24.01.2023, 18:33 ✶
- Żaden problem – odparła Mackenzie automatycznie na słowa o tym, że Viorica zamówiła już coś do bicia. Sama zamówiła najtańsze pozycje z menu po pierwsze ze względu na rygorystyczną dietę – nie polegającą na głodzeniu się, oczywiście, musiała mieć dużo siły, a ot odpowiednich składnikach i przerwach między posiłkami – ale też niejako w odruchu, jaki wciąż został jej z czasów szkoły i tego pierwsze roku tuż po niej, gdy walczyła o przetrwanie.
Byłoby ją stać i na najdroższe.
Oczywiście, gdyby nie to, że zapomniała pobiec do domu po portfel, o czym jeszcze nie pomyślała.
Rzeczywiście wyglądała na sportowca, gdy dokładnie się jej przyjrzeć. I o ile niezbyt dbała o takie szczegóły, jak fryzura czy makijaż, to już o swoje ciało troszczyła się wręcz obsesyjnie, nierzadko uciekając się wręcz do skrajności. To była część tej większej obsesji, na którą Greengrass zapadła, gdy mając kilka lat pierwszy raz usiadła na miotle jednego dzieciaka z sąsiedztwa. Na punkcie latania i quidditcha.
- Też mam nadzieję, że jest znakomita – powiedziała. Siedziała trochę sztywno, bo ani spotkania biznesowe, ani rozmowy z nieznajomymi nigdy nie przychodziły jej z łatwością. Fakt, że kobieta naprzeciwko niej zdawała się taka elegancka i pewna siebie, i pasowała do tej restauracji idealnie, zarówno wyglądem, jak i sposobem bycia, w przeciwieństwie do Mackenzie, tylko wszystko utrudniał. – Wygraliśmy dwa pierwsze mecze w Lidze, więc dalej powinno być tylko lepiej.
A przynajmniej miała cholerną nadzieję, że właśnie tak będzie. O ile porażki na ziemi przyjmowała z filozoficznym spokojem, jako coś, co po prostu człowiekowi się przytrafia, o tyle te na miotle znosiła bardzo, bardzo źle.
Z prawdziwą ulgą przyjęła kolejne pytanie. Oglądanie produktów Viorici (chociaż Mackenzie za nic nie mogła sobie przypomnieć jej imienia – acz rzecz jasna nie planowała się do tego przyznawać) zdejmowało z niej konieczność prowadzenia uprzejmej konwersacji i udawania normalnego człowieka. Takiego, który znał się na czymkolwiek poza miotłami oraz roślinami i wiedział cokolwiek o stosunkach międzyludzkich.
- Bardzo chętnie je obejrzę – zapewniła Greengrass natychmiast. Co z tego, że unikała zwykle biżuterii, która mogła być problematyczna podczas ćwiczeń i treningów? Ozdoby miały być związane z quidditchem. Pewnie obejrzałaby je nawet mijając wystawę sklepu jubilera, a tutaj była do tego podwójnie chętna, bo umożliwiało to skupienie się na interesach i od razu tworzyło tematy do rozmowy, aby nie zapadło niezręczne milczenie. – Trener wspominał o bransoletkach, kolczykach i ozdobach limitowanych nawiązujących do ulubionych drużyn?
Byłoby ją stać i na najdroższe.
Oczywiście, gdyby nie to, że zapomniała pobiec do domu po portfel, o czym jeszcze nie pomyślała.
Rzeczywiście wyglądała na sportowca, gdy dokładnie się jej przyjrzeć. I o ile niezbyt dbała o takie szczegóły, jak fryzura czy makijaż, to już o swoje ciało troszczyła się wręcz obsesyjnie, nierzadko uciekając się wręcz do skrajności. To była część tej większej obsesji, na którą Greengrass zapadła, gdy mając kilka lat pierwszy raz usiadła na miotle jednego dzieciaka z sąsiedztwa. Na punkcie latania i quidditcha.
- Też mam nadzieję, że jest znakomita – powiedziała. Siedziała trochę sztywno, bo ani spotkania biznesowe, ani rozmowy z nieznajomymi nigdy nie przychodziły jej z łatwością. Fakt, że kobieta naprzeciwko niej zdawała się taka elegancka i pewna siebie, i pasowała do tej restauracji idealnie, zarówno wyglądem, jak i sposobem bycia, w przeciwieństwie do Mackenzie, tylko wszystko utrudniał. – Wygraliśmy dwa pierwsze mecze w Lidze, więc dalej powinno być tylko lepiej.
A przynajmniej miała cholerną nadzieję, że właśnie tak będzie. O ile porażki na ziemi przyjmowała z filozoficznym spokojem, jako coś, co po prostu człowiekowi się przytrafia, o tyle te na miotle znosiła bardzo, bardzo źle.
Z prawdziwą ulgą przyjęła kolejne pytanie. Oglądanie produktów Viorici (chociaż Mackenzie za nic nie mogła sobie przypomnieć jej imienia – acz rzecz jasna nie planowała się do tego przyznawać) zdejmowało z niej konieczność prowadzenia uprzejmej konwersacji i udawania normalnego człowieka. Takiego, który znał się na czymkolwiek poza miotłami oraz roślinami i wiedział cokolwiek o stosunkach międzyludzkich.
- Bardzo chętnie je obejrzę – zapewniła Greengrass natychmiast. Co z tego, że unikała zwykle biżuterii, która mogła być problematyczna podczas ćwiczeń i treningów? Ozdoby miały być związane z quidditchem. Pewnie obejrzałaby je nawet mijając wystawę sklepu jubilera, a tutaj była do tego podwójnie chętna, bo umożliwiało to skupienie się na interesach i od razu tworzyło tematy do rozmowy, aby nie zapadło niezręczne milczenie. – Trener wspominał o bransoletkach, kolczykach i ozdobach limitowanych nawiązujących do ulubionych drużyn?