08.12.2024, 14:01 ✶
Był kompletnie zagubiony, ziarno niepewności, które zasiała Mildred wyrosło w ciągu sekundy na olbrzymie drzewo, które rzucało mocny cień na jego spokój. Spokój, który i tak był rozchybotany jak kiepska łódka pośród sztormu. Nadal nie potrafił zrozumieć tego nowego bólu, który w tak dojmujący sposób przejmował nad nim kontrolę. Był jednak na tyle silny, że nawet głos w jego głowie umilkł, ukontentowany cierpieniem swojego nosiciela. Nie potrafił zebrać się w sobie i przybrać zwyczajowej maski śmieszka poza kontrolą - tkwiąc w popierdolonych myślach, z umysłem nawiedzanym przez pieprzony głos. Od zawsze wiedział, ze w obronie bliskich nie cofnie się przed niczym, ale wtedy w jaskini to była czysta zemsta, nikogo nie bronił. Chciał zadawać ból i się nim cieszył, czyżby faktycznie pochłaniał go mrok?
Ale wtedy znów pojawił się ona, złapał jej spojrzenie, kojące spojrzenie miodowych oczy, które przywodziły na myśl słońce przebijające się zza chmur, dające jakąś jeszcze nadzieję. Ale czy potrafił ja przyjąć? Jak nigdy łaknął w tej chwili akceptacji, poczucia, że jest ktoś kto go nie odrzuca - pomimo tego, że widać jak wiele ran skrywa jego dusza i jak bardzo jest rozbita.
Chwycił jej dłoń, gdy tylko poczuł na swojej ciepło jej skóry, czepiał się szukając tej odrobiny miłości i akceptacji jaką tylko był w stanie znaleźć. Gdy ich dłonie się spotkały poczuł przemożna chęć powiedzenia jej o swoim uczuciu, wyrzucić to z siebie, ale poczuł jakby coś łapało go za gardło i nie potrafił wydusić nawet słowa. Zresztą czy mógł je kto teraz powiedzieć? Śmierdział siarką i czarną magią, wyglądał jak siedem nieszczęść, brudny, pokrwawiony, do tego tak żałosny. Czy w ogóle miał prawo, aby komukolwiek mówić o miłości, że kocha?
- Nie chce spać, boję się snu... - powiedział cicho idąc za nią bez cienia sprzeciwu, jednak wspomnienie o olejkach na sen sprawiły, że nie mógł milczeć. W normalnej sytuacji nie powiedziałby o tym ani słowa, ale teraz nie ukrywał swych obaw, jak diabli bał się tego co może mu przynieść sen. W tej chwili było dobrze, gdy prowadziła go na tyły stawu, była jak światełko w tunelu, jak jasny punkt, kiedy on brodził przez bagno zatopiony po pas. I choć głos w jego głowie podpowiadał mu, że wcale nie musi mu pomóc się wydostać, a wprowadzi jeszcze głębiej, to go nie słuchał, nie wierzył w to, nie chciał wierzyć. Oddawał się w jej ręce bez cienia wątpliwości czy wahania. Wiedźma barw, w której złotych oczach zdawał się tańczyć blask zapomnianych gwiazd oferujących ukojenie.
Ale wtedy znów pojawił się ona, złapał jej spojrzenie, kojące spojrzenie miodowych oczy, które przywodziły na myśl słońce przebijające się zza chmur, dające jakąś jeszcze nadzieję. Ale czy potrafił ja przyjąć? Jak nigdy łaknął w tej chwili akceptacji, poczucia, że jest ktoś kto go nie odrzuca - pomimo tego, że widać jak wiele ran skrywa jego dusza i jak bardzo jest rozbita.
Chwycił jej dłoń, gdy tylko poczuł na swojej ciepło jej skóry, czepiał się szukając tej odrobiny miłości i akceptacji jaką tylko był w stanie znaleźć. Gdy ich dłonie się spotkały poczuł przemożna chęć powiedzenia jej o swoim uczuciu, wyrzucić to z siebie, ale poczuł jakby coś łapało go za gardło i nie potrafił wydusić nawet słowa. Zresztą czy mógł je kto teraz powiedzieć? Śmierdział siarką i czarną magią, wyglądał jak siedem nieszczęść, brudny, pokrwawiony, do tego tak żałosny. Czy w ogóle miał prawo, aby komukolwiek mówić o miłości, że kocha?
- Nie chce spać, boję się snu... - powiedział cicho idąc za nią bez cienia sprzeciwu, jednak wspomnienie o olejkach na sen sprawiły, że nie mógł milczeć. W normalnej sytuacji nie powiedziałby o tym ani słowa, ale teraz nie ukrywał swych obaw, jak diabli bał się tego co może mu przynieść sen. W tej chwili było dobrze, gdy prowadziła go na tyły stawu, była jak światełko w tunelu, jak jasny punkt, kiedy on brodził przez bagno zatopiony po pas. I choć głos w jego głowie podpowiadał mu, że wcale nie musi mu pomóc się wydostać, a wprowadzi jeszcze głębiej, to go nie słuchał, nie wierzył w to, nie chciał wierzyć. Oddawał się w jej ręce bez cienia wątpliwości czy wahania. Wiedźma barw, w której złotych oczach zdawał się tańczyć blask zapomnianych gwiazd oferujących ukojenie.