08.12.2024, 01:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2024, 01:33 przez Charles Mulciber.)
Charles nieco obawiał się spotkania z Baldwinem. "Obawa" była stwierdzeniem ostrożnym, mówiącym niewiele, ale jednocześnie wszystko; dziwne listy wysyłane po nocy, ostrzeżenia, porady, kwiaty i narkotyki, w połączeniu ze szczurem zagryzającym kocięta dawały doprawdy dziwaczną mieszankę, której Charles nie rozumiał, lecz lgnął do niej jak mucha do miodu, w którym miała utknąć i utonąć. Widok Malfoya nie sprawił jednak, że Charlesowi ulżyło, a wręcz przeciwnie, w środku pojawił się jakiś dziwny ścisk, a włosy na karku stanęły dęba, nie wiedząc, czy pchać organizm do odruchu walcz, czy też uciekaj. Pojawiło się też nowe, dotąd obce wołanie, krzyczące broń. Scylla u jego boku była pod jego protektoratem i jeśli Baldwin nie będzie się zachowywał, to Charlie będzie musiał działać i wyprowadzić panienkę z lokalu!!
Nim do tego jednak dojdzie, musiał ją najpierw do lokalu wprowadzić.
- Nie... zgubiłaś? - Charles wymamrotał do siebie, nie do końca rozumiejąc, dlaczego jego stwierdzenie nie padło na podatny grunt. Już chciał przepraszać, zwalić pomyłkę na swoje niekompletne opanowanie języka, lecz w porę przypomniał sobie, że miał nie przepraszać. Westchnął jedynie, przytrzymując Scylli drzwi. Kolejny temat był przyjemniejszy. - Jeśli źle się tu czujesz, możemy wyjść już teraz. Dziękuję, cieszę się, że... że podoba ci się moja koszula. Ty podobasz mi się cała, włosy, sweterek i wszystko.
A później w swoje szpony złapała go siostra. Uściskał ją, pozostając bierny w pocałunkach, które były przecież babską rzeczą. Uśmiechnął się niepewnie, podchodząc do stolika. Oczywiście, chciał odsunąć Scylli krzesło, lecz panienka go ubiegła.
- Szczurzyca przyniosła wam kolejne kocię? - Zapytał niby lekko, ale zmroziło go na samą myśl. Pamiętał też, że kociak w rękach Baldwina w jego własnym mieszkaniu był brudny i zapchlony, a do tego pewnie miał masę innych chorób, poczynając od świerzbu, a na tasiemcu kończąc. Dzikie koty powinny zostać poza zasięgiem. - Miło cię widzieć, Baldwinie.
Pamiętał, że nie był tu dla Baldwina i Scarlett, a dla Scylli - tamta dwójka stanowiła ledwie pretekst. Siadł nieco bokiem, tak, by nie być zwrócony całkowitym profilem do panienki. Wyczuwał jej niezręczność, ale nie mógł zrobić wiele, bo sam miał podobnie, gdy obecność tamtych wytrącała go z równowagi. Obecność Scylli za to go stresowała, bo chciał wypaść przy niej jak najlepiej. Weź się w garść, Charlie.
- Jesteś zainteresowana zestawem śniadaniowym? - Zapytał Scyllę, zwracając się ku niej bardziej. Zaraz jednak zganił się w myślach. Co to znaczy jesteś zainteresowana?! Przecież nie mogła interesować się jedzeniem tak, jak astronomią! - To znaczy... - Spróbował poprawić się, lecz spuścił speszony wzrok na mankiet własnej koszuli. Musiał pamiętać, że podobała się Scylli. Same dobre myśli, Charlie! - Chciałabyś, żebym zamówił dla ciebie zestaw śniadaniowy? Czy masz ochotę na coś innego? Do tego kawę czy herbatę? A może coś innego? Na co masz ochotę, Scyllo? - Zaczął pytać, skupiając się na ślicznej buzi wieszczki bardziej, aniżeli na wszystkim innym. Zaczęło być mu gorąco w ten nieprzyjemny, nerwowy sposób. - Nie ma jeszcze dwunastej, ale nie przeszkadza mi, jeśli miałabyś ochotę na coś innego. To znaczy, chociażby na alkohol. Nie, żebym podejrzewał, że często pijesz alkohol przed dwunastą.
Stop! Nie rób z dziewczyny alkoholiczki w towarzystwie!!
Nim do tego jednak dojdzie, musiał ją najpierw do lokalu wprowadzić.
- Nie... zgubiłaś? - Charles wymamrotał do siebie, nie do końca rozumiejąc, dlaczego jego stwierdzenie nie padło na podatny grunt. Już chciał przepraszać, zwalić pomyłkę na swoje niekompletne opanowanie języka, lecz w porę przypomniał sobie, że miał nie przepraszać. Westchnął jedynie, przytrzymując Scylli drzwi. Kolejny temat był przyjemniejszy. - Jeśli źle się tu czujesz, możemy wyjść już teraz. Dziękuję, cieszę się, że... że podoba ci się moja koszula. Ty podobasz mi się cała, włosy, sweterek i wszystko.
A później w swoje szpony złapała go siostra. Uściskał ją, pozostając bierny w pocałunkach, które były przecież babską rzeczą. Uśmiechnął się niepewnie, podchodząc do stolika. Oczywiście, chciał odsunąć Scylli krzesło, lecz panienka go ubiegła.
- Szczurzyca przyniosła wam kolejne kocię? - Zapytał niby lekko, ale zmroziło go na samą myśl. Pamiętał też, że kociak w rękach Baldwina w jego własnym mieszkaniu był brudny i zapchlony, a do tego pewnie miał masę innych chorób, poczynając od świerzbu, a na tasiemcu kończąc. Dzikie koty powinny zostać poza zasięgiem. - Miło cię widzieć, Baldwinie.
Pamiętał, że nie był tu dla Baldwina i Scarlett, a dla Scylli - tamta dwójka stanowiła ledwie pretekst. Siadł nieco bokiem, tak, by nie być zwrócony całkowitym profilem do panienki. Wyczuwał jej niezręczność, ale nie mógł zrobić wiele, bo sam miał podobnie, gdy obecność tamtych wytrącała go z równowagi. Obecność Scylli za to go stresowała, bo chciał wypaść przy niej jak najlepiej. Weź się w garść, Charlie.
- Jesteś zainteresowana zestawem śniadaniowym? - Zapytał Scyllę, zwracając się ku niej bardziej. Zaraz jednak zganił się w myślach. Co to znaczy jesteś zainteresowana?! Przecież nie mogła interesować się jedzeniem tak, jak astronomią! - To znaczy... - Spróbował poprawić się, lecz spuścił speszony wzrok na mankiet własnej koszuli. Musiał pamiętać, że podobała się Scylli. Same dobre myśli, Charlie! - Chciałabyś, żebym zamówił dla ciebie zestaw śniadaniowy? Czy masz ochotę na coś innego? Do tego kawę czy herbatę? A może coś innego? Na co masz ochotę, Scyllo? - Zaczął pytać, skupiając się na ślicznej buzi wieszczki bardziej, aniżeli na wszystkim innym. Zaczęło być mu gorąco w ten nieprzyjemny, nerwowy sposób. - Nie ma jeszcze dwunastej, ale nie przeszkadza mi, jeśli miałabyś ochotę na coś innego. To znaczy, chociażby na alkohol. Nie, żebym podejrzewał, że często pijesz alkohol przed dwunastą.
Stop! Nie rób z dziewczyny alkoholiczki w towarzystwie!!