08.12.2024, 15:42 ✶
W oczach Thomasa to właśnie Nora była idealny przykładem dorosłego człowieka, wzrost nie był wszystkim, to że nie mogła samodzielnie siegnąć wszystkiego czy też zrobić ,nie czyniło ją ani trochę mniej dorosłą czy gorszą od innych. Nie uciekała od odpowiedzialności i radziła sobie w życiu o wiele lepiej niż można by oczekiwać po samotnej matce. Zawsze po cichu i nie tylko podziewał siostrę, on przecież tak często uciekał przed własnymi kłopotami, spychając je jak najdalej, byleby tylko nie musieć się nimi przejmować.
- Jasne, jasne, mówisz tak tylko dlatego, żebym nie był tego świadom i żeby to nie była jednorazowa sztuczka - powiedział z serdecznym śmiechem, który zniknął zaraz kiedy jego próba wyłgania się z przegranego zakładu okazała się fiaskiem. No cóż, nie żeby specjalnie mu zależało, to tylko używanie naczyń, przecież na kolacji nie będzie za wiele osób. Prawda?! Przecież nie było żadnego zaplanowanego przyjęcia na dzisiaj.
- Jak możesz, ja tu cierpię, a twoje jedyna oferta pomocy to "nie maż się". Prosto w serduszko! - udał, że faktycznie go to ubodło, bo złapał się bardzo teatralnie za serce, jednak ze śmiechem podążył za siostrą w poszukiwaniu rzepy. Ale zadowolony już bardziej, skoro zgodziła się na pizzę to zmywania będzie tyle co nic, ewentualnie jakieś talerze. Ale przynajmniej nie będzie tysięcy sztućców czy naczyń i garnków z przygotowywania kolacji.
- Czemu dziwne, chyba, dobrze, że znaleźliśmy? - zapytał podchodząc do siostry, kiedy posłyszał jej słowa. Dość szybko jej poszło znalezienie tego co szukali. Czyli będą się zbierać zaraz do domu? Trochę szkoda, było tu wokół dość ładnie, szaro, bo szaro, ale jednak ładnie. Od dziecka nie wiedział, że świat wygląda inaczej niż to jak on widział, zamiast zieleni widział jedynie odcienie szarości, nauczył się doceniać bardziej kształty roślin niż ich barwę, która wydawała mu się bardziej smutna niż piękna. Chociaż czy smutek był piękny?
Ale wszystkie te rozmyślania zostały powstrzymane przez coś natrętnego co smagało go w lewy goleń, coraz mocniej i mocniej. Na początku myślał, że zahaczył o jakiś krzak, ale był smagany raz po raz. Zerknął więc w dół, żeby zobaczyć drzewo, a raczej sadzonkę nie wielkiego drzewa, które zdawało się być żywe, bo raz po raz swoimi gałęziami.
- Ej co to, zostaw mnie - odskoczył kiedy po raz kolejny miał zostać uderzony. Ruszające się drzewo, które atakowało ludzi?! Co tutaj się działo. - Widziałaś kiedyś coś takiego? T drzewo mnie biło! - zapytał siostry wskazując na sadzonkę, która przed chwilą jeszcze go biła.
- Jasne, jasne, mówisz tak tylko dlatego, żebym nie był tego świadom i żeby to nie była jednorazowa sztuczka - powiedział z serdecznym śmiechem, który zniknął zaraz kiedy jego próba wyłgania się z przegranego zakładu okazała się fiaskiem. No cóż, nie żeby specjalnie mu zależało, to tylko używanie naczyń, przecież na kolacji nie będzie za wiele osób. Prawda?! Przecież nie było żadnego zaplanowanego przyjęcia na dzisiaj.
- Jak możesz, ja tu cierpię, a twoje jedyna oferta pomocy to "nie maż się". Prosto w serduszko! - udał, że faktycznie go to ubodło, bo złapał się bardzo teatralnie za serce, jednak ze śmiechem podążył za siostrą w poszukiwaniu rzepy. Ale zadowolony już bardziej, skoro zgodziła się na pizzę to zmywania będzie tyle co nic, ewentualnie jakieś talerze. Ale przynajmniej nie będzie tysięcy sztućców czy naczyń i garnków z przygotowywania kolacji.
- Czemu dziwne, chyba, dobrze, że znaleźliśmy? - zapytał podchodząc do siostry, kiedy posłyszał jej słowa. Dość szybko jej poszło znalezienie tego co szukali. Czyli będą się zbierać zaraz do domu? Trochę szkoda, było tu wokół dość ładnie, szaro, bo szaro, ale jednak ładnie. Od dziecka nie wiedział, że świat wygląda inaczej niż to jak on widział, zamiast zieleni widział jedynie odcienie szarości, nauczył się doceniać bardziej kształty roślin niż ich barwę, która wydawała mu się bardziej smutna niż piękna. Chociaż czy smutek był piękny?
Ale wszystkie te rozmyślania zostały powstrzymane przez coś natrętnego co smagało go w lewy goleń, coraz mocniej i mocniej. Na początku myślał, że zahaczył o jakiś krzak, ale był smagany raz po raz. Zerknął więc w dół, żeby zobaczyć drzewo, a raczej sadzonkę nie wielkiego drzewa, które zdawało się być żywe, bo raz po raz swoimi gałęziami.
- Ej co to, zostaw mnie - odskoczył kiedy po raz kolejny miał zostać uderzony. Ruszające się drzewo, które atakowało ludzi?! Co tutaj się działo. - Widziałaś kiedyś coś takiego? T drzewo mnie biło! - zapytał siostry wskazując na sadzonkę, która przed chwilą jeszcze go biła.