otwarte - dodała ciszej, nawiązując do ich wymiany zdań sprzed tragedii - napisałeś ładne zakończenie... - rozejrzała się. A mogłaby przysiąc, że byli sami. Że nie było prócz nich nikogo. A jednak słyszała. Krzyki, płacz, nawoływanie. Rozpaczliwa melodia śmierci.
Obraz rozpaczy i beznadziei, nieco szyderczy. Ci ludzie znów się śpieszą, tak jak poprzednio, gdy stała w centrum dworca, a jednak teraz ich pośpiech motywowany był czymś zupełnie innym.
-Co teraz? - sapnęła, opierając się plecami o jedną ze ścian. Czuła, że adrenalina uchodzi, a wraz z nią powróciły irytujące zawroty głowy. Krew, która spływając po jej twarzy, zaburzała widzenie, a jej szkarłat kontrastował z jasnymi tęczówkami, podbijając ich lodowy odcień - Pewnie wyglądam okropnie - mruknęła, przymykając ślepia - ale pociesza mnie, że ty wcale nie wyglądasz lepiej - prychnęła nieco rozbawiona.
-Chcesz.... tam wrócić, czy ... się wymknąć? - złożyła tą decyzję w jego dłoniach. Nie chciała jej podejmować. Za dużo sprzeczności wywoływała każda z opcji.
Spojrzała na niego, gdy się odezwał, a jej ślepia wypełniło zdumienie.
-Czy ciebie popierdoliło? - prychnęła w niedowierzaniu - zaraz kurwa zginiemy, a ty chcesz mi z ręki powróżyć?
A przecież nie wyglądał jak syn pieprzonej cyganki. Zresztą znalazł sobie cudowny moment na pokazywanie talentów.
-Znam swoją linię życia i twoją, zaraz nam się spierdoli na łeb - burknęła i chłopak nie mógł jej się zdziwić. Byli zamknięci pod toną betonu, a ten się odpalił z "chodź pokaże ci moje talenty" - ten mugol był jakiś popierdolony.
A jednak co jej pozostało w tej beznadziejnej sytuacji? Zaśmiać się szyderczo nad swoim losem. Dotknąć mugola, na samą myśl przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. A jednak chwyciła mocniej futerał, łapiąc go za rękę.
Nie panikuj
-Co? - rzuciła jedynie, gdy... znaleźli się poza betonowym tipi. On nas... teleportował?
Jej zagubione spojrzenie odnalazło na powrót jego sylwetkę, nie było to trudne, był dalej blisko, siląc się na uspakajanie.
-Ty dupku - fuknęła, szturchając go - Jakbym wiedziała, że nie jesteś pieprzonym mugolem to już dawno bym nas stąd zabrała - rozłożyła ręce w akcie oburzenia. Oczywiście, że to była jego wina. Kogoś być musiała, a on był pod ręką.
Scarlett poczuła ścisk w brzuchu, zamykając się i blednąc niejako, gdy dotarł do niej pewien fakt. Zabrał ich stamtąd w ostatniej chwili.
Gdyby rzeczywiście był mugolem, a ona zwlekałaby chwilę dłużej, już by ich nie było.
-Uratowałeś nas - szepnęła. Spojrzała na niego, a jednak złość zdawała się gdzieś ulecieć - dobrze było zostawić zakończenie otwarte - dodała ciszej, nawiązując do ich wymiany zdań sprzed tragedii - napisałeś ładne zakończenie... - rozejrzała się. A mogłaby przysiąc, że byli sami. Że nie było prócz nich nikogo. A jednak słyszała. Krzyki, płacz, nawoływanie. Rozpaczliwa melodia śmierci.
Obraz rozpaczy i beznadziei, nieco szyderczy. Ci ludzie znów się śpieszą, tak jak poprzednio, gdy stała w centrum dworca, a jednak teraz ich pośpiech motywowany był czymś zupełnie innym.
-Co teraz? - sapnęła, opierając się plecami o jedną ze ścian. Czuła, że adrenalina uchodzi, a wraz z nią powróciły irytujące zawroty głowy. Krew, która spływając po jej twarzy, zaburzała widzenie, a jej szkarłat kontrastował z jasnymi tęczówkami, podbijając ich lodowy odcień - Pewnie wyglądam okropnie - mruknęła, przymykając ślepia - ale pociesza mnie, że ty wcale nie wyglądasz lepiej - prychnęła nieco rozbawiona.
-Chcesz.... tam wrócić, czy ... się wymknąć? - złożyła tą decyzję w jego dłoniach. Nie chciała jej podejmować. Za dużo sprzeczności wywoływała każda z opcji.