08.12.2024, 15:43 ✶
Olivia lubiła Hogsmeade - kojarzyło jej się z czasami szkolnymi, gdy na trzecim roku wszyscy tłumnie ruszali do miasteczka, by wydać ciężko zarobione pieniądze swoich rodziców. Zawsze tu panowała sielska, przyjazna atmosfera, która zdecydowanie trafiała w jej gust. Ostatnio brakowało jej spokoju, który byłby w stanie ukoić skołatane nerwy. Wszystkie plany, które miała na lato, wzięły w łeb. Czy to dobrze? Cóż... Ciężko było stwierdzić. Części żałowała, bo naprawdę chciała się usamodzielnić, lecz czy na pewno była gotowa na ten krok? Może i lepiej się stało, że Avelina zniknęła. Kochała swoją przyjaciółkę niemal tak samo, jak siebie: chciała dla niej jak najlepiej. A skoro ona potrzebowała odetchnąć, to musiała dać jej przestrzeń. Inna sprawa, że jej własny sklep z eliksirami został zepchnięty na dalszy plan. Cała praca, którą włożyła w zdobywanie klientów, poszła w pizdu.
Olivia zatrzymała się, by kucnąć i podnieść wyjątkowo ładny kamyk, który spotkała na swojej drodze. Obróciła go w palcach, powoli się prostując. Pamiętała, jak z Isaaciem wymykali się innym, by spędzić trochę czasu tylko we dwoje. Zbierali wtedy kamienie, które miały podobne kształty i wzory do tego, który właśnie podniosła z ziemi.
Isaac Bagshot. Kolejna osoba z jej przeszłości, która powodowała w niej złość. Potraktował ją okropnie, a ona mu zaufała po raz kolejny. I co? I gówno, bo znowu skończyła zraniona. I chociaż była pewna, że go nie kocha, bo przecież jej serce należało do Tristana, to miała nadzieję, że jakoś wyprostują tę swoją znajomość. Cóż... Quirke zamachnęła się i wrzuciła kamień do rzeki. To była już przeszłość. Uczyła się na błędach, nie zamierzała po raz kolejny potykać się o tę samą kłodę, którą los rzucił jej pod nogi.
- Faceci to prawdziwe dupki - mruknęła do siebie, wpatrując się w leniwie płynącą rzeczkę. Westchnęła, przeczesała palcami rude włosy i ruszyła na placyk. Miała tu odebrać kilka ważnych składników do Fiolki, a snuła się od pół godziny i zatapiała w przeszłości. Czas było ruszyć dalej, zakopać to, co było, i skupić się na teraźniejszości. Oraz przyszłości.
Zdziwiło ją trochę, że im bliżej placyku się znajdowała, tym głośniejszą słyszała muzykę. Ale w sumie... Czy za jej czasów, gdy chodziła do Hogwartu, też tak nie było? To było tak dawno temu, że nie pamiętała. Poza tym Olivia słynęła z tego, że była bardzo ciekawska, więc nawet gdyby nie skojarzyła melodii z dawnymi czasami, to i tak by poszła. Jej umysł był prosty jak budowa cepa. Z zaciekawieniem dała się pochłonąć muzyce i ślicznym dekoracjom. Jeden rzut oka i już wiedziała, że natrafiła na wesele. I to jakie przyjemne! Olivia miała duszę romantyczki, na dodatek dopiero co zeszła się ze swoim chłopakiem, którego skrycie kochała od bardzo dawna: jasnym było, że potraktuje to wydarzenie jako zrządzenie losu. Co prawda nadal się nie zaręczyli i zdecydowanie nie planowali ślubu (ba, nawet ze sobą nie mieszkali!), ale... Może jakaś mała inspiracja?
- Aj, uważaj!- odskoczyła, gdy sterta prezentów prawie na nią wpadła. Sterta prezentów? Hm. Olivia spojrzała w dół i dostrzegła czyjeś nogi. A, więc to nie były lewitujące prezenty, tylko ktoś je po prostu przenosił. Ale czemu w taki sposób? - Pomóc?
