09.12.2024, 10:27 ✶
Pokiwał głową, bo choć nie znał się na tym, to jednak jego matka ogarniała wszystko w mig, co do czego się przydaje i jakie leki moga powstać z rzeczy, które otaczały ich każdego dnia. Szkoda tylko, że nie była w stanie znaleźć lekarstwa na chorobę jego ojca... Biedny Samuel wciąż nie wiedział cóż to była za choroba, z jakiś powodów przez całe życie obecność taty w leśniczówce była objęta tajemnicą, więc nie można było go zabrać do szpitala. Być może tam ktoś powiedziałby Altairowi, że jest otruwany. Być może sam fakt bycia w znacznej odległości od jego ukochanej zapewniłby mu dłuższe życie. Ostatecznie jednak mężczyzna zgasł pewnej grudniowej nocy, a wraz z jego życiem odeszła i Beatrice McGonagall obłożona zgoła inną klątwą. A Samuel choć wiedział już, że matka okamywała go w kontekście jego przypadłości, nie miał jeszcze podstaw by sądzić, że to samo robiła z drugim mężczyzną mieszkającym w ich małym, ślicznym domku.
- Ha! Pewnie mnie też czeka jakiś sabat, chociaż nie bedę ukrywał, że cały czas nie widzę za bardzo powodów by wychodzić z... z kawiarni albo z zakładu pana Ollivandera. Londyn jest taki... głośny. - skrzywił się znów, rzucając niepewne spojrzenie w kierunku wielkiej przeszklonej witryny. A zaraz potem Neil zaczął pytać o ślub i na wzmiankę o dużej ilości znajomych Sam pobladł w bardzo widoczny sposób. - Tak... tak myślisz? - wykrztusił. - Ja... sądziłem, że na ceremonii będziemy no my i Mabel i... i już? A potem jak będzie przyjęcie to nie wiem, zamienię się w niedźwiedzia i będę spał pod drzewem czy coś. To normalne, że na ślubach jest dużo ludzi? Na prawdę wolałbym nie. - stęknął, odruchowo drapiąc się po głowie dla odrobiny komfortu i rozpaczliwej próby wyobrażenia sobie, że jednak ten ślub jest normalny, taki jak jego rodziców, a nie jakiś... rozbuchny. Z drugiej strony czy sam nie chciałby zaprosić kilku osób? Może jego mcgonagalska rodzina będzie chciała przyjechać? Longbottomowie, choć oni to pewnie od strony Nory, Greengrassowie, jako reprezentacja drzew z Kniei. Sapnął niepewnie. Nora miała racje - to dużo, dużo planowania przed nimi, a on w ferworze całego tego poznawania prawdy słuchał w sumie tylko jednym uchem cóż też miało się wydarzyć. Dla niego cały ten ślub w sumie miał być tylko potwierdzeniem, że są rodziną. Pierścionek już był, dziecko w sumie też... Dam budował, drzewo posadził. Czy nie tak jest wśród ludzi?
- Ha! Pewnie mnie też czeka jakiś sabat, chociaż nie bedę ukrywał, że cały czas nie widzę za bardzo powodów by wychodzić z... z kawiarni albo z zakładu pana Ollivandera. Londyn jest taki... głośny. - skrzywił się znów, rzucając niepewne spojrzenie w kierunku wielkiej przeszklonej witryny. A zaraz potem Neil zaczął pytać o ślub i na wzmiankę o dużej ilości znajomych Sam pobladł w bardzo widoczny sposób. - Tak... tak myślisz? - wykrztusił. - Ja... sądziłem, że na ceremonii będziemy no my i Mabel i... i już? A potem jak będzie przyjęcie to nie wiem, zamienię się w niedźwiedzia i będę spał pod drzewem czy coś. To normalne, że na ślubach jest dużo ludzi? Na prawdę wolałbym nie. - stęknął, odruchowo drapiąc się po głowie dla odrobiny komfortu i rozpaczliwej próby wyobrażenia sobie, że jednak ten ślub jest normalny, taki jak jego rodziców, a nie jakiś... rozbuchny. Z drugiej strony czy sam nie chciałby zaprosić kilku osób? Może jego mcgonagalska rodzina będzie chciała przyjechać? Longbottomowie, choć oni to pewnie od strony Nory, Greengrassowie, jako reprezentacja drzew z Kniei. Sapnął niepewnie. Nora miała racje - to dużo, dużo planowania przed nimi, a on w ferworze całego tego poznawania prawdy słuchał w sumie tylko jednym uchem cóż też miało się wydarzyć. Dla niego cały ten ślub w sumie miał być tylko potwierdzeniem, że są rodziną. Pierścionek już był, dziecko w sumie też... Dam budował, drzewo posadził. Czy nie tak jest wśród ludzi?