07.12.2024, 18:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2024, 18:32 przez Theo Kelly.)
- Mama kogoś zabiła? - zbystrzał momentalnie, widać było, że był zbyt przejęty całą tą lekcją, żeby zrozumieć, żart. Teraz faktycznie zaczął się zastanawiać, ale przecież to niemożliwe ich matka była idealna, nie mogła być morde... A może? Przecież skoro była taka perfekcyjna to czymże byłoby dla niej zatuszowanie morderstwa? Ze zmarszczonymi brwiami zerknął jeszcze na Jonathana, będzie go musiał potem wypytać o wszystko, zdecydowanie musiał pociągnąć starszego czarodzieja za język, przecież nie żartowałby z takich istotnych rzeczy?
- Bardzo możliwe, ale to mną byłaby zawiedziona. A nie trzeba jej dodatkowych zmartwień ostatnio - w sumie to uważał, że ich matce nie były potrzebne już wcale zmartwienia, ale dobrze wiedział, że nie zdoła tego osiągnąć. I choć mówiło się, że najmłodsze z dzieci zawsze było najbardziej krnąbrne i przyprawiało o jak najwięcej zmartwień, tak u Kellych działało to raczej trochę inaczej. The starał się być jak najmniej sprawiającym problemy dzieckiem - a teraz właśnie uczył się oklumencji, no ale o tym to Charlotte wiedziała.
Odliczanie wcale mu nie pomagało, wręcz sprawiało, że na dwa napięły mu się mięśnie oczekują na atak, przed którym będzie musiał się obronić. Wtedy też poczuł jak Jonathan zmusza go do uniesienia ręki.
Rzut na obronę - jako, że to retro odejmuje jedną kropkę.
W pierwszym odruchu zaczął podnosić prawą rękę do góry, jednak zatrzymał się nim zdążył unieść ją choćby na wysokość swojej klatki piersiowej. Czuł swego rodzaju spokój, który zaburzany został przez mentalny rozkaz, który chciał go zmusić do unoszenia ręki w górę.
Dlaczego? Czemu miałbym to robić? Nie chcę tego robić.
- Bardzo możliwe, ale to mną byłaby zawiedziona. A nie trzeba jej dodatkowych zmartwień ostatnio - w sumie to uważał, że ich matce nie były potrzebne już wcale zmartwienia, ale dobrze wiedział, że nie zdoła tego osiągnąć. I choć mówiło się, że najmłodsze z dzieci zawsze było najbardziej krnąbrne i przyprawiało o jak najwięcej zmartwień, tak u Kellych działało to raczej trochę inaczej. The starał się być jak najmniej sprawiającym problemy dzieckiem - a teraz właśnie uczył się oklumencji, no ale o tym to Charlotte wiedziała.
Odliczanie wcale mu nie pomagało, wręcz sprawiało, że na dwa napięły mu się mięśnie oczekują na atak, przed którym będzie musiał się obronić. Wtedy też poczuł jak Jonathan zmusza go do uniesienia ręki.
Rzut na obronę - jako, że to retro odejmuje jedną kropkę.
Rzut N 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 61
Sukces!
Sukces!
W pierwszym odruchu zaczął podnosić prawą rękę do góry, jednak zatrzymał się nim zdążył unieść ją choćby na wysokość swojej klatki piersiowej. Czuł swego rodzaju spokój, który zaburzany został przez mentalny rozkaz, który chciał go zmusić do unoszenia ręki w górę.
Dlaczego? Czemu miałbym to robić? Nie chcę tego robić.