09.12.2024, 00:01 ✶
Mężczyzna zmrużył oczy.
- Ja wiem, że martwimy się o ludzi, na których nam zależy, blablabla... Ale skoro to są dzieciaki, to gdyby mogły sprawić mi kłopoty, musiałbym przejść na emeryturę. - Nieco okropnych podejrzeń o to, że mógłby te dzieci pobić, zwyczajnie się nie domyślił. Mordercze zapędy, jakie miał wobec Dantego nijak miały się do obijania gęb bandzie nastolatków, chociaż pewnie lepiej dla nich, żeby wiadro zimnej wody wylał na nie właśnie taki Crow, a nie ktoś mniej szanujący piękno ludzkiego życia. - Chyba wiem, o kogo chodzi, ale nie mam pojęcia, jak wyglądała twoja poprzednia różdżka. - I niechże się zlituje i nie powie jedynie koloru...
Kurwa, znowu to koszmarne uczucie. Przypomnienie sobie przepaści, jaka musiała ich dzielić w wielu aspektach życia i absolutny, przerażający duszący strach przed usłyszeniem odpowiedzi na pytanie, czy można było zbudować nad tym jakikolwiek most. Coś już mogło ich łączyć, przynajmniej pojedyncze sznurki, ale... co jeżeli nie? Co jeżeli prawda oznaczała rozstanie? On naprawdę chciał z nim być, egzystować sobie w tej bajeczce na środku absolutnie niczego. Jakiś las pełen spasionych koni i nudnych ludzi, oderwany od rzeczywistości konflikt sprzed lat wracający do nich, bo ci samozwańczy władcy podziemi byli jak kleszcze na psiej dupie tylko dla ich egzystencji. Wszystko byłoby naprawdę w porządku gdyby tylko mogli pić pedalskie herbatki i gadać o tym, jacy są śliczni, fantazjować o rzeczach, które mogłyby się wydarzyć, ale się nie wydarzą...
- ...Egipt? - Przełknął ślinę w napięciu, dając sobie wyciągnąć z dłoni ten widelec. Nawet nie zaprotestował, głowa mu teraz mieliła zbyt dużo za i przeciw, ale wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że już za późno. Bo się zdradził w tym, jak bardzo nie chciał czegoś powiedzieć, a skoro nie chciał czegoś powiedzieć, to o czymś głęboko myślał. Jak tej myśli nie przekaże głośno, wzbudzi podejrzenia. Czegokolwiek nie zrobi, wprowadził już do tej rozmowy prawdopodobnie kompletnie niepotrzebne napięcie. - Ta „sztuka” jest doskonale rozpowszechniona w Wielkiej Brytanii. Czarodzieje pozbawili możliwości czarowania za pomocą różdżki gobliny. - Nie chciał rozmawiać o wojnach z goblinami, bo gobliny nie były jedynymi rozumnymi istotami traktowanymi przez czarodziejów jako kogoś, kogo trzeba było czasem poddusić, na wypadek gdyby zechcieli podjąć się kolejnego buntu. Od tych wojen blisko było do konfliktu, który od dwóch lat przyjął już formę wojny domowej. A oni byli w tym konflikcie tak daleko od siebie. Księżniczka czystokrwistego rodu, uznana przez rodzinę mimo oczywistego mezaliansu i bezimienny człowiek tułający się to z bandą złodziei brudnej krwi, to z przestępcami z podziemi. Gdyby Śmierciożercy potrzebowali do swojej tuby propagandowej przykładu mugolaka niegodnego życia, to mieli idealnego kandydata - kogoś kogo jego ukochani potrafili w szale podniecenia nazwać kurwą, bo zwykle to właśnie ich do niego przyciągało - nonkonformizm i kompletne upodlenie.
- Cholera, ale ty mi zadajesz ciężkie pytania. - Przesunął kilka razy palcami po czole, omal nie przypalając papierosem włosów, a potem zaciągnął się nim znów i wydmuchał ten dym w sufit. I jeszcze raz. I jeszcze jeden... Wielka szkoda, że ta rozmowa nie zakończyła się w chwili kiedy zaproponował mu seks. - Pięćdziesiąty piąty ją poznałem, pięćdziesiąty szósty uciekłem do stolicy... Chwilę wcześniej miałem tę cyrkową, co mi ją dali, żebym przestał rozjebywać im sprzęty. A jak z nią byłem, to przynajmniej pojedyncze zaklęcia umiałem rzucać w ten sposób. Nie jakoś zajebiście...