Zapytała, unosząc głowę. Dostrzegła czubek głowy jakiegoś mężczyzny. Chyba nie szło mu najlepiej, bo prezenty kiwały się na boki - przecież zaraz ta misterna konstrukcja runie. A co, jeżeli ktoś podarował młodym coś szklanego?
- Daj, pomogę, przecież zaraz się wywalisz - to wcale nie tak, że Quirke chciała tu zostać na dłużej. Po prostu nie wyobrażała sobie, by ktoś w tym najważniejszym dla siebie dniu płakał, bo stłukła mu się zabytkowa sosjerka. Wyciągnęła ręce po najwyższe pakunki, by odciążyć nieznajomego.
Olivia zatrzymała się, by kucnąć i podnieść wyjątkowo ładny kamyk, który spotkała na swojej drodze. Obróciła go w palcach, powoli się prostując. Pamiętała, jak z Isaaciem wymykali się innym, by spędzić trochę czasu tylko we dwoje. Zbierali wtedy kamienie, które miały podobne kształty i wzory do tego, który właśnie podniosła z ziemi.
Isaac Bagshot. Kolejna osoba z jej przeszłości, która powodowała w niej złość. Potraktował ją okropnie, a ona mu zaufała po raz kolejny. I co? I gówno, bo znowu skończyła zraniona. I chociaż była pewna, że go nie kocha, bo przecież jej serce należało do Tristana, to miała nadzieję, że jakoś wyprostują tę swoją znajomość. Cóż... Quirke zamachnęła się i wrzuciła kamień do rzeki. To była już przeszłość. Uczyła się na błędach, nie zamierzała po raz kolejny potykać się o tę samą kłodę, którą los rzucił jej pod nogi.
- Faceci to prawdziwe dupki - mruknęła do siebie, wpatrując się w leniwie płynącą rzeczkę. Westchnęła, przeczesała palcami rude włosy i ruszyła na placyk. Miała tu odebrać kilka ważnych składników do Fiolki, a snuła się od pół godziny i zatapiała w przeszłości. Czas było ruszyć dalej, zakopać to, co było, i skupić się na teraźniejszości. Oraz przyszłości.
Zdziwiło ją trochę, że im bliżej placyku się znajdowała, tym głośniejszą słyszała muzykę. Ale w sumie... Czy za jej czasów, gdy chodziła do Hogwartu, też tak nie było? To było tak dawno temu, że nie pamiętała. Poza tym Olivia słynęła z tego, że była bardzo ciekawska, więc nawet gdyby nie skojarzyła melodii z dawnymi czasami, to i tak by poszła. Jej umysł był prosty jak budowa cepa. Z zaciekawieniem dała się pochłonąć muzyce i ślicznym dekoracjom. Jeden rzut oka i już wiedziała, że natrafiła na wesele. I to jakie przyjemne! Olivia miała duszę romantyczki, na dodatek dopiero co zeszła się ze swoim chłopakiem, którego skrycie kochała od bardzo dawna: jasnym było, że potraktuje to wydarzenie jako zrządzenie losu. Co prawda nadal się nie zaręczyli i zdecydowanie nie planowali ślubu (ba, nawet ze sobą nie mieszkali!), ale... Może jakaś mała inspiracja?
- Aj, uważaj!- odskoczyła, gdy sterta prezentów prawie na nią wpadła. Sterta prezentów? Hm. Olivia spojrzała w dół i dostrzegła czyjeś nogi. A, więc to nie były lewitujące prezenty, tylko ktoś je po prostu przenosił. Ale czemu w taki sposób? - Pomóc?
Zapytała, unosząc głowę. Dostrzegła czubek głowy jakiegoś mężczyzny. Chyba nie szło mu najlepiej, bo prezenty kiwały się na boki - przecież zaraz ta misterna konstrukcja runie. A co, jeżeli ktoś podarował młodym coś szklanego?
- Daj, pomogę, przecież zaraz się wywalisz - to wcale nie tak, że Quirke chciała tu zostać na dłużej. Po prostu nie wyobrażała sobie, by ktoś w tym najważniejszym dla siebie dniu płakał, bo stłukła mu się zabytkowa sosjerka. Wyciągnęła ręce po najwyższe pakunki, by odciążyć nieznajomego.