08.12.2024, 08:55 ✶
Grzecznie przyciągnęła kota do siebie, aby ten nie wisiał nad biurkiem. Nieco ją to rozbawiło, a jednak teraz przecież musiała być utożsamieniem słodkości i rozkoszy, którym nigdy nie była. Była bardziej jak ten czarci pomiot, którego łapki zwisały luźno.
-Skąd? - umilkła na moment, spojrzała na kocia, a zaraz jej lodowe tęczówki wróciły do sylwetki Richarda, wyłapując jego spojrzenie. Lubiła kontakt wzrokowy, od zawsze. Nigdy go nie unikała i zawsze go inicjowała podczas rozmów. Silne charaktery nigdy nie uciekają od kontaktu wzrokowego, uciekanie jest oznaką uległości, Scarlett - kolejna rzecz, którą wpoiła jeszcze za dzieciaka, a którą konsekwentnie przestrzegała.
-To prezent... - na jej usta wpłynął leniwy uśmiech - Od pewnego uroczego blondyna, ale nie masz co się nim kłopotać. Nic wielkiego, jeśli cos się zmieni, to dam Ci znać - obiecała, przyciągając kota do piersi. Nic w tej kwestii nie miało się zmienić, nie planowała by miało być inaczej. toteż nie było sensu o tym mówić.
Wuj Robert podejmuję decyzje, no tak, nie było to dla niej szokujące. W końcu była to jego kamienica.
-Spokojnie tatusiu, wuja Roberta zostaw mnie - dorzuciła z istnie słodkim uśmiechem, a jej oczy lśniły łobuziarskim blaskiem. Najwidoczniej już w jej głowie ułożyła plan, a kto wie, może i zaczęła go powoli wdrążać.
Richard mógł zakładać, że ta nim pójdzie do Roberta zrobi sobie solidne fundamenty, aby osłabić nieco jego asertywność w tym temacie. Mógł też zgadywać, że Scarlett za pierwszy filar użyje Sophii, przy której nawet nie trzeba było się zbytnio wysilać aby ta w swej nieskalanej złą myślą naiwności ślepo podążyła za pomysłem kuzynki. Scarlett lubiła knuć lisie intrygi, zresztą nie wzięło się to z niczego. Mógł podziękować samemu sobie.
Poza tym, był to tylko kot. Nic wielkiego i nic zmieniającego szczególnie ich życie. Także Mulciber była dobrej myśli. W końcu nie bez powodu przez lata dbała, aby zaskarbiać sobie sympatię członków rodziny.
-Nazywa się Lucyfer - wyznała melodyjnie - Pasuje do niego- przejechała łapką po kocim łebku.
-Powiem dla wuja, że Lucyfer obiecuje nigdy nie zrobić chujowych świeczek, nie udzieli żadnego wywiadu do gazety i już wskoczy w hierarchii wyżej niż Charles - zaśmiała się złośliwie, oj tam wymsknęło jej się. Zerknęła na ojca niepewnie, próbując opanować nagłe rozbawienie
-Przepraszam tatusiu, to było silniejsze ode mnie. - dodała, powstrzymując się przed powiedzeniem masz racje, to był chujowy żart.
-Skąd? - umilkła na moment, spojrzała na kocia, a zaraz jej lodowe tęczówki wróciły do sylwetki Richarda, wyłapując jego spojrzenie. Lubiła kontakt wzrokowy, od zawsze. Nigdy go nie unikała i zawsze go inicjowała podczas rozmów. Silne charaktery nigdy nie uciekają od kontaktu wzrokowego, uciekanie jest oznaką uległości, Scarlett - kolejna rzecz, którą wpoiła jeszcze za dzieciaka, a którą konsekwentnie przestrzegała.
-To prezent... - na jej usta wpłynął leniwy uśmiech - Od pewnego uroczego blondyna, ale nie masz co się nim kłopotać. Nic wielkiego, jeśli cos się zmieni, to dam Ci znać - obiecała, przyciągając kota do piersi. Nic w tej kwestii nie miało się zmienić, nie planowała by miało być inaczej. toteż nie było sensu o tym mówić.
Wuj Robert podejmuję decyzje, no tak, nie było to dla niej szokujące. W końcu była to jego kamienica.
-Spokojnie tatusiu, wuja Roberta zostaw mnie - dorzuciła z istnie słodkim uśmiechem, a jej oczy lśniły łobuziarskim blaskiem. Najwidoczniej już w jej głowie ułożyła plan, a kto wie, może i zaczęła go powoli wdrążać.
Richard mógł zakładać, że ta nim pójdzie do Roberta zrobi sobie solidne fundamenty, aby osłabić nieco jego asertywność w tym temacie. Mógł też zgadywać, że Scarlett za pierwszy filar użyje Sophii, przy której nawet nie trzeba było się zbytnio wysilać aby ta w swej nieskalanej złą myślą naiwności ślepo podążyła za pomysłem kuzynki. Scarlett lubiła knuć lisie intrygi, zresztą nie wzięło się to z niczego. Mógł podziękować samemu sobie.
Poza tym, był to tylko kot. Nic wielkiego i nic zmieniającego szczególnie ich życie. Także Mulciber była dobrej myśli. W końcu nie bez powodu przez lata dbała, aby zaskarbiać sobie sympatię członków rodziny.
-Nazywa się Lucyfer - wyznała melodyjnie - Pasuje do niego- przejechała łapką po kocim łebku.
-Powiem dla wuja, że Lucyfer obiecuje nigdy nie zrobić chujowych świeczek, nie udzieli żadnego wywiadu do gazety i już wskoczy w hierarchii wyżej niż Charles - zaśmiała się złośliwie, oj tam wymsknęło jej się. Zerknęła na ojca niepewnie, próbując opanować nagłe rozbawienie
-Przepraszam tatusiu, to było silniejsze ode mnie. - dodała, powstrzymując się przed powiedzeniem masz racje, to był chujowy żart.