- Ja wiem, że martwimy się o ludzi, na których nam zależy, blablabla... Ale skoro to są dzieciaki, to gdyby mogły sprawić mi kłopoty, musiałbym przejść na emeryturę. - Nieco okropnych podejrzeń o to, że mógłby te dzieci pobić, zwyczajnie się nie domyślił. Mordercze zapędy, jakie miał wobec Dantego nijak miały się do obijania gęb bandzie nastolatków, chociaż pewnie lepiej dla nich, żeby wiadro zimnej wody wylał na nie właśnie taki Crow, a nie ktoś mniej szanujący piękno ludzkiego życia. - Chyba wiem, o kogo chodzi, ale nie mam pojęcia, jak wyglądała twoja poprzednia różdżka. - I niechże się zlituje i nie powie jedynie koloru...
Kurwa, znowu to koszmarne uczucie. Przypomnienie sobie przepaści, jaka musiała ich dzielić w wielu aspektach życia i absolutny, przerażający duszący strach przed usłyszeniem odpowiedzi na pytanie, czy można było zbudować nad tym jakikolwiek most. Coś już mogło ich łączyć, przynajmniej pojedyncze sznurki, ale... co jeżeli nie? Co jeżeli prawda oznaczała rozstanie? On naprawdę chciał z nim być, egzystować sobie w tej bajeczce na środku absolutnie niczego. Jakiś las pełen spasionych koni i nudnych ludzi, oderwany od rzeczywistości konflikt sprzed lat wracający do nich, bo ci samozwańczy władcy podziemi byli jak kleszcze na psiej dupie tylko dla ich egzystencji. Wszystko byłoby naprawdę w porządku gdyby tylko mogli pić pedalskie herbatki i gadać o tym, jacy są śliczni, fantazjować o rzeczach, które mogłyby się wydarzyć, ale się nie wydarzą...
- ...Egipt? - Przełknął ślinę w napięciu, dając sobie wyciągnąć z dłoni ten widelec. Nawet nie zaprotestował, głowa mu teraz mieliła zbyt dużo za i przeciw, ale wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że już za późno. Bo się zdradził w tym, jak bardzo nie chciał czegoś powiedzieć, a skoro nie chciał czegoś powiedzieć, to o czymś głęboko myślał. Jak tej myśli nie przekaże głośno, wzbudzi podejrzenia. Czegokolwiek nie zrobi, wprowadził już do tej rozmowy prawdopodobnie kompletnie niepotrzebne napięcie. - Ta „sztuka” jest doskonale rozpowszechniona w Wielkiej Brytanii. Czarodzieje pozbawili możliwości czarowania za pomocą różdżki gobliny. - Nie chciał rozmawiać o wojnach z goblinami, bo gobliny nie były jedynymi rozumnymi istotami traktowanymi przez czarodziejów jako kogoś, kogo trzeba było czasem poddusić, na wypadek gdyby zechcieli podjąć się kolejnego buntu. Od tych wojen blisko było do konfliktu, który od dwóch lat przyjął już formę wojny domowej. A oni byli w tym konflikcie tak daleko od siebie. Księżniczka czystokrwistego rodu, uznana przez rodzinę mimo oczywistego mezaliansu i bezimienny człowiek tułający się to z bandą złodziei brudnej krwi, to z przestępcami z podziemi. Gdyby Śmierciożercy potrzebowali do swojej tuby propagandowej przykładu mugolaka niegodnego życia, to mieli idealnego kandydata - kogoś kogo jego ukochani potrafili w szale podniecenia nazwać kurwą, bo zwykle to właśnie ich do niego przyciągało - nonkonformizm i kompletne upodlenie.
- Cholera, ale ty mi zadajesz ciężkie pytania. - Przesunął kilka razy palcami po czole, omal nie przypalając papierosem włosów, a potem zaciągnął się nim znów i wydmuchał ten dym w sufit. I jeszcze raz. I jeszcze jeden... Wielka szkoda, że ta rozmowa nie zakończyła się w chwili kiedy zaproponował mu seks. - Pięćdziesiąty piąty ją poznałem, pięćdziesiąty szósty uciekłem do stolicy... Chwilę wcześniej miałem tę cyrkową, co mi ją dali, żebym przestał rozjebywać im sprzęty. A jak z nią byłem, to przynajmniej pojedyncze zaklęcia umiałem rzucać w ten sposób. Nie jakoś zajebiście...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.