08.12.2024, 14:15 ✶
Roselyn miała wrażenie, że jakaś jej część umarła. Zostawiła kawałek swojej duszy w Kniei, lecz nie to było najgorsze. Zostawiła Samuela na pastwę tych... Tych istot. Nie miała pojęcia, co mogłyby mu zrobić - sama przecież go przed nimi ostrzegała. Miała wrażenie, że kręcą się w kółko, bo przecież już raz mieli na ten temat rozmowę. Naprawdę chciała wtedy za nim pobiec, lecz nie miała sił. Była słaba, nie zasługiwała na to, by po śmierci stać się jednym z Dębów. Te myśli kołatały się w jej umyśle, nieproszone i przerażające, mocno szarpiąc jej pewność siebie. Nie tylko wyssanie energii życiowej z drzewa było najgorsze: to świadomość, że złamała dane Samowi słowo sprawiała, że czuła się coraz gorzej.
Czy żył? Czy może podzielił los drzewa? Zawsze chciał stać się częścią Kniei, lecz gdyby napotkał na swojej drodze tę istotę, za którą podążył... Wyparowałby. Nie była pewna, czy tak by się faktycznie stało, lecz miała przeczucie, że tak właśnie by było.
Gdy rozległo się stukanie w okno, dziewczyna przekręciła głowę w tamtym kierunku. Zmrużyła oczy, bo stworzenie nie przypominało żadnego z ptaków, który donosił pocztę. Zresztą kto miałby do niej pisać o tej porze? Napruty znowu Anthony? Dopiero po chwili, która zajęła jej dłużej niż zwykle, zdała sobie sprawę, że to ten sam krogulec, w którego zamienił się Samuel.
- Sam? - jej usta poruszyły się prawie bezgłośnie, jednak imię przyjaciela swobodnie, acz cicho, opuściło jej gardło. Oczy momentalnie zaszły łzami. To musiał być on: czuła to.
Czy żył? Czy może podzielił los drzewa? Zawsze chciał stać się częścią Kniei, lecz gdyby napotkał na swojej drodze tę istotę, za którą podążył... Wyparowałby. Nie była pewna, czy tak by się faktycznie stało, lecz miała przeczucie, że tak właśnie by było.
Gdy rozległo się stukanie w okno, dziewczyna przekręciła głowę w tamtym kierunku. Zmrużyła oczy, bo stworzenie nie przypominało żadnego z ptaków, który donosił pocztę. Zresztą kto miałby do niej pisać o tej porze? Napruty znowu Anthony? Dopiero po chwili, która zajęła jej dłużej niż zwykle, zdała sobie sprawę, że to ten sam krogulec, w którego zamienił się Samuel.
- Sam? - jej usta poruszyły się prawie bezgłośnie, jednak imię przyjaciela swobodnie, acz cicho, opuściło jej gardło. Oczy momentalnie zaszły łzami. To musiał być on: czuła to.